Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Elbląg & Elbing 1945. Bitwa o miasto i zniszczenie Elbinga

1945. Bitwa o miasto i zniszczenie Elbinga

Preludium

Armia Sowiecka uderzyła na Prusy od południa i wschodu 14 stycznia.

Znad linii Narwi dywizje 2 Frontu Białoruskiego marszałka Rokossowskiego mozolnie przebijały się na północ w kierunku odległego o ponad 200 kilometrów wybrzeża Bałtyku. W Elblągu przyjęto atak z niepokojem, ale bez strachu. W poprzednim roku wypchnięto Rosjan z Prus, a potem zbudowano wokół miasta i w nim samym linie umocnień. Życie toczyło się w miarę normalnie - działały instytucje państwowe, handel, kina, restauracje. Tylko pojawiające się sowieckie samoloty zakłócały spokój.

W kolejnych dniach zaczęły spływać masy uciekinierów z rejonu Iławy, Działdowa, Zalewa, Morąga, Małdyt. Uciekinierzy przynosili przerażające wieści o potędze Armii Czerwonej i jej ogromnym okrucieństwie. Wielu z nich zatrzymywało się w „bezpiecznym” mieście, ale większość próbowała przedostać się na drugą stronę rzeki Elbing i kontynuować ucieczkę. Patrole żandarmerii i policji wyłapywały dezerterów oraz tych nieszczęśników, którzy nie posiadali stosownych dokumentów.

Elbing teoretycznie był dobrze przygotowany do obrony. Wykonane jesienią i zimą umocnienia polowe wokół miasta i generalnie trudny dla atakujących teren zapewniał utrzymanie sowietów na przedpolach. Zgromadzono zapasy żywności, środków opatrunkowych i amunicji strzeleckiej. Problemem, którego nie był w stanie rozwiązać dowodzący obroną pułkownik Schoepffer 

ani dowódca miejskiego Volkssturmu, podwodny as, komandor Werner Hartmann

 

był brak obsady umocnień, które przewidziano na 3 dywizje piechoty. Garnizon składał się z mieszaniny pododdziałów piechoty, saperów, czołgów, marynarzy oraz Volkssturmu, o niskich składach, brakach w wyszkoleniu i wyposażeniu. Wśród obrońców byli starcy, młodzież, ozdrowieńcy ze szpitali, inwalidzi wojenni. Według szacunków autora, garnizon stanowiło 5 do 7tys. żołnierzy i do 5 tys. volkssturmistów.

Po wejściu do walki 5 Armii Pancernej Gwardii, kierowanej bezpośrednimi rozkazami Stalina, sowieckie natarcie przyśpieszyło, a 22 stycznia czołówki 29 Korpusu Pancernego znalazły się 50 kilometrów od Elbląga.

Atak pancerny

23 stycznia był pierwszym dniem apokalipsy. Grupa sowieckich T-34/85 należąca do 31 Brygady Pancernej[1], pod dowództwem kapitana Gienadija Lwowicza Diaczenki

pod wieczór przekroczyła autostradę i dotarła w rejon wsi Stoboje. Zapewne nigdy nie poznamy prawdziwej motywacji Diaczenki, ale zdecydował się przedzierać przez miasto w kierunku leżącej przy Zalewie Wiślanym wsi Rubno Wielkie. Początkowo jadącym w padającym śniegu, z desantem na pancerzach (zacierającym kształty wozów) Rosjanom sprzyjało szczęście. Po zajęciu cegielni Dębica zjechali w kierunku obecnej ulicy Łęczyckiej i tu trafili na posterunek przy przeszkodzie przeciwpancernej. Rozpoczęła się gwałtowna strzelanina i napastnicy cofnęli się. Poprzez ulicę Okólnik czołgi dotarły do początku ulicy Grunwaldzkiej, skąd ostrzelały widoczne na lotnisku Eichwalde samoloty ( w jednej z relacji jest mowa o kilkunastu zniszczonych Messerschmittach, co jest co najmniej przesadą). Wzdłuż ulicy, przełamując szlabany i gniotąc uciekinierów czołgi 3 batalionu pancernego wjechały na Plac Dworcowy, gdzie zmasakrowano czekający na pociągi kilkutysięczny tłum. Dalej pancerniacy przez Plac Grunwaldzki, ulicę Janowską wjechali na obecną ulicę Rycerską. Tu zostali ponownie rozpoznani i rozpoczęła się wściekła strzelanina. Rosjanie rozdzielili się, a grupa Diaczenki wjechała na Stary Rynek. Tutaj zostaje zniszczony strzałem z panzerfausta (ręczna broń przeciwpancerna) czołg kapitana.

