Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Nowiny Zamiast w postęp niech ONI inwestują w konserwę.

Zamiast w postęp niech ONI inwestują w konserwę.

Email Drukuj PDF

Jakoś tak mi się przypomniało. Tak pod wpływem notatki z „Dziennika” o miernych efektach inwestycji "miasta" naszego w postęp(owość), a dokładnie w „Modrzewinę”.

Miały tam się pojawić firmy  najlepiej te „high-tech”, dać zatrudnienie setkom ludzi nie tylko lokalnych, ale także ściągnąć wiejących z miasta młodych - zdolnych, których nijakość Elbląga nie zatrzymuje na miejscu, a brak perspektyw „wykopuje” ich daleko. Do Reichu, do Angoli czy nawet do Warszawy ( jako prowincjusz nie znoszę tego miejsca, kojarzącego się z mędrcami z Wiejskiej wraz z przyległościami, nowobogackimi i postępową politgramotą ).

A dlaczego się nie udało?

Cóż, to proste. „Miasto” (czytaj urzędnicy) nie jest i z założenia nie będzie sprawnym inwestorem. Inwestuje chętnie ( bo to pieniądze podatkowe = cudze), ale bez właściwej analizy SWOT i odpowiedzialności. Inaczej niż prywaciarz. Ten własne pieniądze wyda  rozsądnie, a nawet jak nie, to tylko ON odczuje stratę. Tak więc działalność inwestycyjna sterowana przez urzędników jest skazana na niepowodzenie - kwestią jest tylko czas nadejścia klapy. Jedynym efektem takiej działalności ratusza jest wzrost ilości biurek i etatyzacja. Postęp w tej dziedzinie jest drogą do nikąd. Błąd. Postęp to roztrwanianie naszych (moich) pieniędzy.

Dlatego też prywatni inwestorzy nie pędzą na „Modrzewinę” pomimo strefy ekonomicznej, lepszych warunków finansowych, etc. Dlaczego mają budować firmę (oddział firmy) technologicznej, jeżeli w Elblągu nie ma wykwalifikowanych pracowników, (zwiali = nic ich tu nie trzymało) a ściągnięcie ich to problem. Dobry pracownik musi się identyfikować z firmą oraz z miejscem w którym żyje. A jak identyfikować się z nudą? Bo po pracy gdzieś trzeba spędzać czas, z kimś spędzać czas, jakoś spędzać ten czas. A co oferuje Elbląg? Festiwal poezji? Może 1%  populacji to lubi lub toleruje. Tańce? Popatrzeć można, ale uprawiać? Dużo czasu, wysiłku, a i tak każdy na parkiecie da sobie radę. Co jeszcze? Dni Elbląga?  W okolicy też są Dni….  Co jeszcze? Hm.

Ustaliliśmy, że miasto inwestuje (czyli w dużej mierze marnotrawi) z naszych podatków. Zarządza tym rosnąca grupa urzędników, czyli robi się coraz drożej. Na dokładkę, by uzasadnić konieczność swojego istnienia wymyślają radosne Płacz akcje by mieszkańców do szczętu pognębić (znam to z autopsji, z oświaty).

A ja mówię - inwestujcie w konserwę.

W czołg Diaczenki, w Hermanna, w grupy rekonstrukcyjne, w weekendy poszukiwawcze, w „Truso” i takie tam…

Część z Waszych twarzy wyraża politowanie, reszta robi klik, by nie czytać dalej.

Pozostali zaciekawieni, którzy czekają na ciąg dalszy.

A więc dla Waszej informacji.

Moje poglądy określam jako liberalno - konserwatywne. Liberalne to ekonomia, konserwatywne to życie.

Nawet kilkuletnie dziecko, jeżeli zapracuje na jakieś pieniążki,  to bardzo rozważnie je wyda. Ale jeżeli dostanie skądś kasę, to rozpuści ją na byle co. Tak jest z urzędniczą kontrolą wydatków podatków ( czyli NASZYCH pieniędzy).  Miasto ( i państwo) powinno maksymalnie ograniczyć włażenie z butami w nasze życie i działalność zawodową. Ograniczyć nakazy i zakazy. Zredukować liczbę urzędników i nadzorców oraz dać mieszkańcom inwestować własne pieniądze. Wiąże się to z ogromną redukcją podatków lokalnych i wzrostem dobrobytu. A gdzie pojawi się inwestor: tam gdzie podatki są wysokie czy niskie? Tam gdzie urzędnik o wszystkim decyduje ( i chciałby dostać w łapkę) czy tam gdzie sami odpowiadamy za własne działania?

Jesteśmy dorosłymi ludźmi i lepiej od ministrów ( na przykład od ministerki Hal, która swoimi pomysłami rozwala szkolnictwo), posłów i tym podobnych wiemy jak mamy żyć, jak zarabiać, jak wychowywać dzieci i jak sprawić, by nasze miasto stało się interesujące.

