Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Nowiny Peregrynacje śladami Dziadka – Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego – bohatera moich książek. Zakończenie najpierw, czyli jak w Skalbmierzu poprawia się historię.

Peregrynacje śladami Dziadka – Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego – bohatera moich książek. Zakończenie najpierw, czyli jak w Skalbmierzu poprawia się historię.

Email Drukuj PDF

4 sierpnia wraz z panem Jackiem Jańcem objechaliśmy południowo-wschodni skraj Inspektoratu AK „Maria” i jednocześnie flankę Rzeczpospolitej Partyzanckiej. Podróż wspaniała, dzięki przewodnikowi pełna wrażeń historycznych.

5 sierpnia ruszyliśmy ku Skalbmierzowi – miejscu tragicznej pacyfikacji ale i wielkiego zwycięstwa żołnierzy 120 pułku AK, wspartego oddziałkiem AL Zygmunta Bieszczanina i 2 sowieckimi czołgami.

 

Nasza grupa oprócz państwa Jańców obejmowała kapitana Antoniego Sieleckiego i pana Włodzimierza Nowaka - syna „Niny” – oficera do zleceń specjalnych Dywizji.  Najpierw Koniusza. W budynku obecnie zajmowanym przez pocztę w 1944 roku stacjonował na przełomie lipca i sierpnia sztab Dywizji, tu bywał także Dowódca Krakowskiego Okręgu. Rodzina państwa Nowaków ( sekretarz gminy) serdecznie przyjmowała sztab, służyła sprzętem gminy, a „Tysiąc” w nielicznych wolnych chwilach bawił się z malutkimi dziećmi. Na budynku wmurowane są dwie tablice poświęcone Dywizji. Miejsce historyczne, a władze gminy Koniusza powinny uczynić z niego jedną z atrakcji turystycznych. Tym bardziej, że we wrześniu spod obecnej poczty startuje proszowicki bieg imieniem „Tysiąca”. Z tego miejsca rozpościera się piękna panorama w kierunku wschodnim oraz widok na las, gdzie odbywały się ćwiczenia żołnierzy i strzelanie.

Ruszamy dalej do Zielenic, gdzie krytycznego, 5 sierpnia przeniósł się sztab Dywizji.  Wieś zlokalizowana w pobliżu centrum Inspektoratu, znacznie bliżej Miechowa, który miał być po otrzymaniu hasła do „Burzy” stolicą Rzeczpospolitej Partyzanckiej. Wieś zlokalizowana jest w pobliżu niewielkich lasów, które stały się później miejscem schronienia radiostacji i Sztabu Okręgu. Nad wsią góruje kościół, w którym 6 sierpnia odbyła się uroczysta msza z udziałem „Tysiąca” i jego oficerów. Sztab kwaterował w drewnianym dworku ( dojście od sklepu), w którym obecnie znajdują się trzy mieszkania. Drewniany budynek jest w dobrym stanie, a nasi opiekunowie zapewniają, że miejsce zostanie odpowiednio upamiętnione.  Niestety, zarówno w Koniuszy jak i Zielenicach mieszkańcy nie znają w końcu dość nieodległej historii, a lokalne władze nie robią wiele ( lub nie robią nic) by szczytne dzieje upowszechnić i przy okazji dać mieszkańcom powód do dumy oraz zarobku.

Z Zielenic przez Racławice jedziemy do Skalbmierza. Na skwerze koło kościoła, przy pomniku stoi mównica, z boku krzesełka, strażacy nie pozwalają zaparkować. OK, niech będzie. Przebiegam, robię szybkie fotki, zbieram materiały ( darmowe - duży plus) i ruszam za swoimi na rynek miasteczka. Na ścianie jednego z domów duże zdjęcia, odświętnie przybrane dziewczynki z wielką flagą Polski, strażacy, wojsko, poczty sztandarowe, nieliczni już kombatanci i notable pod krawatami ( lub w szpilkach). Orkiestra gra, zaczyna się ustawianie w szyku i kombatanci ruszają na końcu. Nasz kapitan, pomimo dziewięćdziesiątki maszeruje raźno, prosty jak strzała, z podniesionym czołem. W końcu to jego oddział bił się tutaj. Po drodze spotykamy pułkownika Żelaśkiewicza, który specjalnie  przyjechał z Warszawy. W pełnym słońcu stajemy pod pomnikiem, padają komendy, hymn, potem prowadzący rozpoczyna powitania: drodzy kombatanci i… długaśna lista płac krajowych i lokalnych ważniaków. Zadaję głośno pytanie: dlaczego nikt z organizatorów nie zapytał mężczyzn w mundurach, w beretach, z baretkami i opaskami o nazwiska by ich wymienić? Dlaczego nie poproszono ich by stanęli w pierwszym szeregu, tak jak siedemdziesiąt lat temu? Dlaczego nikt z organizatorów nie zadbał, aby zaopatrzyć ich w wodę i posadzić na krzesłach?

