Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Materiały i źródła 23 stycznia 1945 – elbląski dzień zagłady.

23 stycznia 1945 – elbląski dzień zagłady.

Niniejszy artykuł jest skrótem wystąpienia wygłoszonego na spotkaniu w Ratuszu Staromiejskim w Elblągu, 23 stycznia 1945 roku. Po kilku dniach od 69-tej rocznicy przejazdu czołgów sowieckich przez Elbing przyszedł czas aby uporządkować materiały i dalej je upublicznić. Własna strona internetowa, WWW.tomaszstezala.pl , dobrze się do tego nadaje.

 

Dlaczego „Elbląski Dzień Pamięci o Zagładzie”? Dlaczego 23 stycznia?

Walki o Miasto w styczniu i lutym 1945 roku doprowadziły ludne i dobrze prosperujące (także dzięki zamówieniem hitlerowskiej armii i niewolniczej pracy tysięcy robotników przymusowych, jeńców i więźniów) miasto do kompletnej ruiny we wszystkich obszarach życia. Co więcej, już po jego zdobyciu, okupacyjne wojska sowieckie pomimo oczywistej wiedzy, że Elbląg przechodzi pod władztwo sojuszniczego państwa polskiego, doprowadziły do rozgrabienia wyposażenia zakładów przemysłowych, zrujnowania całych dzielnic (Starówka), rabunku prywatnej własności i do prześladowania pozostałej ludności (w tym wielu Polaków, którzy jako jeńcy i więźniowie przetrwali szturm). Pionierzy, którzy zaczęli od wiosny zjeżdżać tutaj, zastali może gruzów i ślady ludzkiej niedoli. Tylko najtwardsi zdecydowali się na stale związać z dawną perłą w koronie I Rzeczpospolitej. 23 stycznia, sowiecki rajd pancerny przez miasto zapoczątkował trwający 19 dni morderczy dramat.

Korzenie zagłady sięgają znacznie głębiej. Od 1933 roku miastem rządziła niepodzielnie partia narodowych socjalistów, a jej czerwone sztandary, hałaśliwa muzyka i brunatne koszule miały wielką moc „przekonywania” do monopartii i jedynie słusznego ustroju. W 1937 roku w Elblągu hucznie fetowano 700 lecie powstania miasta. Osiem lat później nikt już nie obchodził jego totalnego zniszczenia, choć przecież pośrednio doprowadzili do tego ci, którzy kilka lat wcześniej świętowali, radośnie machając czerwonymi flagami z hakenkreuzem.

Dalej na wschód powstał podobny ustrój, także z czerwonymi flagami, hałaśliwą muzyką, paradami wojskowymi. Z tym, że koszule miały inny kolor. Oba ustroje dzięki militaryzacji, dzięki zniszczeniu jakiejkolwiek rzeczywistej czy wyimaginowanej opozycji, dzięki totalnej kontroli nad wszystkim i wszystkimi parły do wojny w imię swoich obłędnych ideałów.

To właśnie starcie obu lewackich ustrojów: socjalizmu i komunizmu stało się powodem wojny, której ofiarą stał się Elbing i jego mieszkańcy. A choć obecnie mieszkają w Elblągu zupełnie inni ludzie, w odmiennej rzeczywistości, to skutki tamtych wydarzeń wciąż odbijają się nam mocną czkawką.

Jak wyglądał 23 stycznia 1945 roku w Elbingu?

W źródłach czytamy, że był to pozornie dzień jak szereg wcześniejszych. Było mroźnie, posypywał śnieg. Zakłady przemysłowe pracowały, otwarte były sklepy, kawiarnie i liczne kina. Od kilku miesięcy zamknięte były szkoły, w których urządzono lazarety bądź koszary. Na ulicach kłębiły się tłumy: mieszkańców niepokoiły masy uciekinierów z południa, uciekających przed Armią Czerwoną. Ludzie robili zapasy, rozmawiali ze znajomymi, komentując doniesienia z frontu. Oficjalny optymizm podtrzymywany był przez wciąż działające gestapo, policję, działaczy i konfidentów partii. Ale co bardziej ustosunkowani, bądź sprytniejsi, zdołali wysłać rodziny na zachód, ukryć cenne przedmioty, odpowiednio zabezpieczyć się na czas potencjalnego zagrożenia. Elbing wydawał się być dobrze przygotowany do walki, o czym przypominały setki mężczyzn i kobiet w mundurach.

Przebieg wydarzeń w skrócie.

  • W 1944 roku, po wejściu Sowietów na ziemie polskie, a potem do Prus, Niemcy przygotowują się do obrony. Budowane są linie umocnień polowych, w miastach część budynków zostaje przygotowana do funkcji schronów lub umocnionych punktów oporu.
  • Dowódcą obrony zostaje pułkownik Eberhard Schoepffer, a dowódcą Volkssturmu komandor Werner Hartmann.

  • 14 stycznia 1945 roku. 2 Front Białoruski dowodzony przez marszałka Rokossowskiego uderza na północ, z zadaniem odcięcia a potem zniszczenia wspólnie z 3 Frontem Białoruskim ugrupowania niemieckiego w Prusach Wschodnich. To zresztą widzieliśmy także na filmie.

  • 17 stycznia Rokossowski wprowadził do walki 5 Armię Pancerną Gwardii, w której skład wchodził 29 Korpus Pancerny Generała Małachowa, składający się z 25, 29, 32 brygad pancernych i 53 Brygady Zmotoryzowanej. Znacznie wyprzedzając harmonogram działań czołgiści Małachowa opanowali Mławę, Działdowo, Lubawę, Iławę, Zalewo w czasie do kilku godzin do jednego dnia. Rosjanie wielokrotnie obchodzą punkty oporu pozostawiając je piechocie.
  • Stycznie do 29 korpusu nacierają czołgi 8 Korpusu Pancernego (ze składu Frontu) oraz 10 Korpusu Pancernego. Jednostki pokonują do 60 km dziennie.
  • 23 stycznia, w rozkazie głównodowodzącego ( Stalina), wśród pochwalonych wymienieni są generałowie Wolski, Małachow, pułkownicy Pokołow, Kolesnikow, Stanisławski, Michajłow. Czyli wszystko idzie zgodnie z planem, a nawet znacznie lepiej. (1)

  • 23 stycznia oddział wydzielony z Zalewa wyrusza w kierunku na Pasłęk, Pomorską Wieś, przekracza „Berlinkę” ( droga S 22) około zmierzchu, przed 17.

Jakie było właściwie zadanie Diaczenki?

  • Nocą z 20 na 21 stycznia Rokossowski dostaje rozkaz Stalina, by do 4 lutego opanować rubież dolnej Wisły wraz z Elbingiem, co zmieniało zasadniczo wcześniejsze rozkazy. 5 Pancerna dostaje rozkaz opanowania rejonu Elbląg – MłynaryPasłęk, w tym Elbląg i Rubno Wielkie do 24 stycznia.
  • Generał Małachow przydziela 31 Brygadzie Aleksandra Iwanowicza Pokołowa zadanie odcięcia Elbinga od północnego wschodu. Na czele idzie 3 batalion Diaczenki i 1 batalion majora Tuza. W tym czasie siły korpusu obliczane są na około 100 sprawnych maszyn. Czołgi przebywają 50-70 km dziennie w bardzo trudnych warunkach terenowych i pogodowych, w walce zdobywają kolejne miejscowości. Żołnierze są mocno zmęczeni, chorują ale ich sukcesy podtrzymują morale. Rozkazy są wykonywane, a oficerowie wykazują się wielką odwagą i pomysłowością.
  • Co mówią źródła sowieckie na ten temat:

Generał major Gałkin: Wstępny plan dalekiego obejścia Elbinga okazał się niewykonalny dla czołgów. Dlatego Diaczenko zmienił marszrutę mając nadzieję, że będzie mógł objechać miasto drogami wiodącymi przez nie. (Предварительно намеченный путь далеко в обход Эльбинга оказался трудным и непроходимым для танков. Тогда Дьяченко изменил маршрут, рассчитывая, что Эльбинг он обойдет по кольцевым магистралям, и взял курс прямо на город).

Inne źródła sowieckie potwierdzają zadanie 31 Brygady Pokołowa.

A może jednak było inaczej?

Od przełomu 1943 i 1944 roku obserwujemy zdecydowaną zmianę sowieckiej sztuki operacyjnej. Kończą się lata czołowych natarć masą czołgów i piechoty, zaczynają się starannie planowane, agresywnie i śmiało wykonane uderzenia. Przykładem jest ofensywa „Bagration” realizowana przez Rokossowskiego, która przesuwa front spod Smoleńska pod Mińsk i Wilno, a także kolejne 9 wielkich uderzeń Amii Czerwonej. Zmianę tę widzimy szczególnie w działaniach wojsk pancernych, które powielają skutecznie wzorce Panzerwaffe. Przy wsparciu artylerii, artylerii szturmowej, po zdobyciu przewagi powietrznej przez „sokoły Stalina” czołgi mogły wchodzić zagonami na tyły wroga, paraliżując jego działanie, zmuszając oddziały frontowe do cofania się i walki w „wędrujących kotłach” ( patrz działania pochodzącej z Elbinga 21.ID w 1944 roku – „Kapitanowie 1941”).

Ofensywa 2 Frontu Białoruskiego ma właśnie taki charakter. Najpierw piechota uporczywym atakiem przełamuje przez 3 dni główną linię obrony, ściągając nieliczne odwody ( w tym 7 Dywizja Pancerna, która w zasadzce traci połowę wozów) niemieckie, a dopiero przez jej linie przechodzą czołgi 5 Armii i Korpusów pancernych Frontu. Dowódcy zachęcani są do wykazywania inicjatywy i operatywności, co potwierdzają praktycznie w czasie walk o kolejne miejscowości. Czasy, kiedy mówiono o Rosjanach, że nawet „nie wysrają się bez rozkazu” mijały.

Co znajdziemy w źródłach na temat postępów sowieckich czołgistów w okolicach Elbinga??

Dowódca 1 kompanii w batalionie Diaczenki Aleksandr Ignatiewicz Ruchladiajew: Ścigając cofającego się wroga pierwszy wjechał do miasta Elbing, wychodząc nad Morze Bałtyckie. W tych walkach dowódca kompanii zniszczył kilka czołgów wroga oraz transporterów. (Преследуя отступающего врага, первой проникла в город Эльбинг (Эльблонг, Польша), вышла к Балтийскому морю. В этих боях командир роты подбил несколько вражеских танков и бронетранспортер).

Rudski Fiodor Aleksandrowicz. Dowódca batalionu 178 Brygady Pancernej, 10 Korpusu Pancernego, 5 Armii Pancernej.

24 stycznia batalion kapitana Rudzkiego otrzymał zadanie wejścia na tyły wroga, uchwycić węzeł drogowy prowadzący do Elbinga i zatrzymać ruch wojsk faszystowskich na ważnej magistrali. Czołgistom przydano kompanię piechoty zmechanizowanej i baterię przeciwpancerną. W czasie trzech dni batalion utrzymał ważny węzeł   drogowy i kolejowy w nieustannym boju ( rejon mostów na obwodnicy Elbląga i torów prowadzących na Malbork).

