Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Nowiny DOBILI JĄ I UCIEKŁ. Część I.

DOBILI JĄ I UCIEKŁ. Część I.

Email Drukuj PDF

Część I

Nieco zmienione słowa leitmotivu z serialu „Na kłopoty Bednarski” jak ulał pasują do  sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie Polska. Główny sprawca zrujnowania systemu bezpieczeństwa kraju zwiał do swoich, do Brukseli, skąd poucza mieszkańców Europy, sterowany przez kanclerzycę Anigelę.

Przygotowując się do wyborów by oddać głos na ludzi, którzy dają nadzieję na  radykalną zmianę i wyprowadzenie kraju z bagna, w jaki od lat ciągną kraj sejmowi cwaniacy, chcę zwrócić uwagę na najważniejszy problem, jakim jest bezpieczeństwo kraju.

Obejmuje ono zarówno kwestie militarne (zagrożenie atakiem zbrojnym, elektronicznym, propagandowym, itp.) jak i bezpieczeństwo wewnętrzne (rozumiane jako zdolność do funkcjonowania gospodarki, utrzymanie więzów społecznych, poczucia bezpieczeństwa obywateli), bezpieczeństwo energetyczne, finansowe, zdrowotne i wiele innych. Szczególnie bezpieczeństwo militarne zostało zaniedbane na wszystkich możliwych poziomach przez rządzące ekipy socjalistów i ono musi zostać w pierwszej kolejności odbudowane.

Pragnę przedstawić Państwu moją opinię na tę kwestię wraz z kilkoma proponowanymi rozwiązaniami, które po wejściu środowisk konserwatywnych do Sejmu i Senatu mogą zostać szybko wprowadzone, by ocalić Ojczyznę.

 

CO NAM GROZI?

Mapa zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych szybko się zmienia. Po upadku socjalizmu nastąpił kilkunastoletni okres smuty w Rosji, związany z upadem Związku Sowieckiego wraz z  „obozem postępu i pokoju”. Zarządzający Polską szybko zredukowali wojsko, zaniedbując proces przebudowy i dostosowania Armii do nowej sytuacji. Wejście do NATO i rządy gospodarczych hochsztaplerów doprowadziły do rozpadu struktury wojska, przerostu administracji, zaniedbania modernizacji, ćwiczeń, itp. Lata misji zagranicznych przeniosły ciężar zainteresowania planistów na działania na odległych terenach, zaniedbując nasze sąsiedztwo. Polska jest terenem permanentnego działania obcych wywiadów i ośrodków wpływów, mających w kieszeni polityków – co dodatkowo osłabia kraj. Nasz główny sojusznik, czyli USA, przestał się interesować aktywnie sprawami europejskimi oddając pole Rosji, Niemcom i Francuzom, co zwiększa ryzyko zagrożenia Rzeczpospolitej.  „Dziurawy” parasol natowski  i partykularne interesy czołowych państw Europy zachęcają Rosję do starań o odzyskanie wpływów u swojego niedawnego wasala.

Mapka przedstawia sytuację strategiczną Polski. Na stosunek do nas składają się zarówno działania władz państwowych (oficjalne w Rosji, zakulisowe na Białorusi, Ukrainie czy Litwie) jak i stosunek mieszkańców do Polski i Polaków. Jak widać, najbardziej zagrożona jest północna i wschodnia granica kraju, a okresowo sytuacja na granicy z Obwodem Kalingradzkim przypomina tę z czasów „zimnej wojny”.

Rosja, na wskutek wieloletniej polityki „podkulania ogona” przez Warszawę ale i NATO ( w tym tzw „reset” ze strony jednego z najgorszych prezydentów USA - Obamy) odrabia polityczne i gospodarcze straty z czasów rządów Jelcyna, inwestując w przemysł obronny i armię. Wojna z Ukrainą dobitnie pokazuje, że Putin nie porzucił imperialnej polityki carów i sowieckiego politbiura.  Co pewien czas słyszymy o pojawiających się w Obwodzie Kaliningradzkim nowych rakietach wycelowanych w Polskę, o prowokacjach rosyjskich samolotów i okrętów. Z drugiej strony Rosja jest zainteresowana kontaktami na wielu płaszczyznach i robieniem z nami interesów. Jak to rozumieć?

