Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski Bitwa o Różan. Praca licencjacka pana Roberta Olbrysia.

Bitwa o Różan. Praca licencjacka pana Roberta Olbrysia.

Różan w wojnie obronnej 1939 r.
PRZEDMOŚCIE RÓŻAŃSKIE W PLANACH OBRONY PÓŁNOCNEGO MAZOWSZA
Opracowanie niniejsze stanowi fragment pracy licencjackiej Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. napisanej w WSH w Pułtusku pod kierunkiem prof. dr hab. Jeremy Maciszewskiego.

 

WSTĘP

Wrzesień 1939 roku był momentem przełomowym w dziejach II Rzeczypospolitej. Przegrana wojna obronna uwidoczniła przestarzałość armii polskiej wobec nowoczesnego uzbrojenia oraz taktyki wojennej Niemiec. Historycy września w swych opracowaniach starają się przybliżyć przebieg oraz przyczyny klęski. Poddają kompanię wrześniową krytyce obarczając za błędy głównie dowódców wyższego szczebla oraz Naczelnego Wodza. Do głównych krytyków należy Marian Porwit, który w swej pracy "Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939 roku" poddaje wnikliwej analizie przebieg walk. Niemniej jednak w przeciwieństwie do postawy niektórych dowódców na uznanie zasłużył prosty żołnierz, który niejednokrotnie przeciw dobrze uzbrojonym żołnierzom Wehrmachtu mógł przeciwstawić jedynie swą determinację i poświęcenie. Jednakże na nic zda się bohaterstwo, jeśli prócz przewagi wroga ma się przeciwko sobie błędy własnych dowódców. Do jednego z epizodów września 1939 roku, gdzie żołnierz w wyniku błędów przełożonych ponosił klęski zaliczają się walki o przedmoście Różana. Opracowania traktujące o kompanii wrześniowej dość często opisują bardziej szczegółowo, bądź pobieżnie walki o ten przyczółek mostowy. Związane z nim było przełamanie obrony na barierze Narwi. 5 września po wycofaniu się armii "Modlin", której zadaniem była obrona północnego Mazowsza z pierwszej linii obrony, doszło do spotkania oddziałów 3 armii niemieckiej z wojskami 41 DP Rezerwowej wchodzącej w skład G. O "Wyszków" na barierze rzeki Narwi w rejonie Różana. Walki zakończyły się klęską wojsk polskich, niemniej jednak na uznanie zasłużyli obrońcy przedmościa dzielnie stawiający opór przeważającym siłom wroga.

PRZEDMOŚCIE RÓŻAŃSKIE W PLANACH OBRONY PÓŁNOCNEGO MAZOWSZA

Przedmoście różańskie obejmowało leżące na prawym brzegu Narwi miasto Różan oraz przyległe do niego pobliskie miejscowości. Obszar ten wchodził w pas operacyjny armii "Modlin", której zadaniem była obrona północnego Mazowsza oraz osłona Warszawy od północy. Przedmoście obsadzało jednostki wydzielone ze składu 41 Rezerwowej Dywizji Piechoty należącej do Grupy Operacyjnej "Wyszków" bezpośrednio podporządkowanej początkowo Naczelnemu Wodzowi i mającej po upływie pewnego czasu działać na korzyść armii "Modlin", lub w jej składzie.

Przez obszar górnego Mazowsza wiodła najkrótsza droga do stolicy państwa polskiego i w wypadku realizacji działań zaczepnych Wehrmachtu z Prus Wschodnich rejon ten stawał się jednym z głównych bastionów frontu północnego. Jego walory obronne podnosiło istnienie w południowej części naturalnej linii obronnej biegnącej wzdłuż rzek Wisły i Narwi, które łączą się w rejonie ufortyfikowanego Modlina tworzyły tu słynne trójkąt strategiczny. Bariera tych rzek stanowiła niejako przez wieki polskie linię oporu, które ubezpieczał już Napoleon, a po nim Rosja budując w miejscach ważnych przejść przez rzekę twierdzę i umocowania (Różan, Pułtusk, Serock, Zegrze, Modlin)1.

"Mazowsze północne wchodzi w skład Niziny Mazowieckiej i jest terenem równinnym. Od południowego zachodu dochodzi do Wisły i jest przecięte doliną Narwi i jej dopływów. W skład rejonu północno-mazowieckiego wchodzą Wysoczyzna Płocka, Ciechanowska oraz Wzniesienie Mławskie, ponadto Kotlina Biebrzańska, Równina Kurpiowska i część Międzyrzecza Łomżyńskiego.