Prowadzący odczytuje poemat Zofii Dutkiewicz „Bitwa o Skalbmierz – 5 sierpnia 1944”. Potem następują przemówienia. Burmistrz ogólnikowo. Pani zastępczyni na Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych (B.Ż) występuje z mową. Młoda, ale pewnie dobrze przygotowana – myślę sobie. Rozpoczyna, ciśnienie mi rośnie, zerkam na weteranów, którzy ze zdumieniem patrzą na siebie i na otoczenie. O czym mówi ta Pani? Kto napisał jej tekst? Wspomina na początku Bataliony Chłopskie, Armię Krajową i Armię Ludową. I koniec o AK. AL- tak, byli najlepiej uzbrojeni. BCh pobiło około tysiąca Niemców i Ukraińców bez udziału żołnierzy 120 pułku AK. Pani ( jak pisze w biogramie) jest historykiem lecz nie wie, że jeszcze w 1043 roku doszło do scalenia i wojskowe struktury  Batalionów w ogromnej większości podporządkowały się Armii Krajowej, a na terenie powiatów Olkuskiego, Miechowskiego i Pińczowskiego Inspektorowi „Bolko” – Nieczuja-Ostrowskiemu. Wspomina porucznika Jana Pszczołę ( „Janczar”)  jako bechowca oczywiście „zapominając”, że był komendantem Obwodu AK „Pelagia”. A dalej było jak na dożynkach: zaproszono przedstawiciela stowarzyszenia BCh, który oczywiście nawet nie zająknął się o 106.Dywizji. Nie zaproszono żołnierzy AK na uroczystość, zapewne po to, by swoją obecnością nie psuli podniosłej, ludowej atmosfery. Czyż nie znamy tego schematu postępowania z wielu uroczystości z udziałem najwyższych przedstawicieli Państwa, że nie wspomnę panów ...

Aby władzuchnie nie popsuć obchodów zakończono szybko wystąpienia. Na szczęście weterani AK nie dali zakłamać prawdy. Na cmentarzu, w momencie składania wieńców kapitan Sielecki zabrał głos i dobitnie powiedział, kto bił się o Skalbmierz 5 sierpnia 1944 roku.  Ale ziarno kłamstwa zostało zasiane i potrzeba będzie ponownie wielu starań, by przywrócić w świadomości mieszkańców prawdę o tym, co stało się siedemdziesiąt lat temu.

Wyjeżdżaliśmy ze Skalbmierza mocno zdenerwowani. Sytuacja przypominała PRL-bis z wszechobecnym kłamstwem. Wtedy jednak wrogiem byli komuniści i ich sługusy, którzy programowo śmiertelnie niebezpieczną dla nich historię. Teraz nieprawdę sieją „sternicy” z Warszawy i ich miejscowi pomagierzy, którzy dzięki porcji wazeliny wygodniej siedzą na swoich stolcach. Ale Armia Krajowa nie skapituluje!

 

Komentarze  

 
0 #2 Leszek 2017-02-27 11:36
Może zamiast krytykować spróbować się włączyć do obchodów.
Udostępnić dokumenty(zdjęc ia)lub być w kontakcie z organizatorami.
Zacytuj
 
 
0 #1 Jacek Janiec 2015-02-09 21:32
Byliśmy,widziel iśmy i nie daliśmy się pokonać kłamcom!
Zacytuj
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 19 gości 

Site Language


Strona główna Nowiny Peregrynacje śladami Dziadka – Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego – bohatera moich książek. Zakończenie najpierw, czyli jak w Skalbmierzu poprawia się historię.