Mieszkańcy Elbląga z zadowoleniem przyjęli tzw. „mały ruch graniczny” i tysiące Rosjan robiących zakupy w naszych sklepach, nawiązujących kontakty, spędzających czas w ośrodkach wypoczynkowych. To daje okazję pokazania także mieszkańcom Kaliningradu, że można odnosić obopólne korzyści, „uczyć” się Polski, co skutecznie podważa działania kremlowskiej propagandy.  Obecne sankcje ekonomiczne związane z ukraińską secesją zdecydowanie ograniczyły napływ zakupowiczów i turystów;  widać także większą rezerwę do Polaków – część Rosjan wierzy, że to przez nasze działania ich sytuacja się pogorszyła.

Siły rosyjskie w Obwodzie Kalingradzkim są systematycznie powiększane i modernizowane.  Dowódcy polskich jednostek wchodzących w skład 16.Dywizji Zmechanizowanej potwierdzają większą aktywność nadgraniczną. Jest to związane także z działalnością wywiadowczą wroga na naszym terytorium.

W razie rozpoczęcia konfliktu, możemy się spodziewać potężnego ataku rosyjskiego lotnictwa na obiekty wojskowe, lotniska w Szymanach, Malborku, Gdańsku, Gdyni , Starogardzie Gdańskim, na mosty, centrale łączności, najważniejsze urzędy administracyjne, sieci wodociągowe i linie przesyłowe energii. Rosyjscy hakerzy uderzą na banki, serwery medialne i rządowe, powiększając chaos.  Należy się liczyć z działaniem co najmniej kilkudziesięciu grup dywersyjno-terrorystycznych, które mają sparaliżować życie i zastraszyć ludność. Ich działania będą bezwzględne i bardzo brutalne, by złamać opór wojska i społeczeństwa.

Państwem „frontowym” jest Białoruś.  Kraj ten posiada znaczne siły zbrojne, choć nie tak nowoczesne jak rosyjskie. Możliwe jest, że armia białoruska posiada własną broń masowej zagłady, którą Łukaszenka odziedziczył po sowietach. Choć o Białorusi się mówi znacznie mniej, to zdesperowany dyktator może doprowadzić do wybuchu wojny przeciw Polsce, licząc na rosyjskie wsparcie (scenariusz takowej przedstawi pisarz Vladimir Volff w jednej ze swoich doskonałych powieści). W przypadku ataku Rosji na Polskę, Białoruś będzie zapewne drogą tranzytową dla rosyjskich posiłków i zaopatrzenia, a w przypadku  naszej nikłej obrony, sama może skorzystać z okazji. Może także aktywnie wesprzeć rosyjskie działania przeciw Polsce i NATO.

Nieco innego zagrożenia możemy oczekiwać ze strony Ukrainy. Konflikt z secesjonistami (Rosją) zatomizował mieszkańców. Zdecydowanie zaktywizowały się środowiska określane w Polsce jako „postbanderowcy”. Mieszkańcy okolic Lwowa i regionu graniczącego z Polską w dużej mierze podzielają poglądy sympatyków ludobójczej ideologii OUN, pragnącej rozszerzenia Ukrainy aż po Rzeszów, a nawet Kraków. W przypadku przeciągania się i zaognienia konfliktu na wschodzie tego kraju możemy oczekiwać masowej fali uciekinierów do Polski, na Słowację i Węgry, w tym także sympatyków ruchów antypolskich, którzy rozpoczną działania dywersyjne i propagandowe.  Konflikt ukraiński może skończyć się dla Polski klęską humanitarną, gospodarczą i pogłębieniem stanu kryzysu ekonomicznego prowadzącym do chaosu w kraju.

Słowację i Czechy postrzegam jako kraje neutralne. W trudnej sytuacji nie można raczej spodziewać się z ich strony wsparcia militarnego czy znaczącej pomocy materialnej. Jednocześnie nie widać także zagrożenia akcją wojskową czy prowadzeniem przeciw Polsce działań jawnie wymierzonych w nasze interesy. Obydwa kraje ze względu na swój potencjał i położenie będą starały się lawirować, by nie narazić się silniejszym graczom.

Odmienie  ma się sytuacja z Niemcami.  Po okresie ukrywanej wrogości z czasów komunizmu między PRL a DDR, Bonn, a potem Berlin prowadziły politykę uzależniania  polskich elit rządowych i gospodarki od Rzeszy. W chwili obecnej spora część podmiotów gospodarczych jest własnością lub jest zarządzana przez właścicieli zza Odry. Sam ten fakt nie jest zły, gdyż w pewnym stopniu chroni nas przed fizyczną agresją z zachodu – problemem jest gra kanclerzycy Anieli, która tradycyjnie woli przyjaźń z władcami Rosji od wspierania Polski ( pomimo NATO i ponoć wspólnych interesów w UE). Udowodniły to wielokrotne działania choćby w sferze paliwowej czy transportowej – także w ostatnich dniach. Z drugiej strony – marionetki z PO zrobią wszystko co rozkaże Berlin, także wprowadzą obce siły bezpieczeństwa na ulice naszych miast i wsi. Potencjalny rząd PiS nie wygląda na taki, który byłby w stanie specjalnie przeciwstawić się Niemcom – pokazała to wizyta prezydenta Dudy w Berlinie. Władze niemieckie nawet specjalnie nie ukrywają, że wyznaczyli nam role zaplecza surowcowego i roboczego dla kolejnej Rzeszy.

Kraj ten jest także źródłem rozlewania się fali muzułmanów po Europie. Stary komuch - Martin Schulz - otwarcie nam grozi, a przecież bez poparcia kanclerskiego na tak ostrą wypowiedź by sobie nie pozwolił.  Niemieckie „multi kulti”, opieka socjalna, oficjalne popieranie islamu kosztem chrześcijaństwa owocuje obecnie falą imigrantów i uciekinierów. Większość z nich pochodzi z basenu Morza Śródziemnego i saharyjskiej Afryki , także z muzułmańskiego Kosowa i Albanii. Nieszczęśników uciekających przed wojną jest niewielki procent – większość chce sobie wygodnie żyć na koszt unijnego podatnika. I jak pokazują lata doświadczeń z Niemiec, Austrii, Szwecji, Danii, Belgii, Holandii, Hiszpanii a szczególnie Francji – nikły procent integruje się społecznie, budując swoje życie w sposób nie wpływający destrukcyjnie na mieszkańców.  Ta fala ludzi pochodzących z zupełnie obcej nam kultury, którzy w zdecydowanym procencie nie będą szanowali naszego prawa i naszych wartości będzie dla Polski jak infekcja wirusowa. Do tego należy dodać agentów Al kaidy i Państwa Islamskiego, którzy chętnie będą wyrównywać rachunki za nasz udział w misjach w Iraku i Afganistanie.

Także w przypadku otwartego konfliktu Polski ze wschodnim sąsiadem Niemcy będą działały kunktatorsko, by nie „urazić” naszego wroga i nie stracić w biznesie. W przypadku polskiej porażki, nie można odrzucić także opcji wejścia niemieckich wojsk nad Wisłę, po to by „zabezpieczyć” ludność, etc.  Pytanie, jak i czy w ogóle będziemy mogli pozbyć się Bundeswery z kraju?

Stosunek Szwecji i Danii zapewne będzie życzliwie obojętny. Po kolejnych „wyczynach” rosyjskich okrętów na ich wodach terytorialnych nastąpiło ochłodzenie relacji.  Stąd też i szwedzkie zaangażowanie w modernizację nie tylko Wojska Polskiego ale i armii krajów graniczących z Rosją.

Litwa od lat prowadzi otwarcie wrogą politykę w stosunku do licznej naszej mniejszości narodowej.  Rządowe Wilno ma gdzieś dyrektywy unijne i zwykłe poszanowanie praw obywatelskich. Znajduje się także pomiędzy młotem i kowadłem rosyjskim i białoruskim, próbując kręcić własne lody.  Zbudowany w poprzednich wiekach przy wielkim udziale Rosjan antypolonizm zapędza ten kraj w kozi róg.  Nie posiadając realnych sił zbrojnych, w razie konfliktu NATO-Rosja, czy Polska-Rosja Litwa stanie się obiektem najazdu. Jako teren przemarszu nowych bolszewików zapewne kraj ten mocno ucierpi, także podczas potencjalnych walk o jego wyzwolenie.  Trudno jest odpowiedzieć na pytanie, jak silny nacisk Moskwy obudzi wreszcie Litwinów?  A może wolą sowiecką Litwę od Litwy niepodległej?

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Nowiny DOBILI JĄ I UCIEKŁ. Część I.