удской Фёдор Андреевич – командир танкового батальона 178-й танковой бригады 10-го танкового корпуса 5-й гвардейской танковой. 24 января батальон капитана Фёдора Рудского получил задание пройти в тыл к противнику, захватить узел дорог, идущих на город Эльбинг (Эльблонг, Польша), и парализовать движение фашистских войск на важных магистралях. В помощь танкистам были приданы рота автоматчиков и истребительная противотанковая батарея.Почти трое суток удерживал батальон капитана Фёдора Рудского важный узел железных и шоссейных дорог. И все это время непрерывно длился бой).
Ceniony historyk elbląski, Tomasz Gliniecki, w swojej książce „Elbląskie okruchy XX wieku”, na stronach 121 i 122 pisze: Czołgiści generała Wolskiego w pierwszych dniach wzięli za pewnik, że nie będą wdawali się w walki z garnizonami większych miast, lecz obchodzili je ciągnąc obok, w niektórych przypadkach także poprzez lasy i błota. Lecz czołgom nie zawsze udawało się obejść miasta pełne Niemców i będące silnymi węzłami obronnymi. Przykładem tego była walka o Deutsch-Eylau. To dość duże niemieckie miasto, będące węzłem drogowym i kolejowym, położone jest między jeziorami. Długie i wąskie, ciągnące się kilometrami jeziora, rozrzucone są po całym terenie wokół miasta. Wobec takich okoliczności, czołgi musiały szturmować miasto, ponieważ innej drogi na przód dla nich nie było.

Wersja proponowana przez Glinieckiego ( prawdopodobnie także oparta na sowieckich relacjach) różni się od tego, co czytamy choćby u Gałkina czy Tarczyńskiego. Sporo miejscowości zajęli sowieccy czołgiści, by wspomnieć Zalewo 22 stycznia, Pasłęk 23 stycznia. Jak wyglądają fakty?

Popatrzmy na mapę z opracowania Marka Tarczyńskiego ( Rocznik Elbląski). Jak należy rozumieć rozkazy Rokossowskiego i Wolskiego, żądające opanowania 24 stycznia całego rejonu Elbląga? Czy aby nie doszli do wniosku, że garnizony w miastach są słabe, więc uda im się niejako z marszu, w ciągu dwóch, trzech dni zająć miasta a przynajmniej zablokować istotną jego część? Dlaczego czołgi z 10 Korpusu 24 stycznia znajdują się pod Elblągiem? O czym świadczy kierunek przemieszczania się czerwonych strzałek symbolizujących brygady 29 Korpusu Pancernego? Co robi batalion (niebieski romb) z 10 Korpusu pod miastem?

Dlaczego w relacjach niemieckich czytamy:

  • Później pojawiły się nowe czołgi. Było ich 13. Zniszczono 26 czołgów, 4 wycofały się i zajęły stanowiska na skrzyżowaniu szos Bollwerk – Dorbeck [Nowakowo – Próchnik]. Czołgi rozjechały kolumnę uciekającej wraz z dobytkiem ludności na Hinderburgstrase [ul. Bema]. „Pilsener” i cukiernia Teucke zniszczone od ognia artyleryjskiego.
  • 24 stycznia rosyjskie czołgi jadą przez Grunau Höhe, tutaj cztery zostają trafione przez artylerię, pozostałe zawracają. Leseer
  • Nad ranem ( 24 stycznia) sowieckie czołgi próbują wedrzeć się od szosy z Preussisch Holland. Podciągnięta bateria z lotniska niszczy trzy, zmuszając pozostałe do ucieczki. Sowieci ostrzeliwują nasze pozycje, później też „Organami Stalina”.

To tylko niektóre sowieckie i niemieckie relacje. Gdyby rację miał Gliniecki, to  po pierwszym, lub drugim ataku pancernym na przygotowaną obronę, zgodnie z logiką, czołgi powinny się cofnąć, blokując drogi dojazdowe i czekając na piechotę. Ale nie,  kolejne grupy pancerne próbują wtargnąć do miasta, głównie od południa.

Od 24 stycznia wokół miasta pojawiają się nie tylko jednostki 5 Armii Pancernej ale i 2 Armii Uderzeniowej i 48 Armii Ogólnowojskowej. Czyli jednostki należące do Frontu. W jakim celu, skoro oficjalnie mają rozciąć ugrupowanie niemieckie tuż za Elbingiem?

Czy Diaczenko nie wykonał rozkazu?

Tomasz Gliniecki pisze  na stronie 136: Jak widać, dopiero na wysokim szczeblu dowódcy frontu pozorny wyczyn czołgistów przestał mieć znaczenie, a może nawet zasługiwał na potępienie i karę. I chyba, gdyby nie użycie ich rajdu do gazetowej propagandy jako przykładu bezgranicznej odwagi komunistów w boju, sprawa zakończyłaby się dla kapitana znacznie gorzej. Bo, bez dwóch zdań, nie wykonał on rozkazu tak, jak powinien.

Nie wiadomo, czy istnieje TEN pisemny rozkaz, który opisuje zadanie otrzymane przez Diaczenkę od dowódcy 31 Brygady. Może był to rozkaz ustny? Może radiowy? Możemy jedynie oprzeć się na tym co mówią nam źródła.

Miał dotrzeć do Rubna Wielkiego i w ten rejon dotarł. Miał zrobić to do 24 stycznia i zdążył.  A zatem został on wykonany, choć nie dokładnie w sposób, o którym pisze się w literaturze.

Czy Gienadij Lwowicz, czy Tuz, czy może Ruchladiajew mogli wykonać ów rozkaz literalnie?


Aby tak się stało, potrzeba szeregu ważnych elementów. Jednymi z kluczowych są mapy. Na dowód ich jakości można przywołać plan natarcia 381 Dywizji Strzeleckiej w dniach 3-10 lutego. Mapa ta wykonana jest na bazie niemieckiej Messtischblatt 544, z 1937 roku. Na początku lat 1940-stych wydano kolejną mapę. Kilka lat różnicy, a na obu widać dużo ważnych różnic. Mapy są w skali taktycznej ( 1:25000), przydatne do walk w mieście. Ale czołgiści pokonywali po kilkadziesiąt kilometrów dziennie, więc śmiem wątpić, czy posiadali nawet tak nieprecyzyjne plany jak ten z 1937 roku. Zapewne Diaczenko miał mapę tej części Prus w znacznie większej skali, która pozwalała się tylko orientować co do kierunku jazdy. Objazd miasta od wschodu najprawdopodobniej nie był zaznaczony.