Zapadają ciemności (wyłączono elektryczność), a Rosjanie wydostają się z centrum i ulicą Browarną pędzą strzelając do wszystkiego co się rusza w kierunku koszar Mudra. Z nieznanych powodów 3 czołgi T-34 zawracają i ponownie ruszają w kierunku Placu Słowiańskiego, gdzie jeden z nich zostaje poważnie uszkodzony. Czołgiści Diaczenki osiągają Rubno Wielkie i zajmują pozycje obronne.

Rajd Diaczenki był czymś niezwykłym w historii wojskowości i uczono o nim później w szkołach wojskowych. Dla Elbinga był niewątpliwym wstrząsem. Zginęło wielu ludzi, a obrona została zaskoczona. Pułkownik Schoepffer natychmiast postawił garnizon w stan alarmu i kolejne grupy czołgów sowieckich atakujących po zmierzchu zostały krwawo odparte. Pozytywną stroną rajdu była zgoda władz partyjnych na rozpoczęcie ewakuacji ludności. W ciągu kilku dni kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyszło z miasta[2].

Ze wspomnień Hansa Joachima Pfau:

…Na początku stycznia staliśmy się jednak mniej głośni. Nocą żołnierze z domu gminnego zostali wysłani na front. Szkoła zawiesiła zajęcia i matka nie wypuszczała nas więcej na ulicę. Kilka mieszkań i domów zostało już opuszczonych, mieszkańcy udali się rzekomo w odwiedziny do krewnych w Rzeszy. Dziadek wykopał w ogrodzie, za stajnią duży rów. Po zawinięciu w papier woskowany zostały w nim ułożone jako pierwsza warstwa naczynia, srebrna zastawa, dywany i inne wartościowe rzeczy. Następnie gruba warstwa ziemi i dalej owinięte, własnej produkcji weki i inne artykuły spożywcze oraz mniej wartościowe rzeczy. Na koniec rów zasypano. Dziadek był zdania, że gdy ktoś zacznie kopać znajdzie żywność i kilka drobnostek i pewnie nie odkryje naszych cennych rzeczy. Czy miał rację nie wiem, z naszej rodziny nikt więcej nie kopał.

Następnie sytuacja stała się rzeczywiście poważna. 23 stycznia 1945 dziadek przyszedł z miasta i mówił o niekończących się kolumnach uciekinierów ze wschodu. Z policjantami kolonii Pangritz, wachtmajstrem Herbstem z ulicy Benkenstr, i kilkoma innymi postanowili, że następnego ranka, jeszcze po ciemku uciekniemy przez rzekę Elbląg do Jungfer. Tego dnia osiem rosyjskich czołgów wjechało niezauważonych do Elbląga i od koszar Weingrundforst zaczęło strzelać. Kilka czołgów zostało zniszczonych w mieście, jeden na Am Alten Markt, przed kawiarnią Herzfeld & Schwan, lecz dwa inne uciekły przez ulicę Ziesestr. I stały na Röberner Chaussee przed koszarami Pionierów (Mudra). Tam były bezpieczne, bo koszary były puste, było tylko kilka osób personelu obsługi.

Rankiem 24 stycznia, jeszcze po ciemku wykradliśmy się z plecakami i innym bagażem na sankach ulicą Pangritz i dalej z czekającymi tam kolonistami przez Schloßstrasse. Następnie przy przekraczaniu Ziesestr. musieliśmy zachowywać się cicho, ponieważ oba czołgi strzelały z koszar w kierunku wszystkiego co było słychać i się poruszało. Chętnie obejrzałbym bym z bliska rosyjski czołg, lecz bez większych przyjaciół z kolonii strach był zbyt duży, poza tym mama by nie puściła.

Wydeptana już ścieżka przez zamarzniętą rzekę Elbląg prowadziła nas dalej, aż wieczorem osiągnęliśmy Jungfer. Tam czekaliśmy kilka dni u zaprzyjaźnionej rodziny, na powrót do znowu wyzwolonego Elbląga. Nic z tego nie wyszło, uciekaliśmy z naszymi gospodarzami w niekończącej się kolumnie, między żołnierzami, w kierunku Wisły i Gdańska...

W ciągu dwóch następnych dni w rejon miasta ściągają sowieckie jednostki pancerne. Miasto zostaje odcięte od reszty ugrupowania pruskiego Wehrmachtu. Rozpoczyna się gwałtowny atak jednostek 5 Armii Pancernej Gwardii. Od północy Rosjanie zdobywają najpierw koszary Mudra, potem Kolonię Pangritza ( Obecna Zawada) i browar. Od północnego wschodu nacierają wzdłuż ulicy Królewieckiej, docierając do koszar. Od południa natarcie idzie od strony Gronowa Górnego i szosy pasłęckiej. Częściowo udaje im się opanować  dzielnicę za rzeką (Grubenhagen). W trakcie niezwykle zażartych walk obrońcom, za cenę ogromnych strat udaje się zniszczyć  kilkadziesiąt czołgów (przynajmniej 40) i zatrzymać Sowietów. Jednocześnie rusza niemieckie koncentryczne kontruderzenie z rejonów Pasłęka (7 Dywizja pancerna) i Ornety, które odrzuca gro sił wroga od miasta. Przez kilka dni zapanowuje względny spokój, przerywany jedynie  bombardowaniami, ostrzałem artyleryjskim i przy użyciu „katiusz”( słynne wyrzutnie rakietowe). Niemcy odbili większość pierwotnych pozycji, odkrywając jednocześnie  liczne ślady sowieckiego okrucieństwa ( np. w Gronowie Górnym). Od tego czasu brano niewielu jeńców.

Wspomnienia Else Kumm:

…Nauczycielka Albrecht tej nocy przecięła sobie tętnice, ale nie dość głęboko. Została sama w domu i spaliła się. Tej samej nocy Pani Fähndrich, z małego sklepu rybnego, otworzyła sobie tętnice, swoim dzieciom i krewnym, osiem osób. Gdy ściągnięto nas 24-tego wszyscy razem ze starym Fitkau (Fietkau) już się wykrwawili.

27-ego palił się Königliche Hof, Deutsche Bank, Ligowski, Central Hotel. 28-ego przenieśliśmy się rodziny Kolkmann na Hohezinnstr. (nr 12). Z nami była tylko Pani Borgstedt. Od 24-ego nie było wody, światła i gazu. Ogrzewanie było uszkodzone. Mieszkaliśmy w piątkę u dozorcy domu, w nocy w schronie przeciwlotniczym. Hubrecht miał jeszcze chleb, a Holzweiß mięso. Każdej nocy o godzinie 4-tej rosyjskie głośniki mówiły, że miasto ma się poddać. Setki kobiet, mężczyzn i dzieci ciągnęły z białymi flagami z Preußenberg do ratusza, ale pułkownik Schöpfer nie. W ogrodzie miejskim ustawił jeszcze 2 ciężkie baterie i nad domem Kolkmann ciągle przelatywały ciężkie pociski…

Generalny szturm

Niemiecka kontrofensywa zostało krwawo odparta, a 7 Dywizja Pancerna dowodzona przez generała Mauss poniosła ciężkie straty i wycofała się w za rzekę, w rejon Bielnika i Nowakowa. Oznaczało to utratę głównej siły uderzeniowej, na którą tak liczyła komenda obrony miasta. W rejon miasta zaczęły ściągać dywizje sowieckiej  2 Armii Uderzeniowej generała Fiedunińskiego.

 W bardzo trudnych warunkach pogodowych Rosjanie zepchnęli niemieckie grupy osłonowe i otoczyli miasto z trzech stron. Na północy znalazła się 381 Dywizja Strzelecka, od wschodu nacierała 281 dywizja, od Gronowa Górnego 321 dywizja a tereny za rzeką miała zdobyć 86 Dywizja Strzelecka. Zgromadzono potężne siły artyleryjskie oraz zabezpieczono silne wsparcie powietrzne. Elbląg był pierwszym wielkim niemieckim miastem, który zdobywały siły sowieckie. Dowódcom wojsk sowieckich  brakowało niezbędnego doświadczenia, ale wykazali się ogromną pomysłowością w walce z obrońcami, którzy po odparciu pierwszej fali ataków nabrali pewności siebie.