Na przestrzeni od Łomży do ujścia koło Nowego Dworu, dno doliny Narwi tworzy podmokłe łąki. Krawędzie doliny były tu wyraźnie oznaczone, przy czym lewa była na ogół wyższa. Tylko na niektórych odcinkach np. w rejonie Różana i Pułtuska prawa krawędź była wyższa od lewej osiągając wysokość 20-30 m n.p.m. Od północnego zachodu z Narwią łączą się doliny rzek: Orzyc, Omulwi, Rozogi, Szkwy i Pisy, a od południowego wschodu Róża i Orzy. Doliny prawych dopływów miały 1,5-3,5 km szerokości, dna torfiaste lub zabagnione pokryte kępami traw i krzewów. Na piaszczystych wydmach rozciąga się Puszcza Myszyniecka, Kurpiowska oraz duży kompleks lasów, ciągnący się po obu stronach Narwi. Powyżej Pułtuska znajdowały się dogodne przeprawy, a rzeka płynęła w licznych i ostrych zakrętach, poniżej zaś miasta w łagodnych. Łożysko rzeki było tam zdziczałe i zapiaszczone o szerokości 150-200 m. Długość Narwi płynącej przez północne Mazowsze wynosi 163 km"2.

Analizując obszar północnego Mazowsza można dojść do wniosku, że główną naturalną przeszkodą są rzeki. O ile Wzniesienie Mławskie, Wysoczyzna Ciechanowska i Płocka stanowiły na ogół dogodny rejon do prowadzenia działań zbrojnych na dużą skalę to Narew w przedłużeniu z Bugiem i Wisłą, przy odpowiednio zorganizowanej obronie skutecznie mogły zabezpieczyć Warszawę od północy. W tym celu należało zwrócić szczególną uwagę na przeprawy rzeczne3.

Do mostów mających wówczas strategiczne znaczenie, a leżących w pasie obronnym armii "Modlin" na barierze wielkich rzek należały: mosty kołowe na Narwi w Różanie, Pułtusku, Serocku, i Zegrzu. Mosty na Wiśle to: most kolejowy i kołowy w Modlinie. Ponadto w czerwcu 1939 roku saperzy zbudowali dla celów czysto wojskowych most pontonowy o nośności 16 ton, łączący Utratę (zachodni skraj twierdzy Modlin) z Kazuniem. Dalej na zachód w dół biegu rzeki most kołowy w Wyszogrodzie oraz kolejowy i kołowy w Płocku4.

Ta niewielka liczba przepraw rzecznych miała istotne znaczenie nie tylko dla obrońców, również i dla strony atakującej. Prócz zorganizowania w oparciu o nie (strona polska) skutecznej obrony, można było wyprowadzić z nich przeciwuderzenie na skrzydło przeciwnika odciążając siły główne, lub starać się odzyskać utracony obszar. Przydatne do tego celu mogły okazać się przedmościa Pułtuska, Różana oraz Ostrołęki5. Z Prus Wschodnich Niemcy nie mogli maszerować najkrótszą drogą przez Mławę-Ciechanów-Modlin na Warszawę, dopóki na przedmościach nad dolną Narwią stały znaczne siły polskie zagrażające ze skrzydła6. Natomiast strona przeciwna, atakująca zdobywając przytułek mostowy mogła wedrzeć się w głąb obszaru bronionego i zagrozić tyłom obrońców. Umożliwiło by to nieprzyjacielowi przełamanie bariery rzecznej oraz wykonanie manewru oskrzydlającego oddziały polskie wraz ze stolicą.

Reasumując, przedmieściom na barierze rzek Wisły, Bugu, a w szczególności Narwi, należało poświęcić więcej uwagi niż to miało miejsce podczas planowania obrony jak i późniejszych działań wojennych.