Wyobraźmy sobie, że my, elblążanie, w dobrej terenówce, mamy objechać miasto od wschodu. Zjechaliśmy z drogi S 22 na 509-tkę, mamy skręcić na Kamiennik Wielki. Zapadł zmrok, na drodze jest kilkadziesiąt centymetrów śniegu, solidny mróz. Ciemno, brak mapy, droga szutrowa biegnie lasami, polami, przez trudny teren.  Zapytać o drogę nie można. Jadąc z kompasem, kierując się na wyczucie,  zajmie nam to kilka godzin. Ale czołgi są znacznie większe i trudniejsze w prowadzeniu. Trasa w dodatku wiedzie skrajem umocnień Elbinga. Załogi poszczególnych gniazd oporu zostały postawione w stan alarmu. Działa, pancerfausty czekają w pogotowiu.  Co więcej, w relacjach czytamy, że diaczenkowcy natrafili na takie właśnie umocnienia, których ogień zmusił ich do skręcenia w lewo, na zachód, w kierunku miasta. Jak z tego widać, wykonanie rozkazu literalnie ( o ile taki właśnie rozkaz istniał) było praktycznie niemożliwe.

Przewodnik. Tomasz Gliniecki podaje, że to w Zalewie Rosjanie mieli przewodnika, który pomógł im w opanowaniu miasta. W przypadku Elbinga - to coś pokiełbasiło się reporterowi gazety, i stąd ta legenda. No, ale jeżeli w Zalewie się udało, to czemu nie powtórzono tego pomysłu w wielkim mieście? Czołgiści zajęli cegielnię w Dębicy wraz z przylegającym doń lagrem. Na pewno byli tam też jeńcy rosyjscy. Czy nie znalazł się jakiś „Saszka”, który dobrowolnie, czy odpowiednio zachęcony przez czekistę - Diaczenkę, nie mógł poprowadzić rajderów przez miasto? Przecież wskazuje na to logika wydarzeń.

Weźmy też pod uwagę bardzo istotny element układanki. Rozkaz musi zostać wykonany, co doskonale rozumie komunista Diaczenko. Inna droga jest niedostępna.  Tak jak w filmach – bohater idzie najtrudniejszą drogą, licząc na swoją szczęśliwą gwiazdę (czerwoną), bezczelność, chaos i moc doskonałych czołgów.

A z drugiej strony: dlaczego podejmuje takie ryzyko grożące zniszczeniem całego batalionu? Przecież za to grozi czapa! Aktyw partyjny batalionu powinien go na miejscu aresztować lub po prostu za szaleństwo zastrzelić. Tymczasem politrabotnicy z Kononienką popierają swojego kombata.

A może był rozkaz o ataku na Elbing? O zajęciu go z marszu? Przecież się wcześniej udawało. Diaczenkowcy zapewne niewiele wiedzieli o obronie miasta, a opierając się  na poprzednich doświadczeniach musieli swoje szanse skalkulować wysoko.

Wiecie towarzysze. Jeżeli zdobędziecie Elbing szybkim atakiem, to na waszych piersiach zawisną gwiazdy bohaterów, awansujecie. A jakie bogate to miasto, ho, ho!. Ale jeżeli się Wam nie uda, to nie liczcie na naszą wyrozumiałość. Pamiętacie los Andrieja Własowa? To do dzieła.

Czy taki scenariusz nie jest prawdopodobny? Przecież i Stawka, i Rokossowski polecają 5 pancernej zająć ten rejon? W pancernym ataku trwającym od 25 do 28 stycznia zajęli Kolonię Pangritza, browar, podeszli pod koszary na Królewieckiej tracąc dziesiątki czołgów w sposób, o którym wiedzieli, że jest równoważny z sądem polowym. Oficerowie w randze pułkowników i generałów musieli ryzykować, ale nie byli samobójcami. A jednak pchali czołgi do ataku między domy, bez wystarczającej osłony piechoty, na pewną zagładę.

No właśnie, gdzie była owa piechota? Dreptała w śniegu dziesiątki kilometrów za ginącymi w Elbingu tankistami. Skoro to jednostki 2 Frontu Białoruskiego rozpoczęły wściekły atak nie licząc się ze stratami, to musiały to uczynić z rozkazu Rokossowskiego.

Za wykonany rozkaz - nagroda. Dowódca brygady – składa wniosek o gwiazdę bohatera Związku Sowieckiego dla Gienadija Lwowicza. Dowódca korpusu popiera. Dowódca armii popiera. Oni wykonali to, co im kazano, płacąc potworną daninę krwi. To piechota Rokossowskiego nie dotarła na czas. Podeszła pod miasto dopiero 2 lutego! Ale są straty, jest kontrnatarcie z rejony Ornety i Elbinga, Pasłęk wraca w ręce niemieckie, tankiści ledwie wytrzymują. I tak jak 2 armia Uderzeniowa Własowa w 1943 roku została pozostawiona sama sobie na froncie Wołchowskim, taki sam los dotyka 5 pancerną i 48. Straty ogromne, utrata inicjatywy, a towarzysz Stalin uważnie patrzy. Podpisanie decyzji o gwieździe bohatera sojuza równa się przyznaniu Rokossowskiego do udziału w nieudanym ataku. Plama na wizerunku geniusza sztuki operacyjnej. A tak to – winni są generałowie i pułkownicy. Dlatego też, Wolski tak szybko odchodzi w odstawkę. Jest przecież bardzo chory, bo przecież za dowodzenie w Armii Czerwonej nie zwalnia się ze stanowiska.

Ile było tych czołgów i którędy właściwie jechały?

Zacznijmy od teorii:

Sowiecka brygada pancerna, organizowana według etatu 010/500 – 010/506 ( z 1944 roku) składała się z:

3 batalionów pancernych + batalionu zmotoryzowanego i pododdziałów wsparcia.

Batalion składał się z 2 kompanii, każda z 3 plutonów po 3 maszyny + czołg dowódcy. (148 / 152 ludzi)

A zatem batalion posiadał 20 +1 czołgów a brygada 63 + 2 maszyny – razem 65, około 1340 żołnierzy.

Co mówią nam dokumenty?

Stan 31 Brygady: 01.10.1944 - 38 танков, в том числе: 38 Т-34. ЦАМО РФ, Ф. 332, Оп. 4948, Д. 146, Л. 11, 12.

Na 12 stycznia brygada posiadała wszystkie czołgi typu T-34/85 ale nie w pełnej ilości, stany liczebne były też znacznie poniżej regulaminowych.  W Korpusie były także działa samobieżne SU-85, czołgi M4  Sherman, czołgi lekkie T-70. Nie można wykluczyć innych typów. W czasie walki i przemarszu maszyny wypadały czasowo ze stanu, po czym mogły zasilić inny pododdział.

Spójrzmy na relacje niemieckie, rosyjskie i polskie opracowania:

Am 23. Januar gegen 17 Uhr stießen überraschend elf russische Panzer aus Richtung   Dambitzen-Serpiener Weg auf die Stadt vor, durchfuhren unter ständigem Schießen Hindenburgstrasse, Mühlendamm, Alter Markt, Ziesestraße und richteten unter der Bevölkerung und den die Straßen füllenden Flüchtlings- und Wehrmachtsfahrzeugen größte Verwirrung und erhebliche Verluste an. 7 Panzer wurden abgeschossen, 4 konnten den Stadtausgang über Engl. Brunnen gewinnen und legten sich bei Bahnstation Groß Röbern fest. [ Alfred Neubert ]

Już 23 stycznia W godzinach wieczornych na ulicach Elbląga pojawiły się pierwsze czołgi radzieckie które niespodziewanie nadeszły od strony Pasłęka przez Gronowo Górne. Był to błyskawiczny rajd 7 wozów bojowych pod dowództwem kapitana C. J". Diaczenki, wysłanych dla ubezpieczenia przed nagłym kontaktem z nieprzyjacielem oraz w celu torowania drogi reszcie brygady mającej za zadanie dojść do Zalewu Wiślanego i uderzyć na Elbląg od północy. Diaczenko miał obejść miasto, ale linie obrony i trudności terenowe zmusiły go do ryzykownego przebijania. się przez centrum Elbląga Czołgi przejechały przez ulice zatłoczone niemieckimi uciekinierami i wojskiem hitlerowskim, budząc ogromną panikę., W czasie przedzierania się czołgów na północne peryferie miasta doszło do kanonady i do zniszczenia w jej wyniku jednego czołgu. Dopiero rankiem następnego dnia pozostałe wozy zdołały wejść na szosę, fromborską, skutecznie ją blokując przez dwa dni.

16 T-34 z niemieckim Tygrysem Królewskim na czele podeszły z Serpinerweg [ul. gen. Dąbrowskiego], po przełamaniu zapory przeciwczołgowej przy Gallvitzkaserne [koszary przy ul. Łęczyckiej], wdarły się do miasta. Później pojawiły się nowe czołgi. Było ich 13. Zniszczono 26 czołgów, 4 wycofały się i zajęły stanowiska na skrzyżowaniu szos Bollwerk – Dorbeck [Nowakowo – Próchnik]. Czołgi rozjechały kolumnę uciekającej wraz z dobytkiem ludności na Hinderburgstrase [ul. Bema]. „Pilsener” i cukiernia Teucke zniszczone od ognia artyleryjskiego.

23 stycznia około godziny 18 od strony Pasłęka przez Gronowo Górne, pod dowództwem kapitana Gienadija Lwowicza Diaczenki, wjechała do miasta kompania składająca się z dziewięciu czołgów 3 Batalionu. Zaskoczenie i panika wywołana ich nagłym pojawieniem się sprawiła, że Niemcy pierwsze przeciwdziałania zorganizowano dopiero w centrum miasta.
W wyniku walk zostaje zniszczony co najmniej jeden czołg, ostrzeliwując się z karabinów maszynowych i dział pozostałym pojazdom udało się rano przedostać na północno-wschodnie przedpole Elbląga na szosę prowadzącą do Fromborka i zablokować ją w okolicy Tolkmicka na dwa kolejne dni.

Am Abend des 23. Januar durchfahren 7 russische Panzer, in der Dämmerung schwer auszumachen, in die Flüchtlingskolonnen geklemmt, unbemerkt die Panzergrabenübergangsstelle bei Grunauhöhe. In der Stadt schießen sie wüst mit Maschinengewehren und gelegentlich mit den Panzerkanonen, ohne aber Personenverluste zu verursachen. Sie rammen eine Anzahl von Flüchtlingsfahrzeugen. Zwei Panzer werden durch Panzerfäuste vernichtet, die restlichen 5 durchqueren die ganze Stadt, rasen die Ziesenstraße hinaus und bleiben dann für Tage am Bollwerk (nördlich der Mudrakaserne) stehen.

Tego dnia osiem rosyjskich czołgów wjechało niezauważonych do Elbląga i od koszar Weingrundforst zaczęło strzelać. Kilka czołgów zostało zniszczonych w mieście, jeden na Am Alten Markt, przed kawiarnią Herzfeld & Schwan, lecz dwa inne uciekły przez ulicę Ziesestr. I stały na Röberner Chaussee przed koszarami Pionier. Tam były bezpieczne, bo koszary były puste, było tylko kilka osób personelu obsługi. [H.J. Pfau].

