Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Nowiny Zdemaskowany przez pana Wtyczkę

Zdemaskowany przez pana Wtyczkę

Email Drukuj PDF
List podpisany przez Alojzego Wtyczkę przyszedł na adres zamieszkania śp. Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego w Elblągu.
Został wysłany z Elbląga, ale Autor dziwnie zapomniał napisać na kopercie bądź w treści adresu zwrotnego. Jego początek czyli brak wyraźnego adresata oraz "publicystyczny" charakter są w mojej ocenie dość "oryginalne". Przedstawiam go czytelnikom mojej strony ponieważ dotyczy książek, które napisałem. Zapraszam do zapoznania się z treścią listu.
W odróżnieniu od Szanownego Pana Alojzego Wtyczki, który wysłał list (brak adresu zwrotnego) bez mieszanych uczuć przystępuję do odpowiedzi na jego „recenzję”. Autor listu zapewne używa komputera (powołuje się na moją stronę Internetową) oraz Internetu,  co daje mi szansę na dotarcie do niego, gdyż droga pocztowa nie jest możliwa. Forma wstępu świadczy o tym, że Pan Wtyczka planuje upublicznić swoją recenzję (…przepraszam Czytelników…), a zatem w pewien sposób ułatwię mu to. Co dziwi, Pan Wtyczka skierował swój list na adres ś.p. Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego, ale swoje uwagi kieruje głównie do mnie.

Zacznę może od tego, że „Porucznicy 1939” nie są książką naukową ani popularnonaukową. Nie jest to także powieść a beletryzowana historia.  Oznacza to, że jako autor mam prawo zamieszczać pewne fakty lub je pomijać. Mam prawo zmieniać je (np. przenosić w czasie, dopowiadać lub przemilczać itd.) lub nawet tworzyć nowe, jeżeli akcja tego wymaga. Mam prawo (choć nie muszę) robić to samo z materiałem fotograficznym, mapami. Mogę kreować postacie, które będą łącznikami pomiędzy bohaterami, zdarzeniami lub będą opisywały pewne zjawiska, tendencje, etc. To mogę robić jako autor, ponieważ świadomie wybrałem taką formę opowieści o życiu mojego Dziadka.

I kolejny raz powtarzam, że zarówno postać porucznika Ostrowskiego jak i miasto Elbing powinny doczekać się prawdziwej, naukowej pracy. Doktoraty i habilitacje czekają. Sam chętnie pomogę.

A zatem z założenia zarzuty Pana Wtyczki można pominąć, a jego list wrzucić do śmietnika.

Ale ponieważ w miarę możliwości staram się wyjaśniać niejasności lub odpierać zarzuty związane z „nadmiarem fantazji „porucznika” lub autora, który mu zaufał.

Pozwoliłem sobie ponumerować fragment listu pana Wtyczki, aby precyzyjniej odpowiedzieć mu.

[1].  Autor „opatrznie” wybrał postać głównego bohatera, jako własnego Dziadka. Nigdy nie ukrywałem faktu pokrewieństwa, więc niewiedza autora listu w tej materii jest zaskakująca wobec bogactwa faktów przytoczonych później jak i ogólnej wiedzy.

[2]. Sprawa oficera o nazwisku Nieczuja-Ostrowski.

Trafnie wskazuje Pan oficera wyróżnionego pogrubionym drukiem. I faktycznie wtedy używał nazwiska  Ostrowski, bez zawołania rodowego Nieczuja. O takie Bolesław Ostrowski wystąpił pod koniec lat trzydziestych (o ile dobrze pamiętam) do biura lub urzędu heraldycznego. Dostał wstępną, potwierdzającą odpowiedź, ale z jakiegoś powodu (sądzę, że był to wybuch wojny) sprawa nie została chyba formalnie i do końca załatwiona.  Jeszcze przed wybuchem wojny owe zawołanie było używane. W czasie okupacji było jednym z nazwisk konspiracyjnych rodziny i stało się pierwszym członem nazwiska.

[3]. Pan Wtyczka ma rację, że w wykazie awansów z 1939 roku mojego dziadka nie ma. W tym roku nie dostał awansu na stopień porucznika.

Awans dostał 1 kwietnia 1934 roku. Ale aby to poprzeć dokumentami proponuję zerknąć na zdjęcie z ćwiczeń, gdzie pagony widać

  Na manewrach

a także na legitymację osobistą Bronisławy Ostrowskiej.

Legitymacja 1936r.

[4]. Bolesław Nieczuja-Ostrowski nie mógł chwalić się srebrnym krzyżem zasługi, ponieważ w 1943 dostał Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami.

[5]. Mocne zaczęcie. Szlaku bojowy jednak był. Zaczynając od Różana i 115 pułku piechoty. Oto link do strony, na której znajduje się praca Pana Roberta Olbrysia. Tam można odszukać pewne nazwiska. Dalszą część dywagacji dotyczących kariery Bolesława Ostrowskiego można pominąć, ponieważ albo Autor listu odnosi je do innej osoby albo popełnia błąd logiczny, gdyż PORUCZNIK służby stałej był instruktorem w szkołach w Zambrowie

Zima 1937 - Zambrów i Różanie. Aby to sprawdzić proponuję także zerknąć do książki Jana Łukasiaka pt: ”Szkoła Podchorążych Rezerwy Piechoty”. I na tym w zasadzie można zakończyć polemikę panem Wtyczką. Jego zasadniczy zarzut okazał się nietrafiony.