Realizując obronę oparto się na planie operacyjnym "Zachód" z 1939 roku, według którego ofensywa przeciw Polsce zostanie wykonana przez cztery wielkie związki operacyjne na czterech głównych kierunkach. Marszałek Rydz-Śmigły zakładał, że jedno z czterech wielkich uderzeń zostanie wyprowadzone z terenu Prus Wschodnich z głównym wysiłkiem na Modlin-Warszawę i ew. pomocniczym na Toruń. By skutecznie przeciwstawić się temu uderzeniu wytypowano następujące jednostki:

- Samodzielną Grupę Operacyjną "Narew" dowodzoną przez generała brygady Czesława Młota-Fijałkowskiego,

- Armię "Modlin" pod rozkazami generała brygady Emila Przedrzymirskiego-Krukowicza,

- Grupę Operacyjną "Wyszków", której dowództwo już w toku działań powierzono generałowi brygady Wincentemu Kowalskiemu, dowódcy I Dywizji Piechoty Legionów7.

Z trzech wymienionych związków operacyjnych zasadniczą rolę wyznaczono armii "Modlin". Miała ona przeciwstawić się głównemu natarciu z Prus Wschodnich, stanowiąc tym samym oparcie dla całego północnego frontu. W skład armii wchodziły obok oddziałów wzmocnienia: 2 dywizje piechoty 20 i 8 oraz 2 brygady kawalerii - Mazowiecka i Nowogródzka (z mobilizacji niejawnej). Prócz wyżej wymienionych jednostek w pas działań weszły przedmieścia Różan, Pułtusk, Zegrze, Modlin, Płock. Dwa pierwsze przeszły faktycznie pod rozkazy dowódcy G.O. "Wyszków" gen. Wincentego Kowalskiego. Wiązało się to ściśle z zadaniem jakie im wyznaczono8.

Plan zaangażowania odwodu Naczelnego Wodza nie zachował się na piśmie, być może go nie było skoro o stanie oraz zachowaniach G.O "Wyszków" gen. Przedrzymirski informowany był ustnie przez GISZ pod koniec sierpnia9.

Odwód w ostatecznej wersji miał składać się z DP Legionów (z mobilizacji niejawnej), 41 DP Rezerwowej (z mobilizacji mieszanej) oraz powiększonej w sierpniu o 35 DP (z mobilizacji powszechnej)10. Jeśli chodzi o współdziałanie z armią "Modlin" to grupa ta miała przejść pod rozkazy gen. Przedrzymirskiego z chwilą rozpoznania głównego kierunku uderzenia nieprzyjaciela z Prus Wschodnich i koniecznością opuszczenia przez armię "Modlin" wysuniętej pozycji mławskiej. Ewentualny plan użycia przewidywał, że w wypadku wyraźnego uderzenia sił Wehrmachtu na kierunku południowym Ciechanów-Modlin-Warszawa, odwód "Wyszków" rozmieszczony na lewym brzegu Narwi między Pułtuskiem, Wyszkowem, a Goworowem i Ostrowią Mazowiecką, uderzy z przedmości Różana i Pułtuska na ogólnym kierunku, na południe od Ciechanowa. A więc w prawe skrzydło 3 armii. Uderzenie to miało zapewnić wielkim jednostkom czas na uporządkowanie się. Drugi wariant, wschodni przewidywał użycie odwodu jako osłony dolnego biegu Narwi w wypadku ew. uderzenia na kierunku Ciechanów - Różan, bądź Ciechanów - Pułtusk. Obrona wówczas miała oprzeć się o te przedmościa. Armia "Modlin" miała zaś wykonać przeciwnatarcie wychodząc z Zegrza, Modlina i Wyszogrodu uderzając w skrzydło przeciwnika11. Należy jednak podkreślić, że plany życia G. O "Wyszków" były tylko rozważane w Sztabie Głównym i w armii "Modlin".

Zadania jakie otrzymał gen. Przedrzymirski od Naczelnego Wodza 25 marca 1939 r., których zasady nie ulegają zmianie do wybuchu wojny brzmiały następująco:

1. Osłonić kierunki na Warszawą i Płock,

2. Rozpoznać siły nieprzyjaciela, działające na obu kierunkach opóźniając je, wycofując się ostatecznie na linię Wisła-Narew. Tej linii bronić utrzymując w swym ręku wyjścia na północny brzeg w Modlinie i Narwi w Pułtusku.

Wskazówki wykonawcze podkreślały, że:

1. Osłona na kierunku Warszawa jest głównym zadaniem armii. W związku z tym trzymać gros (2 dp plus bk) na kierunku ogólnym Mława-Warszawa, jedną brygadę na kierunku Płock.