Szturm miasta rozpoczął się 3 lutego 1945 roku zmasowanym uderzeniem artyleryjskim. Główne natarcie przeprowadzała 381 dywizja, atakując Kolonię Pangritza oraz obecne skrzyżowanie ulic Ogólnej i Fromborskiej. W tym miejscu Niemcy stawili gwałtowny opór, przez kilka dni blokując sowieckie postępy i zadając znaczne straty. Na wschodzie 281 dywizja przez kilka dni „dreptała w miejscu” nie mogąc przełamać obrony w rejonie lasu Bażantarnia oraz Góry Chrobrego i „Pomnika”. Broniły się tu słabe oddziały strzelców marynarki i Volkssturmu. Na południowym odcinku frontu Rosjanie ( 321 Dywizja Strzelecka) wielokrotnie atakowali  Spittelhof (Warszawskie Przedmieście) bronione przez oddział kapitana Bindera oraz rejon autostrady.

Za rzeką pułki 86 dywizji przedarły się do rzeki na wysokości stoczni Schichaua, a jednemu z batalionów udało się po krach dostać do jej środka.

Przez pierwsze dni szturmu ( do 6 lutego) garnizonowi Elbinga udawało się powstrzymywać sowiecki impet natarcia, zadając wrogowi znaczne straty. Wycofywano się stopniowo w kierunku centrum, którego wysoka, zwarta i solidna zabudowa dawała lepsze możliwości obrony. Obrońców spierały ciężkie okręty Kriegsmarine ostrzeliwujące nacierających z Zatoki Gdańskiej oraz Luftwaffe ( w tym Stukasy), która bombardowała pozycje 381 dywizji oraz zrzucała zaopatrzenie. Jednocześnie tysiące kryjących się po piwnicach i schronach ludzi cierpiało katusze. Rosjanie burzyli całe ulice i kwartały gdy napotkali zdecydowany opór. Masowo stosowano miotacze ognia i „koktajle Mołotowa”, co w mieście, z którego ewakuowano straż pożarną i gdzie nie było wody przynosiło straszliwe skutki.

Lazarety i szpitale wypełnione były rannymi i umierającymi. Ciała zabitych i zmarłych  początkowo składano w wyznaczonych wcześniej punktach, potem zostawiano gdzie popadnie. W budynkach, które zajmowali Sowieci dochodziło morderstw, masowych gwałtów, rabunków.

6 lutego stosując sprytny manewr żołnierze 281 Dywizji Strzeleckiej opanowali wschodnie dzielnice z lotniskiem i dworcem kolejowym, oswabadzając przy okazji niektórych więźniów lagrów. Obszar zajmowany przez obrońców skurczył się praktycznie do  Starego i Nowego Miasta.

Pułkownik Schoepffer odrzucał kilkakrotne propozycje kapitulacji licząc na zgodę dowódcy Armii „Wisła” - Himlera na zgodę na przebijanie się.

7 i 8 lutego przez rzekę, na wysokości browaru próbowali się przebić grenadierzy z 7 Dywizji Pancernej, ale krwawo zostali odparci. Całe centrum miasta leżało w gruzach i płonęło, a środków do dalszej walki już nie posiadano.

Jest zagadką, dlaczego Himmler dał komendantowi „Festung Elbing” zgodę na przebijanie się ( zgodnie z dyrektywą Hitlera każde miasto-twierdza miało bronić się do upadłego). 9 lutego gromadzono resztki sił w celu wykonania tego zadania. Nocą z 9 na 10 lutego Niemcy przebili się w kilku miejscach do rzeki, którą przebyli korzystając ze znalezionych środków przeprawowych.  Szacuje się liczbę wyprowadzonych z miasta na 1 do 2 tysięcy żołnierzy i drugie tyle cywili. 10 lutego Sowieci likwidowali ostanie punkty oporu.

Ale to nie był koniec gehenny miasta i jego ocalałych mieszkańców.