W tym samym czasie zameldowano rosyjską grupę pancerną w oddalonym o 8 km Pomehrendorf. Między 17:00 i 18:00 osiem rosyjskich czołgów przejechało przez Elbląg wykorzystując osłonę kolumn uciekinierów, przez co zostały nierozpoznane.  Cała ludność i sami żołnierze zostali zaskoczeni. Gdy czołgi w Weingarten, strzelając przejechały obok koszar zmotoryzowanej artylerii przez uciekinierów z ich furmankami, z koszar wypadł major na służbie lecz jego głos utonął w niewyobrażalnym huku. Jeden z tych czołgów został trafiony na Starym Rynku przed sklepem i stał jeszcze później podczas odgruzowywania. [Leeser].

Hm, pomieszanie z poplątaniem. Batalion liczył 21 maszyn, ale po kilku dniach walk, motogodzinach jazdy na mrozie, przy niewystarczającej obsłudze technicznej i niskiej jakości wiele z tych maszyn wypadło, stąd też zapewne włączenie przez podpułkownika Pokołowa maszyn z 1 batalionu majora Tuza. Niepotwierdzone relacje sugerują, że trzy maszyny odłączyły się w czasie ataku na stojący w rejonie Bogaczewa pociąg. Z drugiej strony, cała brygada miała zapewne nie więcej niż 30 maszyn sprawnych, stąd też dowódca nie mógł dać większości oddziałowi wydzielonemu. W sytuacji, gdy trzeba wykonać zadanie specjalne, wybiera się najlepszy sprzęt, najsprawniejszych w danej chwili żołnierzy. Tankiści Tuza sprawili się w Zalewie, więc może i dlatego padło na Diaczenkę? A może dlatego, że był komunistą i czekistą, więc człowiekiem pewnym. W każdym bądź razie, wyjściowa liczba maszyn nie przekraczała 10-12, a do miasta dojechało ich około 8.

Skąd tak duże ilości w niektórych relacjach?

Zapewne z przesady. W ciemności, w gwałtownej strzelaninie trudno jest sprawdzić dokładnie z jakimi siłami ma się do czynienia. Zawsze też, w wypadku niepowodzenia albo dużych strat własnych zwielokrotnia się siły wroga. Możliwe też, że wkrótce za grupą pierwszą czołgów wjechała druga ( lub kolejne), co spowodowało nakładanie się relacji i mnożenie liczb.

Straty. Rosjanie przyznają się do co najmniej jednego spalonego czołgu i jednego uszkodzonego. Zapewne bliżej prawdy są relacje niemieckie, mówiące o kilku zniszczonych czołgach, z których możliwe, że niektóre udało się im uruchomić i wykorzystać do obrony miasta. Prawdopodobnie przejechało 4-5 maszyn, gdyż następnego dnia udało się im zatrzymać kilka, dość rachitycznych ataków niemieckich. W tym czasie, hitlerowskie wozy pancerne potrzebne były w rejonie autostrady, skąd do miasta wdzierały się brygady korpusu Małachowa.

A jak wyglądała trasa?

Wiemy, że pierwsza grupa czołgów pojawiła się w Pomorskiej Wsi, gdyż stąd dzwoniono do komendy obrony miasta. Dlatego też przynajmniej część stanowisk, do których dotarł sygnał, została postawiona w stan gotowości. Rosjanie przekraczają autostradę, co zapewne nie odbywa się cicho, gdyż jest na niej masa pojazdów i uciekinierów, muszą też stać tu posterunki. Docierają do skrzyżowania: w prawo droga na Kamiennik Wielki, w lewo na Dębicę i Elbląg.

Tutaj najprawdopodobniej decyduje się los rajderów. Tak ważne skrzyżowanie nie może być niebronione, więc jest prawdopodobne, że czołgi dostają się pod ogień armat przeciwpancernych i broni maszynowej, i wycofując się skręcają na Elbing. Zapewne jakoś bokiem omijają kolejne posterunki i dostają się w rejon Dębicy – cegielni i lagru, które zajmują bez walki. I tu pewnie Diaczenko poczuł się jak lis w kurniku. Tutaj też mógł dostać swojego przewodnika. Następnie kolumna zjeżdża bokiem, omijając budowane koszary artylerii przeciwlotniczej przy ulicy Dąbrowskiego, po czym kierują się na posterunek przy koszarach na Łęczyckiej. Tutaj dochodzi do wymiany ognia i według większości źródeł Diaczenko wycofuje się bez strat w sprzęcie. Okólnikiem przejeżdża na Grunwaldzką, skąd ogniem dział niszczy 18 messerów stojących na lotnisku. A dalej mniej chwalebnie. Miażdżąc uciekinierów wjeżdżają na Plac Dworcowy, gdzie nie żałują pocisków koczującym ludziom. Potem Plac Grunwaldzki, Janowska i wreszcie Plac Słowiański, gdzie Diaczenko wysyła Alejnikowa do szarży na działa, a sam skręca na Stary Rynek. I tutaj dostaje strzał – co zresztą widzieliśmy w inscenizacji. Ewakuuje się z wozu, który częściowo spłonął, ale nie eksplodował. Kowalską tuż obok dawnej apteki „Rats”, niszcząc tramwaj dojeżdża grupa Alejnikowa i całość Pocztową, Browarną zmyka z miasta. Po drodze możliwe, że jakieś maszyny gubią się bądź zostają trafione, bo Alejnikow zawraca i trafia znów w rejon I LO na Pocztowej. Sytuacja jest bardzo zagmatwana i dynamiczna.

Ale co z walkami na ulicy Bema?

W kilku relacjach niemieckich mowa jest o trupach i spalonym wozie ( wozach) w okolicy obecnej pętli tramwaju nr 3 ( Bema-Saperów). Atak musiał nastąpić krótko po przejeździe Diaczenki. A może to grupa Tuza albo Ruchladiewa chciała wykonać zadanie? Może gonili swojego komandira? Udział w tym zdarzeniu Diaczenki jest mniej prawdopodobny.

