Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna

WOŁYŃ – przelana krew woła.

Tyle czekaliśmy na film Wojciecha Smarzowskiego. Powinien ukazać się wiele lat temu, by wstrząsnąć zgnuśniałymi i przywrócić pamięć o Kresach, o wielokrotnym ludobójstwie, którego doświadczyli Polacy w czasach II Wojny, ale też przed nią i po niej.

 

W piątek 7 października w kinach miała miejsce premiera ”Wołynia”. I ja, z grupą szkolnej dziatwy udałem się na film. Dużo ludzi, w różnym wieku, choć przeważali młodsi. Kilku bardzo grzecznych panów z uśmiechem przeciskających się na swoje miejsca w patriotycznych koszulkach, opiętych na potężnych klatach, starsze małżeństwo i przede wszystkim ci, którzy coś już wiedzą na ten temat. Lecz wpierw katorga głupawych reklam, w tym ta, z młodziankiem  pod sześćdziesiątkę i fioletową siecią komórkową.

Film rozpoczyna się długą sceną wołyńskiego wesela w 1939 roku. Bogaty gospodarz Głowacki (dobrze gra Jacek Braciak) wydaje za mąż swoją starszą córkę za Ukraińca z sąsiedniej wioski. Wieś sielska i anielska:  oglądamy ludowe śpiewy, dżygitkę chłopaków, mszę z kazaniem, gdzie ksiądz woła do obecnych prawosławnych, by zaprzestali terroru. Wśród popijawy i tańców dzieją się dwie ważne rzeczy: młodsza córka  Głowackiego – Zosia (Michalina Łobacz) oddaje swój wianek ukochanemu Petro (Wasyl Wasylik), a owdowiały sołtys Maciej Skiba (Arkadiusz Jakubik) umawia się z Głowackim na ożenek z Zosią.  Późną nocą, przy ogniu, młodzi Ukraińcy rzucają do siebie płonącym snopkiem…

Wojna. Skiba i Petro walczą z niemieckimi czołgami (znane z wielu rekonstrukcji PzKpfw I i PzKpfw II), potem wraz z grupą rozbitków przebijają się na wschód, do domu, gdzie wchodzą bolszewicy. W czasie powrotu z oddziału pierwsi uciekają Ukraińcy, nienawidzący „pańskiej” Polski.  Maciej, już po zrzuceniu munduru musi wziąć udział w  prowadzonym przez popa pochówku Polski – do symbolicznego grobu  Ukraińcy wrzucają polski mundur, flagę i godło.

A we wsi bolszewickie porządki. Krasnoarmiejców wita niejaki Szuma (nazwisko chyba nieprzypadkowo tożsame z ukraińskimi batalionami policji, które w nadzwyczaj okrutny sposób pacyfikowały polskie miejscowości – patrz moi „Pułkownicy 1944”), stający się szybko zaufanym czekistów. Pewnej nocy rodzinę Skibów odwiedza NKWD dając pół godziny na spakowanie się. „Kułaków”, czyli ciężko pracujących rolników pakują do wagonów towarowych. Zakochany Petro kradnie skrzynkę wódki i w ostatniej chwili wykupuje ciężarną Zosię i jej pasierbów. Przywozi kobietę do matki, gdzie ta rodzi synka. Gdy chłopak wychodzi przed chałupę, podjeżdża czekista, który za kradzież wódy zabija Petro.

Zosia z pomocą ojca musi ogarnąć całe gospodarstwo i dwójkę Maciejowych dzieci z pierwszego małżeństwo. Sowieci nakładają coraz to nowe domiary tępiąc Polaków, w szkole nauczycielka każe zdjąć dzieciom medaliki i krzyżyki.

Wraca Maciej, któremu udało się uciec z transportu; w kolejnej scenie widzimy wkraczających Niemców, rozstrzeliwanie Żydów (kilkoro ukrywa Zosia) i wieszanie pozostałych komunistów. Ukraińcy budują bramę powitalną, a na czele witających ten sam Szuma. Banderowcy tworzą oddziały policyjne, które początkowo pomagają Niemcom ściągać daniny, lecz potem….

Na tym skończę opis filmu. Część druga jest znacznie dynamiczniejsza i wymowna. Tu zaczyna się opowieść o nienawiści i nieznanym w historii okrucieństwie i zaprzaństwie. Smarzowski pokazuje sceny mordów, obdzierania ze skóry, palenia żywcem. W jego obrazie widzimy ludzi pijanych nienawiścią i przechwalających się nią i tych, u których zachowały się ludzkie uczucia, którzy ratują choć na chwilę polskich i żydowskich sąsiadów. Uzbrojeni po zęby banderowcy, słabiutka polska samoobrona (szkoda, że nie pokazał reżyser sceny obrony przez AK i BCh jednej ze wsi), ludzie ufni w wieloletnią sąsiedzką przyjaźń i mieszane małżeństwa. Szczególne wrażenie wywarło na mnie pokazanie dwóch kazań w języku Ukraińskim: starszy kapłan  nawołujący do miłosierdzia i młodszy, który woła o wyplenienie „kąkolu” oraz święci kosy, sierpy i siekiery. Straszna jest też ludzka beznadzieja: żadna władza nie ujmie się za prześladowanymi, zewsząd czekają ich tortury i śmierć. Cudem jest, że nielicznym udało się ujść ukraińskiego ludobójstwa.

Film trzeba obejrzeć. Wydaje mi się, że reżyser stonował pewne fakty, wielu nie pokazał, bo my, w 2106 roku, po latach politycznej i socjologicznej obróbki nie znieślibyśmy więcej. Bardzo podobała mi się scenografia, świetne plenery i kostiumy, dbałość o detale. Doskonali byli Braciak i Jakubik, inni aktorzy też dobrze się sprawili.

Film niesie kolejne przesłanie. Sanacja, budująca przed wojną swoją wersję socjalizmu bała się zezwolić ludziom na posiadanie broni. Gdyby polscy chłopi ją posiadali, to bandy krwawych rezunów natychmiast dostałyby należytą odprawę. Teraz też na Ukrainie wielu pochwala ludobójstwo. Więc po co tak się angażować w sprawy tak wątpliwego „sojusznika”? Wolność, odpowiedzialność, pamięć, silna – prywatna gospodarka i mocna armia – to czynniki zapewniające przetrwanie w otaczającym nas, niepewnym świecie. A tym, którzy chcą coś więcej dowiedzieć się polecam książkę Piotra Jaźwińskiego "Wołynianki".

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna