Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Nowiny Heinkel z Gierzwałdu.

Heinkel z Gierzwałdu.

Email Drukuj PDF

Szczycę się swoim członkostwem w Stowarzyszeniu Historyczno-Poszukiwawczym „Denar”. Mówiąc szczerze, to tylko raz uczestniczyłem w zbiorowej eksploracji, i to na terenie elbląskiego lotniska. Dlatego też „nie do odrzucenia” propozycję Prezesa, by jechać na wielkie kopanie do Gierzwałdu przyjąłem z zadowoleniem. Oczami wyobraźni widziałem spore fragmenty kadłuba, silniki, broń a nawet szczątki lotników. A jaka była rzeczywistość?

 

Leżący parę kilometrów od „7-ki” Gierzwałd doświadczył w swojej historii kilku istotnych wydarzeń: w 1410 w jego pobliżu odbyła się jedna z największych bitew końca średniowiecza (Grunwald), ponad pięćset lat później, w czasie I Wojny Światowej Niemcy starli się z Rosjanami w wielkiej batalii, zwanej bitwą pod Tannebergiem. II Wojna Światowa dotknęła Gierzwałd w styczniu 1945 roku, kiedy Sowieckie czołgi jak huragan przetoczyły się przez okolicę. Ale niespełna rok wcześniej, najprawdopodobniej 20 kwietnia 1944 roku, w bagniste pole na skraju wsi uderzył samolot Heinkel He 111 ( wersja H).

 

Na tropie wielkiego odkrycia.

W wielu miejscach, także w Polsce, mówi się o ukrytych skarbach, zatopionych pojazdach czy samolotach, o których wiadomo zawsze z bardzo wiarygodnego źródła. Nie jeden poszukiwacz przekonał się na własnej skórze, że przysłowiowy „Tygrys” nie spoczywa w opisanym jeziorku czy bagnisku, a owi „świadkowie” po prostu z różnych powodów zmyślali. Podobnie było z samolotem z Gierzwałdu, o którym plotki doszły do członków Stowarzyszenia Historyczno-Poszukiwawczego „Denar” już parę lat temu. Najpierw należało je sprawdzić i uwiarygodnić, potem zapoznać się z miejscem, zaprzyjaźnić z właścicielem terenu, sprawdzić sytuację prawną, uzyskać wszelkie możliwe pozwolenia i wreszcie przygotować się pod względem organizacyjno – technicznym. Do pracy przy wydobyciu samolotu prezes „Denara”, Grzegorz Nowaczyk, zaprosił kolegów z Sekcji Historyczno-Eksploracyjnej Towarzystwa Przyjaciół Sopotu, którzy mają spore doświadczenie w podobnych eksploracjach. Wielki wkład pracy włożył właściciel terenu i jednocześnie miłośnik historii – pan Jerzy Głowacki z pobliskiego Frygnowa, a także strażacy z OSP. Wspierali nas ratownicy medyczni, miejscowa policja oraz kibicowała spora grupa mieszkańców, którzy mogli bezpośrednio dotknąć historię.

 

Zanim podjęto trud wydobycia, grupa przygotowawcza za pomocą nowoczesnych magnetometrów i detektorów określiła miejsce, gdzie anomalie magnetyczne były największe, wykarczowano chaszcze i wykopano rowy odwadniające, przygotowano parkingi i zabezpieczono teren.

Samą akcję wydobywczą zaplanowano na 16 i 17 sierpnia. Pracującym sprzyjała pogoda – słoneczna ale niezbyt upalna. Wcześniej pan Głowacki własną koparką przygotował wstępny wykop, a strażacy z miejscowej jednostki OSP przystąpili do osuszania go za pomocą motopompy. Woda okazała się największym przeciwnikiem kilkudziesięciu eksploratorów. Położony w lekkim zagłębieniu teren jest miejscem gromadzenia się wód gruntowych i opadowych. W połączeniu z ilastym podłożem dawało to półpłynną, błotnistą maź, która „przysysała” części samolotu i była niebezpieczna dla pracujących w wykopie ludzi. To samo podłoże, w połączeniu z wciąż wyczuwalną naftą lotniczą stworzyło specyficzny smar, który doskonale zakonserwował pozostające w nim szczątki.

Na początku natrafiono na fragmenty kabiny bombardiera i pilota, które wbiły się najgłębiej w podłoże – silnie zgniecione i trudne do zidentyfikowania.

Im głębiej szukaliśmy tym ciekawsze „fanty” trafiały w nasze ręce. Pierwszym dużym elementem znalezionym w Gierzwałdzie było doskonale zachowane lotnicze działko MG FF, kalibru 2 cm, które zazwyczaj było umieszczane w części dziobowej kadłuba. Z dziką radością rzuciłem się, by oczyścić je z błota i zbitego piasku. Kolejnym znaleziskiem była jedna z goleni podwozia głównego wraz z piastą koła, elementami

hamulca i świetnie zachowaną oponą lotniczą marki Continental. Oprócz tego wydobyliśmy znaczne ilości elementów układu paliwowego ( niektóre jeszcze zawierały naftę lotniczą), zawory, kable, cewki, przewody hydrauliczne i pojedyncze mierniki, a także elementy gumowe, ebonitowe i skórzane. W sobotę, ponad błoto wyłoniła się kolejna goleń podwozia, dalsze części kabiny i płatowca, a także zdobycz najcenniejsza - portfel jednego z lotników. Udało nam się także zlokalizować oba silniki, ale niestety oddana do naszej dyspozycji koparka była zbyt mała, by wyciągnąć z dołu te wielkie i ciężkie elementy. W sobotę dokonano segregacji znalezisk i zabezpieczono je.

Próba rekonstrukcji zdarzenia.

Dokładną datę wydarzenia podaje mieszkanka dawnego Geierswalde, która w chwili katastrofy miała 14 lat i w momencie wypadku była w szkole. Katastrofa zaszła w godzinach porannych tego dnia ( dzień urodzin Hitlera), a gdy dziewczyna po zajęciach znalazła się ma miejscu, teren otoczony był przez żandarmerię i żołnierzy Luftwaffe, którzy przeszukiwali i zabezpieczali szczątki. Według miejscowych świadków zdarzenia, dwusilnikowa maszyna leciała nisko, ciągnąc za sobą smugę dymu z jednego z silników. Tuż przed uderzeniem zahaczyła o drzewa niewielkiego zagajnika, po czym w impetem wbiła się w bagnisty teren, na głębokość ponad dwóch metrów. Ekipa ratunkowa wydobyła z samolotu szczątki sześciu osób ( załoga liczyła pięciu lotników) oraz możliwe do wykorzystania urządzenia. Jedna z plotek głosiła, że samolot leciał do Gierłoży na urodziny Hitlera i został zaatakowany przez wrogie samoloty. Na podstawie posiadanych informacji ustnych, analizy szczątków samolotu oraz poszukiwań w źródłach można pokusić się o sformułowanie co najmniej dwóch hipotez wyjaśniających przyczyny kraksy:

1. Atak wrogiego samolotu ( samolotów). Oczyszczając i przeglądając szczątki blach kadłuba oraz płatowca Heinkla eksploratorzy natrafili na szereg otworów o średnicy okolo jednego centymetra z charakterystycznymi zagięciami krawędzi do wewnątrz – typowymi dla przestrzelin z broni maszynowej. Potwierdzeniem tej wersji zdarzenia jest opowieść o stoczonej w rejonie Gierzwałdu walce powietrznej, której jedną z „ofiar” miałby być Heinkel. Tej wersji przeczą jednak inne fakty. Jeżeli faktycznie do katastrofy doszło 20 kwietnia 1944 roku, to sowieckie myśliwce z najbliżej dostępnego miejsca (Kobryń niedaleko Brześcia, Białoruś) miałaby do przelecenia ponad 400 kilometrów w jedną stronę, co czyniło tę trasę niemożliwą do pokonania ze względu na zasięg tych maszyn ( do około 750 km). Poza tym, przelot taki byłby bardzo niebezpieczny ze względu na niemieckie myśliwce i artylerię przeciwlotniczą. Chyba, że mieszkanka Gierzwałdu myli się co do daty, a wydarzenie nastąpiło w miesiącach letnich bądź jesienią 1944 roku.

2. Katastrofa z powodów technicznych bądź błąd pilota. Ta wersja wydaje się być znacznie bardziej prawdopodobna. Wspominany przez świadków dymiący silnik, fragmenty stopionego bądź okopconego aluminium znajdowanego przez poszukiwaczy, minimalne prawdopodobieństwo ataku lotniczego przemawiają na korzyść tej tezy. W 1944 roku niemieckie pułki bombowców borykały się z wielkimi problemami zarówno sprzętowymi jak i kadrowymi. Na pobliskim lotnisku Gryźliny (Grieslienen), od końca marca stacjonowała III eskadra 3 pułku bombowego „Blitz” ( ten sam, który w sierpniu i wrześniu 1939 roku stacjonował na lotnisku Elbing – Eichwalde, opisany w książce „Porucznicy 1939), która przezbrajała się z Junkersów 88 właśnie na Heinkle He 111 H. Dodatkowa osoba na pokładzie mogła być instruktorem bądź mechanikiem wspierającym poznającą inny typ samolotu załogę. Na chwilę obecną trudno jest wskazać przyczynę pożaru silnika, ale prawdopodobne mogą wydawać się kłopoty z niskiej jakości paliwem bądź znacznym zużyciem samolotu. Dopiero po wydobyciu silników, ze znacznie większym prawdopodobieństwem będzie można potwierdzić tę hipotezę.

Co dalej?

Odkryte elementy Heinkla trafią do Muzeum Lotnictwa i Techniki Militarnej w Rogowie, gdzie na zostaną najpierw odpowiednio zabezpieczone a potem eksponowane. Dzięki odkopanym i dobrze zachowanym tabliczkom znamionowym szeregu przyrządów istniej szansa na precyzyjne oznaczenie typu maszyny i jej numeru, co pozwoli na poznanie jej losów oraz historii lotników, którzy na niej latali. Zajmują się tym już członkowie obu klubów oraz muzealnicy.

Laikom może wydawać się dziwne, że nie odkryliśmy dużych elementów płatowca, wyposażenia czy uzbrojenia. Wiemy, że znaczne ilości elementów wydobyli jeszcze Niemcy. Po wojnie wystający częściowo wrak był penetrowanych przez okolicznych mieszkańców, którzy po kawałku wydobywali i sprzedawali aluminiowe elementy. Dlatego też, dla ekipy „Denara” i kolegów z Sopotu pozostało tylko to, co głęboko ukryła ilasta gleba. Członków klubu czeka kolejne „podejście”, by wydobyć silniki samolotu, ale wymaga to wypożyczenia zdecydowanie potężniejszych maszyn i sporych nakładów finansowych, czyli poszukiwania sponsora.

Stowarzyszenie Historyczno-Poszukiwawcze „Denar” ma „na celowniku” wydobycie kolejnych dużych obiektów, będących pamiątkami ostatniej wojny. Tak jak w przypadku "Heńka" z Gierzwałdu, ich eksploracja musi zostać poprzedzona długotrwałym procesem przygotowawczym, by efekty były równie imponujące. Zarówno prezes klubu jak i jego członkowie są optymistami, do czego upoważnia także zakończona sukcesem przygoda z historią w Gierzwałdzie.

Członkowie „Denara” pragną serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy przyczynili się do odkrycia cząstki historii naszej ziemi.

Fotografie moje oraz Edwarda Jaremczuka.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Nowiny Heinkel z Gierzwałdu.