Wspomina P. - żołnierz 7 D.Panc:

Wkrótce natykam się na posterunek sanitarny. Zostaję opatrzony i saniami dostarczony do lazaretu w szkole Heinrich von Plauen. Tam zajmują odpowiednio się mną zajmują. Czuję jak jestem wyczerpany trudami ucieczki. Lecz w lazarecie nie mogę zostać – jest przepełniony. Siostra prowadzi mnie do lazaretu rezerwowego w Bergschule. Marsz wyczerpuje mnie bardzo. W lazarecie rezerwowym siostra pomaga przy zdjęciu munduru i kładzie mnie do łóżka.

Następnego ranka na miasto spada silny ostrzał artyleryjski. Siostra, która wczoraj przyprowadziła mnie, pyta jak się czuję. Odpowiadam: „Na razie dobrze.”

Pyta dalej: „Czy może pan nam pomóc, sprowadzić innych rannych do piwnicy – to rozkaz głównego lekarza do wszystkich, którzy jeszcze częściowo mają siły.”

„Jeśli przyniesie mi pani parę butów to pomogę, moje są całkowicie przemoczone.”

Wraca z nowymi butami, ubieram się i znoszę na plecach pierwszego rannego, do piwnicy. Gdy wracam z powrotem, dokładnie przed otwartymi drzwiami wybucha granat. Zostaję trafiony, obraca mnie i upadam. Gdy odzyskuję przytomność zauważam, że duży odłamek granatu rozerwał lewe ramię. Pewnie oderwane myślę. Gdy tak leżę, wraca ta sama siostra i widzi mnie.

„Panie kapralu, co jest?”

„Oberwałem.”

Pomaga mi wstać i prowadzi z powrotem do lazaretu głównego. W piwnicy urządzono już salę operacyjną. Natychmiast trafiam na stół operacyjny, lekarz daje swoje instrukcje. Wszystko biegnie szybko. Gdy budzę się po operacji leżę z opatrunkiem „Stukasa” (wygięta pozycja ramienia przypomina skrzydło Ju-87) na noszach w piwnicy.

Wydarzenia rozgrywają się szybko. 9. lutego następuje koniec – Rosjanie zajmują lazaret. Cały personel medyczny zostaje usunięty, mimo że wszystkie piwnice są pełne rannych. Oczywiście leżę również na dole. Całe dwa dni spędzam bez żadnej opieki. Jest bardzo źle.

Nareszcie po dwóch dniach, lekarze i personel mogą wrócić. Najpierw wracają ciężko ranni na salę operacyjną. Także ja, nawet jako jeden z pierwszych. Dzięki Bogu – zmiana opatrunku! Wracamy potem na górę do pokoi, które mają jeszcze nawet całe szyby.

Następnego dnia wiadomość, kto może chodzić ma przejść do sądu, to znaczy do lazaretu pomocniczego. Zarzucam na siebie koc i wykonuję rozkaz. Nie uszedłem daleko, gdy z przeciwka nadjeżdżają sanitarki. Na błotnikach siedzą żołnierze z pistoletami maszynowymi. To mi się nie podoba. Czy coś jeszcze jest nie w porządku? Zawracam i idę na swoje nosze w lazarecie rezerwowym.

Wkrótce słyszymy, że wszyscy ranni, którzy byli w budynku sądu zostali rozstrzelani przez Rosjan. Jakie miałem szczęście, że zawróciłem! Dochodzi do mnie, że było to zrządzenie boskie.

Źródła:

1. Stężała T. Elbing 1945. Tom I i II, wyd. Erica, 2010/11

2. Stężała T. Pancerni Jeźdźcy Apokalipsy, Dziennik Elbląski, 2010.02.11

3. Zeck F. Der Kampf um Elbing, Danziger Vorposten, 15.02.1945.

4. Die Kämpfe um Elbing vom 21.01. - 10.02.1945, Pangritz Kurier nr1, Marzec 1991.

5. Strona internetowa: Elbinger Heimatseite http://www.hans-pfau-elbing.de

 


[1] Liczba czołgów i żołnierzy nie jest znana. Różne źródła ( w tym rosyjskie) mówią o 7 do około 20 maszyn.

[2] Wciąż nie wiadomo ilu mieszkańców zostało. Szacuje się ich liczbę na 20 do 50 tysięcy.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Elbląg & Elbing 1945. Bitwa o miasto i zniszczenie Elbinga