Ale parę spraw mogę wyjaśnić.

Kursów na stopnie wyższe nie prowadzono w Różanie. Ani w mojej książce, ani w biografii Bolesława Nieczui-Ostrowskiego nigdzie takiej informacji nie ma. Kurs kapitański z wynikiem bardzo dobrym Bolesław kończy w Rembertowie w 1938 roku, a kurs przeciwpancerny rok wcześniej. W 1939 roku został przedstawiony do awansu na kapitana.

[6]. Nie wiem na jakiej podstawie Pan Wtyczka sugeruje, że „nasz bohater” miał obowiązek stawić się w 5 psp w Przemyślu, skoro wcześniej był odkomenderowany do Różana. Z tego co wiem, żołnierz ma obowiązek stawić się na wypadek mobilizacji w jednostce do której ma stały przydział mobilizacyjny lub w której służy, a nie do jednostki w której służył kilka lat temu. No, chyba, że te zasady zostały zmienione i żołnierze jeżdżą według jakiegoś innego, oryginalnego systemu. A oficer zawodowy, nawet podporucznik, stawia się do jednostki w której aktualnie służy. Tak jest w każdej armii.

O marszach grupy Ludwika Dudka nic mi nie wiadomo ( bo niby skąd?) ani o tym, że Bolesław Ostrowski znalazł się w Lwowie już 25 września. Jego pułk i 41 Dywizja Rezerwowa kapitulowały około 28-29 września. A zresztą, skąd wzięłoby się odznaczenie Krzyżem Walecznych za bój pod Malinówką? I wielokrotna weryfikacja dokonań przez przełożonych oraz instytucje, choćby takie jak IPN? Nawet w czasie komunistycznych procesów nie zarzucano mu nieprawdy w tej materii.

[7]. Lwów i  ZWZ.  Ze względu na ogólny brak dokumentów pisanych, można oprzeć się głównie o relacje. Są też prace naukowe, jak choćby Rafała Wnuka - „Za Pierwszego Sowieta”, wydana w 2007 roku przez PAN-ISP. Ciekawy jestem na jakiej podstawie Pan Wtyczka twierdzi, że Bolesław Nieczuja-Ostrowski „Nigdy nie był ścigany przez NKWD”. Co sugeruje oczywiście, że porucznik Ostrowski był wtyczką NKWD. Skoro podstawą naszej wiedzy są relacje członków polskiej konspiracji, które się pokrywają i świadczą o tym, że kto jak kto, ale polscy oficerowie byli szczególnie ścigani przez Sowietów, to znaczy że albo Autor listu świadomie mówi nieprawdę, albo…. że autor listu ma wiadomości z pierwszej ręki czyli z archiwum MSW w Moskwie. A tam dojście ma mało kto. Każdy historyk z IPN chciałby się tam dostać. Mogę jedynie wnioskować na podstawie pewności w wygłaszaniu tego sądu, że Pan Wtyczka bardzo dobrze, wręcz zawodowo zna te dokumenty.

[8]. Linki. Czy autor beletrystyki musi podawać bibliografię? Dokumentację swojej pracy? Czy autorzy wspomnień tak postępują? Czy biografie lub autobiografie muszą posiadać odnośniki, etc?

Auto listu obraża się na słowo „linki” ale sam nie chce podać własnych źródeł informacji.  Jerzy Wołodyjowski to postać historyczna. Ale czy Sienkiewicz podawał bibliografię?

Moje przygotowanie do pisania beletrystki bardzo mocno opartej na historii ocenicie Państwo sami.

A teraz odnośnie bzdur w tekście

Str 13 foto - odsyłam do fotografii nr 1 w tekście.

Str 14 - skąd ta wiedza Autora listu?

Str 47. I tu chyba punkt dla Autora listów. Na zmodyfikowanej podstawie ckm Maxim 08 jest podobny do niego ckm Browning. Błąd wziął się z faktu, że ze względu na jakość oryginalnego zdjęcia musiałem dać inne, także z ckm, dość podobne.  Zdjęcia w większości są pozowane, bo takimi dysponuję. Takie ocaliła moja Babcia w czasie ucieczki z Różana.  Fotografie przedstawiających walczących w 1939 żołnierzy polskich są naprawdę unikatami i wiele bym dał za posiadanie choć jednego takiego.

Str 55. Nazwisko majora Fanslau/Fanzlau/Fenzlau. Spotkałem się różna pisownią tego nazwiska i przyjąłem jedną z wersji.

Str 57. Na jakiej podstawie Autor listu twierdzi, że to 5 pułk strzelców podhalańskich? Zdjęcie przedstawia powrót z manewrów i jest opisane jako 1937 rok. Zostało zrobione albo w Różanie albo w Zambrowie, ze wskazaniem na to pierwsze miejsce.