2. Celem uzyskania przestrzeni: wysunąć ugrupowania armii "Modlin" jak najdalej do przodu, trzymać jednakże obie dywizje piechoty razem, aby nie uległy oddzielnemu pobiciu.

3. W rejonie Wyszków-Goworowo w dyspozycji Naczelnego Wodza grupa 2 dywizji piechoty, przewidziana do użycia w ramach armii.

Sąsiedzi:

1. Grupa "Narwi" osłania wschodnie skrzydła armii "Modlin" mając swoje gros w rejonie Łomża-Zambrów.

2. Armia "Pomorze" osłania kierunek na Toruń i Włocławek, i przeciwstawia się nieprzyjacielowi działającemu z Prus Wschodnich.

Plan obrony tego obszaru opracowany przez sztab armii "Modlin" sprawdził się co do następujących założeń:

1. Wykonując główne zadania osłony Warszawy z kierunku północnego Mazowsza, trzymać siły główne armii w rejonie Mławy (2 dywizje piechoty i 1 brygadę kawalerii). W oparciu o linię kolejową Warszawa-Nasielsk-Ciechanów-Mława-Działdowo oraz szosę Olsztyn-Nidzica-Mlawa-Płońsk-Modlin przez jedną brygadę kawalerii, ukierunkowaną z pasa granicznego na Sierpc i Płock.

2. Pozycję dla sił polskich wybrano w pobliżu granicy państwowej z wyraźnym celem uzyskania przestrzeni. Główny pas taktyczny armii "Modlin" został oparty o:

a) linię rzeki Ulatówka (powiat przasnyski),

b) lasy i wzgórza na jej zapleczu zamykając kierunek Szczytno-Wielbark-Chorzele-Przasnysz-Pułtusk-Serock oraz Przasnysz-Maków Mazowiecki-Różan,

c) pozycje oparte o miejscowości Rudno-Szumsk-Kitki zamykają kierunek z poligonu Muszaki na Jonowo nad Orzycem, Dzierzgowo-Grudusk-Ciechanów-Nasielsk-Modlin lub Ciechanów-Pułtusk,

d) pozycje, które wyznaczały miejscowości Windyki-Uniszki Zawadzkie- Mława-Krępa-Turza Mała, zamykały kierunki Nidzica-Mława i Działdowo-Mlawa. Pozycji tych miały bronić siły główne armii "Modlin",

e) ostatnią pozycję wzdłuż granicy wyznaczały: rzeka Działdówka wraz z Działdowem, Lidzbark z rzeką Brynicą do ujścia Drwęcy. Zamykała ona kierunki prowadzące w głąb Mazowsza z Działdowem do Mławy, oraz z Lidzbarka przez Żuromin i Sierpc do Płocka.

3. W rejonie Wyszkowa i Goworowa miały być skoncentrowane 2 dywizje piechoty, stanowiące odwód Naczelnego Wodza, przewidziane jednak do użycia na korzyść armii "Modlin".

4. Zakładano, że jeżeli nieprzyjaciel będzie nacierał w kierunku południowym, to zasadnicze siły armii "Modlin" powstrzymają go na linii Wisty i Narwi, a "Wyszków" uderzy w sprzyjającym momencie na jego wschodnie skrzydło. W przypadku gdyby nieprzyjaciel zwrócił się głównymi siłami na wschód lub południowy wschód, wtedy linia Narwi będzie broniona przez G.O. "Wyszków", a od strony Modlina wyjdzie przeciwnatarcie sił głównych armii "Modlin" na południowe skrzydło nieprzyjaciela. Z tych przyczyn musiano poświęcić dużo uwagi odpowiedniemu przygotowaniu przedmości w Różanie, Pułtusku, Modlinie oraz w Płocku, z których to mogły być wyprowadzone polskie przeciwnatarcie w tym obszarze12.

Zadania jakie wytyczono armii "Modlin" okazują się być więcej niż trudne. W dużym stopniu realizację planu obrony ograniczała dysproporcja sił. Armia "Modlin" powołana 25 marca 1939 roku pod kryptonimem "Kierownictwo Ćwiczeń Warszawa" liczyła zaledwie 45 tysięcy żołnierzy. Przeciwniczka 3 armia polowa z Grupy Armii "Północ" zgrupowana w Prusach Wschodnich doprowadzona przez gen. art. Georga von Kuchlera liczyła 360 tysięcy wojska. Grupa uderzeniowa l fali tejże armii liczyła 98 tysięcy żołnierzy. Ponadto przewaga nieprzyjaciela była spotęgowana posiadaniem dywizji pancernej "Kempf" dowodzonej przez gen. mjr. Wemera Kempfa oraz lotnictwem liczącym około 200 samolotów. Tenże rodzaj broni w zgrupowaniu armii "Modlin" reprezentowany był symbolicznie. Stosunek sił obu stron z dnia 31 sierpnia przedstawiał się co najmniej dwukrotnie na korzyść 3 armii13.

