Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Kategoria - przegląd Początek trylogii – początek pisarskiej kariery. Marek Orłowski przenosi czytelnika do Ziemi Świętej.

Początek trylogii – początek pisarskiej kariery. Marek Orłowski przenosi czytelnika do Ziemi Świętej.

Email Drukuj PDF

Moi wydawcy anonsowali tę książkę już dość dawno temu. „Miecz Salomona” jest pierwszą częścią trylogii „Samotny Krzyżowiec” i jest debiutem autora w wieku podobnym do mojego. Co więcej, książka została napisana w trakcie  przewlekłej choroby, a więc w czasie, gdy uczucia stają się głębsze a zmysły wrażliwsze.

 

Uzbrojony w tę wiedzę otworzyłem książkę. Plus - ładna grafika. Przenosimy się od razu 3000 lat w przeszłość, w czasy Króla Salomona, kiedy to  z kosmicznej skały kowal kuje mistyczny miecz. Miecz, który staje się przekleństwem. Pomysł fajny ale czyta się… trochę szorstko? Tak jak początek mojego „Elbinga”. Później narracja i dialogi robią się coraz smuklejsze i giętkie, a bohater: czarny rycerz, czyli Roland z Montferratu, z kartek przenosi się do myśli, a następnie ożywa. Od razu  ujmuje mnie wiedza pana Marka – doskonale orientuje się w czasach krucjat, zna życie rycerza, zamku, pięknie pisze o walce. To kolejny plus dla „Samotnego krzyżowca”. Niestety, w masie książek historycznych i wojennych coraz więcej widzi się pisarskiej nonszalancji i zwykłego lenistwa przykrytych barwnym językiem. Dlatego też wiele tytułów nawet znanych pisarzy odrzucam w czasie czytania i nie trafiają na stronę internetową z moją rekomendacją.

W powieści walka przeplata się z dyplomacją, wędrówki ze spiskami, honor z zaprzaństwem. Wątek początkowo prosty jak miecz zaczyna wić się jak saraceńska szabla by… - to trzeba przeczytać.

Marek Orłowski wszedł na drogę przetartą przez jedną z nielicznych kobiet, których pisanie mnie ujęło: Zofię Kossak. Jej „Krzyżowców” czytam co dwa, trzy lata wciąż zachwycając się językiem i narracją i kreacją bohaterów. Książka pana Orłowskiego na pewno nie jest tak plastyczna w warstwie językowej, za to jego Roland jest naszym sąsiadem z szyku, kompanem na wyprawie, po prostu wchodzimy w jego skórę. Rycerz tak myślał i tak działał nie bawiąc się w opisywanie dupereli i strzępienie języka.

ERICA przygotowuje drugi tom przygód Rolanda z Montferratu. Tom pierwszy był jak ostra zupa, czy księga druga będzie pieczenią mistrza? Mnie już ślinka cieknie na myśl o tym, co pojawi się już niedługo. A tym, którzy nie czytali, radzę szybko sięgnąć po „Miecz Salomona”.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Kategoria - przegląd Początek trylogii – początek pisarskiej kariery. Marek Orłowski przenosi czytelnika do Ziemi Świętej.