To był liberalizm, teraz o konserwie i inwestycjach.

Konserwatyzm to poszanowanie tradycji i wartości. To patriotyzm - także ten lokalny. To taki typ działania: najpierw myślę, potem robię. Wspomniałem, że młodzi ludzie znikają z Elbląga. Miasto odcięte od przeszłości przez komunistów, żyjące przez dziesięciolecia na walizkach nie pozwalało zapuścić korzeni. Kiedyś ludzie jednak zostawali tu, bo gdzie indziej było takie samo badziewie. W socjalizmie po 1989 roku można gdzie indziej lepiej zarobić i ciekawiej żyć.

 No właśnie. Ciekawiej żyć. 

Od lat pracuję z nastolatkami i wiem, jak są podatni na różne wpływy. A co stanie się, jeżeli pokażemy im, że Elbląg ma niesamowitą historię?  I to nie dzięki pani od historii, ale na co dzień, na ulicy. Jeżeli zobaczy umundurowanych mężczyzn pod bronią, którzy z detalami odtwarzają założenie miasta przez Hermanna Balka, wjazd wojsk Jagiełły, naszego piekarczyka, przemarsz wojsk Napoleońskich czy powstańców listopadowych? Jak usłyszą ryk pojazdów i zobaczą bijących się o miasto bojców z volkssturmistami?  I  z trudnością będą mogli rozpoznać twarze swoich znajomych, bo na kolejną imprezę, specjalność Elbląga przyjadą setki czy tysiące rekonstruktorów?

Wiem, że tak mocny impuls wryje się głęboko. I nawet jeżeli za chlebem wyjedzie, to co jaki czas wróci, aby własnemu dziecku pokazać i poopowiadać. „ O, a z tym kapitanem to do klasy chodziłem! Pogadam z nim, żeby pozwolił ci posiedzieć w czołgu.”  W taki sposób powstają trwałe związki, wieczne przyjaźnie. Szacunek dla przeszłości i znajomość historii. Związane z własną, MAŁĄ OJCZYZNĄ .

„Inwestować w to? Panie, zwariował Pan!”

Zainwestować tak, ale niekoniecznie pieniądze. Zachęcić, a nie przeszkadzać czy opędzać się jak od komarów ( patrz - nasi Wikingowie). Rekonstruktorzy sami się ubierają, szkolą, zbroją. Pomóc zorganizować imprezę, rozreklamować, może dać jakieś małe lokum. Inwestycja długoterminowa w mieszkańców, którzy poczują związek z Elblągiem, jako miejscem, gdzie po pracy można coś ciekawego zrobić lub przeżyć.

Hermann, Diaczenko, sławne postacie z naszej historii. Postawić tablice, może pomniki, i czołg na Starym Rynku. Nigdzie w Polsce nie ma czegoś takiego. Opisane w kilku językach.  Inwestycja w naszą własną pamięć i pod turystów, którzy takich rzeczy w Polsce nie oglądają. To są małe pieniądze, ale duży efekt promocyjny.

I niezwykle ważne- poszukiwacze. Muzealnicy, a za nimi urzędnicy zwykle traktują ich jak rabusiów. A przecież to oni pielęgnują tradycję i historię regionu. Wielu z nich wie o nim więcej, niż niejeden profesor. A może tak jak w Wielkiej Brytanii u nas, w Elblągu, spróbować wspólnych poszukiwań - amatorzy i muzealnicy? Przy okazji pozwolić widzom poszukać skarbów w ziemi? Pokazać ludziom, że mamy niezwykłą historię, którą możemy się chełpić, która buduje związek ludzi z miejscem ich zamieszkania.

Jak pisałem wcześniej, inwestorzy nie pędzą na „Modrzewinę”, bo między innymi nie mają wysokiej klasy pracowników, którzy chcieliby mieszkać w nudnym, bez wyrazu  Elblągu. Dzięki poparciu dla „tradycji”, dla konserwy zbudujemy w wielu ludziach, zwłaszcza młodych trwały związek z miastem.  A o tym inwestorzy się dowiedzą i przyjdą.  A my tym czasem zarobimy wcześniej na historii.

Inwestujmy w KONSERWĘ!

Coś już drgnęło. Teraz od mieszkańców Miasta (Polski) zależy, aby to nie była kolejna efemeryda, ale inwestycja w konserwę czyli własną tożsamość.

 

PS. Mam następne świet(l)ne pomysły. Ale o nich kiedy indziej 

Poprawiony: czwartek, 17 lutego 2011 09:19  

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Nowiny Zamiast w postęp niech ONI inwestują w konserwę.