Str 69. Niewiele Autor listu wie o garnizonie Różan i rozlokowaniu osiedla oficerskiego. Proponuję popytać w Stowarzyszeniu Różan. A to co pisze o żonie porucznika można grzecznie nazwać brakiem taktu.

Str 78. Ciekawe skąd Autor ma wiedzę o sierżancie Morawskim? Znowu jakieś tajne źródło, którego nie ujawni? Jakub Morawski był człowiekiem z krwi i kości. A poza wszystkim, zawsze mogłem stworzyć postać fikcyjną…

Str 123. Przecież nie twierdziłem, że w Różanie były jakieś kursy kapitańskie.

Str 127. Niech Autor listu sięgnie do pracy Pana Olbrysia.

Str 161. Bzdura? No, ale jak ma się owe tajemnicze źródła wiedzy….

Str 180. - jw.

Str 185 foto . Niech Autor listu popatrzy na zdjęcie numer 3 z czasów służby w Zambrowie/Różanie.

Str 205 foto.  Jw. - na czapce. A poza tym mam oryginał znacznie lepszej jakości.

Str 211. Zapewne znowu owo tajemnicze źródło wiedzy, którym autor listu nie chce się dzielić. A szkoda, bo historycy byliby za nie wdzięczni. Ale ja odwołam się do Olbrysia, skoro już go cytowałem.

Str 281. Czy Niemcy mieli samoloty bombowe Henschel? Pewno nie, ale ja nie pisałem o bombowych Henschlach. Ale jeżeli Autor listu odważy się otworzyć ponownie „Poruczników” na stronie 297, to może jakąś wskazówkę w mojej nienaukowej pracy znajdzie. A poza tym, proponuję zerknąć do Olbrysia.

Str 307. Ta wiedza wchodzi już w sferę prywatną. Czyżby Autor listu miał jakieś wtyczki w tajnych służbach? Więc skan listu pisanego do znajomych w Niemczech po niemiecku przez Dziadka chyba nie będzie dowodem. A zresztą, to strefa prywatna.

Str 314. Rzeki Orz nie było i nie ma. Tak jak nie było PORUCZNIKA OSTROWSKIEGO i jego szlaku bojowego.

Za gratulacje dziękuję, ale zmarłemu Dziadkowi trudno będzie je przekazać.

[9]. Faktycznie, na fotografiach nie ma wyższych oficerów z Różana. W mundurach. Ale może Autor listu rozpozna kogoś z tych, którzy pojawiają się na kartach książki. Będę wdzięczny za zdjęcie panów: Rzedzickiego, Fanslau’a, Miki i innych. A informację przekażę Stowarzyszeniu Różan.

Dziwne także, że nie zachowały się imiona żon. Tak jak nie zachowała się dokumentacja Ośrodka w Różanie, dokumentacja 41 DP, pułków, itp. Wynikało to zapewne z niedbalstwa lub głupoty oficerów, którzy albo spalili to co mogli, albo gdzieś porzucili by zostało zniszczone lub wpadło w łapy okupanta. I dali się zabić nie zostawiając relacji, lub ukrywali wiedzę będąc „wrogami ludu” po wojnie. I dotyczy to także innych jednostek Wojska Polskiego, które nie przechowały dokumentacji, nie robiły zdjęć i nie pisały memuarów.

[10]. Każda z granic sowieckich, zwłaszcza ta na „oswobodzonych” terytoriach była granicą przyjaźni, gdzie nie było drutów, zwyczajowych pól minowych i wartowników z psami.

Zatem  granica z Finlandią po Wojnie Zimowej, dawna granica litewsko- niemiecka były oczywiście „wirtualne”. Zresztą Mur Berliński zbudowany przez sojusznika ZSRR był także mirażem. A więc każdy mógł prawie bez przeszkód podróżować między GG i terenami Zachodniej Białorusi lub Ukrainy.  Przyznam, że o tym nie wiedziałem, więc dziękuję za informacje.

[11]. Tu nie rozumiem logiki Autora listu. Bo gdyby podał źródła swojej wiedzy to zapewne kolejny tom beletryzowanej biografii mojego Dziadka pozbawiony byłby sporej części błędów i fałszerstw. I dlatego, jako „cwaniak” będę nadal łgał w żywe oczy.

 

Komentarze  

 
0 #1 Bramka 2012-01-10 21:00
Tomku, przecież wszyscy już wiedzą, że jesteś agentem wpływu KGB i dlatego piszesz dezinformacyjną literaturę, ale nikt dotąd nie odważył się Ciebie zdemaskować, bo masz plecy w Moskwie. Jeśli więc w przyszły weekend niechcący wykopiemy w Bażantarnii coś, co będzie trzeba oddać koronerowi, będzie to dla nas oczywiste, iż wykopany NN był właśnie Panem Wtyczką ;) A tak na serio- ten list jest "wybitny"...
Zacytuj
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 36 gości 

Site Language


Strona główna Nowiny Zdemaskowany przez pana Wtyczkę