Groźne dla polskich jednostek mogły okazać się zadania wytyczone armii gen. Kuchlera. Trzecia armia 8 dywizji piechoty 3 brygady piechoty, I dywizja pancerna i I brygada kawalerii wychodząc z Prus Wschodnich miała głównymi siłami przełamać umocnienia nadgraniczne w rejonie Mławy, po czym zwrócić się na ogólnym kierunku na wschód od Warszawy. Działając poprzez przeprawę na dolnej Narwi i Bugu nawiązać łączność z 10 armią ze składu Grupy Armii "Południe" i odciąć Warszawę od wschodu. Późniejszy etap działań przewidywał natarcie na kierunku Łomża-Białystok-Brześć dla głębokiego oskrzydlenia sił polskich na wschód od Narwi i Wisły. Wykonanie zadania umożliwiałoby osaczenie sił na zachód od tej linii, a więc armii: "Pomorze", "Poznań", "Łódź", "Prusy" i nie wypuszczenie ich na wschód poza barierę rzek14. Należy jednak podkreślić, że decyzje sztabu niemieckiego zakładające atak tylko siłami 3 armii nie były pozbawione ryzyka. W wypadku wyprowadzenia silnego przeciwnatarcia z przyczółka Różana 3 armia mogła nie wykonać swoich zadań, gdyż ugrupowanie było mocne i silne tylko w pierwszym rzucie15.

Plany obronne opracowane przez sztab armii "Modlin", wyznaczały przedmościu Różana dwie zasadnicze funkcje: bronić i zabezpieczyć przeprawę na odcinku dolnej Narwi oraz stanowić wraz z przedmościem pułtuskim bazę wypadową dla G.O. "Wyszków". Niemniej jednak stopień przygotowania przedmościa do tych celów wykluczał w dużym stopniu o ile nie obie to zapewne pierwszą rolę. Obrony przeprawy rzecznej.

1. Jaruga T., 1978: "Armia Modlin 1939", s.12,

2. Juszkiewicz R., 1992: "Walki o przedmościa Różan, Pułtusk, Płock 1939", s.8,

3. Jaruga T., 1978: "Armia Modlin 1939", s.13-15,

4. Juszkiewicz R., 1992: "Walki o przedmościa Różan, Pułtusk, Płock 1939", s.10,

5. [Przedmoście Ostrołęki w 1939 roku wchodziło w pas operacyjny SGO "Narew"],

6. Głowacki L., 1985: "Obrona Warszawy i Modlina na tle kampanii wrześniowej 1939", s.9,

7. [GO "Wyszków" miał dowodzić gen. bryg. S. Skwarczyński jednak nie zdążył przybyć z Pomorza, dlatego GISZ wyznaczył gen. Kowalskiego na dowódcę I DP Legionów],

8. Prowit M., 1983: "Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939 r.", Tom I, s.78-87,

9. Jaruga T., 1978: "Armia Modlin 1939", s.49,

10. Jaruga T., 1990: "Obrona Polski 1939 r.", s.191, Prowit M., op. cit., s.89,

11. Rzepniewski A., 1989: "Ziemie Nadnarwiańskie w planach operacyjnych Polski i Niewmiec w 1939 r., Zeszyt Naukowy III, s.100, Prowit M., op. cit., s.89, Jaruga T., 1978: "Armia Modlin 1939", s.49,

12. Polskie Siły Zbrojne na zachodzie, Tom I, Londyn 1958, s.285,

13. Juszkiewicz R., 1979: "Bitwa pod Mławą 1939 r.", s.33-35,

14. Iwanowski W., 1961: "Wysiłek zbrojny narodu polskiego w czasie II wojny światowej", Tom I, s.94, Juszkiewicz R., 1979: "Bitwa pod Mławą 1939 r.", s.33-37, Rzepniewski A., op. cit., s.96,

15. Juszkiewicz R., 1979: "Bitwa pod Mławą 1939 r.", s.37.

 

Różan w wojnie obronnej 1939 r. - cz. 2
PRZYGOTOWANIA OBRONNE


Opracowanie niniejsze stanowi fragment pracy licencjackiej Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. napisanej w WSH w Pułtusku pod kierunkiem prof. dr hab. Jeremy Maciszewskiego.

 

PRZYGOTOWANIA OBRONNE

Różan w 1939 roku był gminą należącą do powiatu makowskiego. Liczył około 5 tysięcy mieszkańców. Należał do najstarszych miast na Mazowszu. Poza rynkiem i nielicznymi budynkami murowanymi posiadał zabudowę drewnianą. Najokazalszym budynkiem był kościół katolicki oraz gmach koszar na wschodnim brzegu rzeki. Rangę Różana podnosił działający tu Ośrodek Wyszkolenia Rezerwy Piechoty oraz kurs Unitarny Szkoły Podchorążych1.

Zalety obronne miasteczka podnosiło również jego usytuowanie. Różan znajduje się na wzniesieniu, co daje nie tylko daleki wgląd na dolinę Narwi, ale również na zachód, północ i południe.

Przeprawę przez rzekę zapewniał drewniany most, przez który od wschodu przechodzi szosa z Ostrowi Mazowieckiej rozgałęziając się w centrum miasta w trzech kierunkach; do Ostrołęki, Makowa Mazowieckiego i Pułtuska. Na zachodnim brzegu Narwi po obu stronach znajdują się trzy stare forty rosyjskie, broniące dostępu do przeprawy. To w oparciu o nie miała bazować obrona przedmościa2.

Prace zmierzające do przygotowania przedmości zostały rozpoczęte pod koniec marca 1939 roku. Plan zabezpieczeń przewidywał umocnienie przedmościa, obsadzenie go wojskiem, wzmocnienie odpowiednio artylerią ogólną oraz przeciwlotniczą.

W armijnym planie budowy umocnień główny wysiłek skierowano na budowę pierwszej linii obrony (rejon Mławy i Rzęgnowa) stąd też prace na przedmościu w początkowym okresie posuwały się dość wolno. Tempo przygotowań zostało przyśpieszone dopiero w sierpniu. W tym czasie stacjonujący w Różanie batalion manewrowy Ośrodka Wyszkolenia Rezerwy Piechoty, wchodzący w skład 41 DP rezerwowej , którego komendantem był pułkownik Czesław Rzedzicki niewiele zrobił w zakresie przygotowania przedmościa do obrony. Prace początkowo wykonywała 115 rezerwowa kompania saperów oraz pluton pionierów 115 pułku piechoty. Od 22 sierpnia prace prowadziła również grupa fortyfikacyjna z Modlina (5 oficerów i 45 saperów). Podobnie jak to miało miejsce w Pułtusku pracami fortyfikacyjnymi kierował inż. Dimitr Proszkowski3.

Według relacji płk Czesława Rzedzickiego: "(...) Przygotowanie obrony polegało na wykonaniu wszystkich prac ziemnych, wybudowaniu przeszkód z drutów kolczastych oraz przeszkód przeciwpancernych. Projektowana budowa sześciu schronów żelbetonowych dla CKM z wyjątkiem trzech nie została zakończona. Powodem opóźniania był brak sił fachowych i odpowiednich narzędzi w kompanii saperów, prowadzącej tę robotę. Kompania ta, zdaje się numer 62 zmobilizowana przez Ośrodek Saperów z Modlina była wyposażona w zwykły sprzęt saperski, a nie sprzęt potrzebny do robót fortyfikacyjnych, żelazno-betonowych (...)" Budowę nowych umocnień oraz przystosowanie do obrony starych rozpoczęto na początku lipca 1939 roku4.