Tomasz Gliniecki, na 129 stronie swojej książki pisze: Cała trudność jednak była zawarta w tym, ze osiem czołgów było samotnych wobec wielkiego miasta, do którego wpadli, jak w śpiący las. To miasto nie chciało ich w swoim łonie. Wokół mury i ślepe zaułki. Przeklęte niemieckie ulice, wąskie i krzywe. I trzeba się stąd wyrwać za wszelką cenę, uciec do morza…

W Iławie, Działdowie, Ostródzie, Zalewie są takie. Ale w Elbingu?

Śledząc trasę grupy sowieckich czołgów widzimy, że poruszały się one ulicami szerokimi, prostymi. Gdyby kazano nam jechać tirem lub autobusem przez obce miasto, nawet z mapą, to zapewne wybralibyśmy takiego typu trasę. Tym bardziej prowadząc kolumnę pojazdów. Z tym, że trzeba by wiedzieć, kiedy skręcić. Przydatny byłby przewodnik albo jakiś GPS, lub na przykład tory tramwajowe. Były one i na Bema, i były na Grunwaldzkiej, więc mogły stanowić świetny punkt orientacyjny. Ale przewodnik byłby tu jak najbardziej wskazany.

Czy Elbing mógł uniknąć tragicznego losu?

To bardzo ważne pytanie, które należy zadać na końcu wywodu. Można znaleźć wiele odpowiedzi, z których wybrałem sześć.

TAK. Gdyby nie był wcześniej przeznaczony do roli ważnego punktu oporu. Ale pamiętając nieustanne żądania Hitlera, by nie oddawać ani piędzi niemieckiej ziemi, taka opcja w niemieckim planie nie istniała.

TAK. Gdyby Sowieci zastosowali manewr oskrzydlający ( jak w przypadku Krakowa) pozostawiając obrońcom możliwość ucieczki lub tylko blokując. Ale dla Armii Czerwonej był to zbyt ważny łup, tym bardziej, że na Konferencji w Jałcie Stalin przeznaczył miasto Polsce, czyli krajowi, z którym miał wieloletnie porachunki.

NIE. Bezpośrednim efektem rajdu czołgów Gienadija Lwowicza był potężny szok dla obrońców, dla aparatu partyjnego NSDAP, dla dowództwa Wehrmachtu, który spowodował mobilizację sił. Być może, poleciały czyjeś głowy. Skutkiem tego były zażarte walki w nocy i następnego dnia, a potem szturm 5 Armii Pancernej. Sowieckie dowództwo mogło dojść do wniosku, że sukces rajderów oznacza słabość obrony. Historia działań Armii Czerwonej wskazuje, że „Stawka” nie brała pod uwagę możliwości porażki. Trzeba było atakować aż do skutku – straty i koszty nie liczyły się. Przykładów na to jest wiele, choćby Front Wołchowski, tzw. „Rżewska maszynka do mięsa”, walki o Charków, itd. Z kolei Niemcy walczyli o swoje domy i rodziny, doskonale wiedząc, jaki los ich czeka.

NIE. Rosjan „uskrzydlał” rozkaz Stalina o zdobyciu miasta, pobudzała propaganda sowieckiego odpowiednika Goebbelsa, czyli Ili Erenburga. Czy można sobie wyobrazić niewykonanie rozkazu Stalina? W „przeklętej Germanii” bojcy i tankiści mogli się dopuszczać wszelkiej niegodziwości, więc to ochoczo czynili.

NIE. Elbing był obok Królewca najmocniejszym punktem obrony Prus, drogą ewakuacji dla odciętych 2,3 i 4 Armii niemieckich, dlatego musiał być broniony. Schoepffer i jego sztab doskonale to rozumieli, wiedzieli także, że wojska Hossbacha i Weissa będą uporczywie bić się, aby miasto odblokować. Z drugiej strony miała ich wspierać Grupa Armii „Wisła”, dowodzona przez nieudacznika Himlera.

NIE. Elbing leżał na trasie „wyzwoleńczego” marszu komunistów w głąb Europy. Gdyby nie klęska roku 1920-stego pod Warszawą, czerwone sztandary wisiałyby w mieście już na początku lat dwudziestych. W chwili obecnej w zasadzie niemożliwe obalenie jest opinii grupy rosyjskich historyków, jak Suworow czy Sołonin, którzy przytaczają setki dowodów, relacji, dokumentów na to, że Stalin przygotowywał swój odpowiednik „Barbarossy”, czyli plan „Burza” na koniec czerwca lub początek lipca 1941 roku. Prusy znajdowały się na trasie jednego z głównych uderzeń, a garnizonowy Elbing był traktowany jako ważny punkt węzłowy natarcia. W 1945 roku Sowieci w zasadzie powielali plan ataku sprzed 4 lat. Brutalność sowietów wobec ludności miała spowodować masową ucieczkę utrudniającą obronę i ułatwić pozbycie się milionów ludzi z Prus, Pomorza, Śląska, Sudetów, etc. A niszczenie i rabunek dobytku miał dodatkowo osłabić zniszczoną wojną Polskę, kraj zarządzany przez marionetkowy rząd, któremu Stalin zbytnio nie ufał. Tłumaczy to zachowanie garnizonu sowieckiego po 10 lutym 1945 roku i faktyczną okupację miasta, pomimo formalnego przekazania go Polakom.

Dlaczego należy pamiętać o zagładzie miasta właśnie teraz?

Znacie Państwo to powiedzenie, że historia kołem się toczy. W naszym przypadku, Elbląga i Polski, znajdujemy się w sytuacji przypominającej tą z lat 1930-stych XX wieku.

