Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Kategoria - przegląd Bolszewicy dostają baty, ale do końca wojny daleko. Piotr Langenfeld po raz trzeci.

Bolszewicy dostają baty, ale do końca wojny daleko. Piotr Langenfeld po raz trzeci.

Email Drukuj PDF

To już trzecia  z rzędu książka autora z Trójmiasta i mistrza war-fiction, którą „duszkiem” przeczytałem. Tym razem jest to trzeci tom z serii „Czerwona ofensywa” pod tytułem „Plan Andersa”, który powinien serię kończyć. Przynajmniej tak myślałem biorąc książkę do ręki.

 

400 stron bitego druku zasysa czytelnika – miłośnika literatury wojennej i nie puszcza aż do ostatniej kartki. W poprzednich częściach sowieckie fronty, realizując opracowany przez generała Puganowa błyskotliwy plan, uderzają niespodziewanie na wciąż świętujące majowe zwycięstwo 1945 roku wojska alianckie. Anglicy i Amerykanie dostają solidne baty i w popłochu wycofują się. Odpór zaczynają dawać zbuntowane oddziały 2 Armii Ludowego Wojska Polskiego i szybko przerzucani z Włoch żołnierze Generała Władysława Andersa. Jedynie ten ostatni i sławny George Patton mają ikrę i starają się zatrzymać komunistów. Obie strony nie przebierają w środkach, trup ścieli się gęsto. Polscy oficerowie: Węgliński, Różański, Amerykanin Walker muszą nie tylko dokonywać bohaterskich czynów ale dowodzić i wyprowadzać swoich ludzi z opresji.

W „Planie Andersa” alianci zatrzymują sowieciarzy w Czechach i południowych Niemczech, ale na zachodzie sowieckie kolumny prą na Paryż. Bolszewicka propaganda podsyca w Wielkiej Brytanii i USA nastroje antywojenne umiejętnie ogłupiając ludzi. Śledząc akcję, z pola walki przenosimy się do obozów szkoleniowych, do gabinetów polityków, na meksykańską pustynię czy słynną daczę w Kuncewie. Anders ma pomysł jak zatrzymać sowietów, Patton pomaga mu przekonać najwyższych rangą polityków i plan zostaje wdrożony. Zlepione z weteranów doborowe jednostki uderzają z powietrza najpierw na Borholm, potem na Pomorze. Cios z południa idzie przez Czechy na Śląsk. Sowieci rzucają się do krwawych kontrataków, a pola i góry spływają strumieniami krwi. Jest dobrze i… koniec.

Piotr Langenfeld, jak już wcześniej podkreślałem, naprawdę nieźle zna sprzęt i realia bojowe. Postacie są wiarygodne, opisy precyzyjne ale bez dłużyzn, dialogi wojskowe ale bez przesadnego rzucania mięsem. Ale niestety - powieść nie kończy się, lub inaczej  - kończy się wielkimi niedopowiedzeniami.

Pytałem autora o ciąg dalszy. I tutaj należy przekierować pytanie do wydawcy, czyli WarBook, aby wesprzeć autora w pracy ku chwale oręża polskiego.

Książki Piotra Langenfelda są w obecnej sytuacji politycznej podwójnie wartościowe. Przypominają nasze cierpienia przy okazji kolejnych „wyzwalań” Polski oraz  wskazują, że Sowietów nie trzeba się bać ( jak czyni to zdecydowana większość naszych tzw elit) tylko być gotowym, by mocno i zdecydowanie walnąć między oczy. A poza wszystkim, to naprawdę świetna literatura.

 

I ciekawostka - zdjęcie książki wykonał sam autor.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 52 gości 

Site Language


Strona główna Kategoria - przegląd Bolszewicy dostają baty, ale do końca wojny daleko. Piotr Langenfeld po raz trzeci.