Rosja ma zdolnego, ambitnego i konsekwentnego przywódcę. W ubiegłym roku, choćby w Syrii, na Ukrainie, na Białorusi udowodnił, że potrafi ograć najpotężniejszych, w tym Obamę, Barroso, nie mówiąc o naszych rządzących, którzy wobec niego są bezsilni. Weźmy choćby okresowe zakazy importowe polskich produktów, to niemożność odzyskania wraku Tupolewa, to trudności żeglugowe na Zalewie Wiślanym, to wreszcie wielkie manewry na Białorusi czy rozmieszczenie rakiet „Iskander” o kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta.

Z innej strony,  Unia Europejska coraz bardziej przypominająca RWPG, fala politycznej poprawności i idiotycznego ustawodawstwa ograniczającego wolności osobiste i gospodarcze, dobijające nasze firmy. Unia, która jest politycznie bezsilna wobec USA, Rosji, muzułmanów, a która sama niszczy korzenie, z których zachodnia cywilizacja wyrosła. I wreszcie Niemcy, które są hegemonem, które zdominowały wielką część naszej gospodarki, które dogadują się naszym kosztem z Rosją. Coraz bardziej przypomina to rodzący się narodowy socjalizm, tylko w skali ponadnarodowej.

Do tego dochodzi faktyczne zlikwidowanie Wojska Polskiego, zadłużenie każdego z nas na dziesiątki tysięcy złotych, demoralizowanie społeczeństwa i życie ponad stan. Bezmyślność rządzących czy ich sprzedanie się?

Jak długo 9 Brygada Kawalerii Pancernej z Braniewa będzie w stanie zatrzymać Rosjan w drodze na Elbląg i dalej na Warszawę? Bo chyba na garnizon elbląski nie mamy co liczyć. Czy my, poruszeni zagrożeniem ojczyzny, będziemy w stanie, tak jak elbingerzy z 1945 roku czy partyzanci AK, dać skuteczny odpór? Czym? Przecież socjalistyczne państwo skutecznie utrudnia praworządnym obywatelom posiadanie broni palnej. A kilka milionów pistoletów czy karabinów półautomatycznych byłoby jednoznacznym sygnałem dla każdego potencjalnego agresora.

Ktoś może powiedzieć, że przesadzam, że koloryzuję. Ale dobrze znam historię, a analogie same się nasuwają. Czego więc uczy nas ta rocznica?

Musimy przestać być bierni i zainteresować się wreszcie naszym otoczeniem. Pomyśleć kto i co nam zagraża, kto kradnie nam nie tylko pieniądze ale i wolność. Przywrócić normalne, ludzkie stosunki, obowiązki a potem prawa. Osądzić zdrajców i zacząć myśleć o Polsce, bo ani Unia, ani NATO za nas tego nie zrobią. Tylko ludzie wolni i odpowiedzialni za swoje losy są gwarantem niepodległości oraz siły ekonomicznej, politycznej i militarnej danego kraju. A także rozwoju tak pięknego miasta, jakim jest polski, podnoszący się ze zniszczenia 69 lat temu Elbląg.

 

 

(1) Начальнику штаба фронта

Генерал-лейтенанту Боголюбову

Войска 2-го Белорусского фронта, продолжая наступление, сегодня, 23 января, с боем овладели городами Восточной Пруссии Вилленберг, Ортельсбург, Морунген, Заальфельд и Фрайштадт – важными узлами коммуникаций и сильными опорными пунктами обороны немцев.

В боях за овладение названными городами отличились войска генерал-полковника Горбатова, генерал-полковника Федюнинского, генерал-лейтенанта Гришина, генерал-лейтенанта Ивашечкина, генерал-лейтенанта Кокорева, генерал-майора Киносяна, генерал-лейтенанта Кузнецова, генерал-лейтенанта Урбановича, генерал-лейтенанта Поленова, генерал-майора Фетисова, генерал-лейтенанта Терентьева, генерал-майора Михалицина, полковника Украинского, генерал-майора Коновалова, полковника Телкова, полковника Кривенцова, генерал-майора Никитина, генерал-майора Веревкина, полковника Кального, полковника Грекова, генерал-майора Радыгина, генерал-майора Борщева, полковника Чеснокова, генерал-майора Колчанова; артиллеристы генерал-полковника артиллерии Сокольского, генерал-майора артиллерии Владимирова,  полковника Василенко, подполковника Долинского, полковника Меленкова, полковника Алферова, полковника Айрапетова; танкисты генерал-лейтенанта танковых войск Чернявского, генерал-полковника танковых войск Вольского, генерал-майора танковых войск Сидоровича, генерал-майора танковых войск Малахова, генерал-майора танковых войск Сахно, генерал-лейтенанта танковых войск Попова, полковника Станиславского, подполковника Поколова, подполковника Колесникова, [полковника] Пивнева, полковника Долганова, полковника Михайлова, полковника Давиденко, полковника Опарина, подполковника Кононцева, подполковника Карташева, генерал-майора танковых войск Киселева, подполковника Зирки, майора Жабина; саперы генерал-майора инженерных войск Благославова, генерал-майора инженерных войск Жилина, полковника Дугарева; связисты генерал-майора войск связи Борзова, генерал-майора войск связи Мишина, полковника Бахилина, полковника Минина.

В ознаменование одержанной победы соединения и части, наиболее отличившиеся в боях за овладение городами Вилленберг, Ортельсбург, Морунген, Заальфельд и Фрайштадт, представить к награждению орденами.

Сегодня, 23 января, в 21 час столица нашей Родины Москва от имени Родины салютует доблестным войскам 2-го Белорусского фронта, овладевшим поименованными городами, двадцатью артиллерийскими залпами из двухсот двадцати четырех орудий.

За отличные боевые действия объявляю благодарность руководимым Вами войскам, участвовавшим в боях за овладение названными городами Восточной Пруссии.

Вечная слава героям, павшим в боях за свободу и независимость нашей Родины!

Смерть немецким захватчикам!

Верховный Главнокомандующий

Маршал Советского Союза И. СТАЛИН

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 71 gości 

Site Language


Strona główna Materiały i źródła 23 stycznia 1945 – elbląski dzień zagłady.