 

Stare forty rosyjskie zmodernizowane w 1939 roku wykorzystano nieco inaczej niż podczas pierwszej wojny światowej. Wielkie kazamaty zostały wykorzystane jako schrony. Wszystkie forty (było ich trzy, fort nr I w odległości 500 m na północ od drogi do Makowa Mazowieckiego, fort nr II 600 m na południe od drogi do Pułtuska, fort nr III na południowy wschód od fortu II) miały grube ceglane mury i składały się z dwóch kondygnacji. Dolna kondygnacja była przeznaczona na składowisko amunicji. Prócz tego mieściły się tam podziemne przejścia prowadzące do innego schronu w obrębie fortu. Nie wszystkie schrony były wyposażone w tego typu tunele, połączone zostały więc rowami strzeleckimi, które były przykryte grubymi deskami mającymi chronić przed odłamkami. Górna kondygnacja była wyposażona w dwa wejścia. Znajdowały się tu izby mieszkalne, centrale łączności oraz punkty opatrunkowe. Ulokowano tu również stanowiska dowódcy batalionu i kompanii. Kondygnacja ta prócz okien wychodzących na dziedziniec fortu, posiadała otwory strzelnicze przystosowane do prowadzenia ognia zaporowego, broniącego wejścia do schronu jak i przedostania się przez fosę otaczającą cały fort. Z zewnątrz schrony wyglądały jak niewielkie wzniesienia o regularnym zarysie, dość wyraźnie odcinające się od terenu. Zakładano, że ich stropy, przysypane grubą warstwą ziemi wytrzymają uderzenia pocisków o kalibrze 155 mm. Zapewniały więc skuteczną osłonę załodze. Na szczytach fortów ulokowano stanowiska strzeleckiej broni maszynowej, armat przeciwpancernych oraz punkty obserwacyjne artylerii. Saperzy skonstruowali też pochylnie, pozwalające sprowadzać szybko do wnętrza kazamat ciężką broń w razie jej bezpośredniego zagrożenia, a później równie szybko powracać z nią na stanowisko ogniowe5. Prócz tego w obrębie fortu wybudowano bojowe schrony betonowe. Według meldunku z 16 sierpnia 1939 roku w Różanie budowano 3 obiekty, w Pułtusku 10, w Zegrzu 6, do 10 przygotowano materiały6.

Bojowe schrony betonowe, zwane przez żołnierzy bunkrami, miały stanowiska dla dwóch lub jednego ciężkiego karabinu maszynowego. Grubość ścian czołowych tych schronów wynosiła 1,20 m, a ścian bocznych i stropu l m. Wnętrze było wyposażone w mocne stoły drewniane, na których stały cekaemy. Mieściły się też tam cztery skrzynki na amunicję. Jeśli schron był na dwa cekaemy, załogę jego stanowiło czterech żołnierzy i dowódca, jeśli na jeden, dwóch żołnierzy i dowódca. Skuteczną osłonę strzelnicy stanowiły wysunięte do przodu "uszy" (występ betonowy nad okienkiem strzelnicy) pokryte stropem. Tak uformowana wnęka broniła przed bocznym ogniem z przedpola. Opisany schron nie mógł się jednak bronić sam, chociaż posiadał dwa małe otwory strzelnicze, z których można było strzelać z karabinu od tyłu oraz wyrzucać granaty. Obrona schronu musiała być zespołowa tj. wspierana przez inne schrony lub stanowiska cekaemów i artylerii. Tak więc zdobycie jednego ze schronów stwarzało poważny problem.

Schrony bojowe były niezwykle trwałe. Mogły wytrzymywać dużą liczbę wybuchów i uderzeń pocisków artylerii o kalibrze 105 mm, a pojedynczych nawet o kalibrze 155 mm. Jeden cm3 betonu wytrzymywał ciśnienie 400 kg. Były to więc doskonałe budowle, należy jednak żałować, że do wybuchu wojny wybudowano ich tak mało na przedmościu7.

Na przedmościu różańskim znajdowały się trzy tego typu obiekty. Dwa z nich umiejscowione zostały w forcie nr I. Odstrzał z nich mógł być prowadzony w kierunku północnym (pod obstrzałem z bunkru znajdowała się szosa prowadząca z Ostrołęki oraz znajdujący się przy niej cmentarz wraz z przedpolem) oraz południowym (skrzyżowanie szosy z Ostrowi Mazowieckiej i Ostrołęki wraz z przedpolem fortu nr II). Trzeci znajdował się w forcie nr II (możliwość ostrzału w kierunku zachodnim, pokrycie ogniem drogi Ostrołęka-Warszawa.

Tak przygotowane forty mogły pomieścić do kilkuset obrońców. Poza fortami murowanymi istniały w Różanie dwa duże forty ziemne po obu stronach szosy, tuż przed mostem. Nie były one wyposażone w "ciężkie" umocnienia forteczne, typu bunkry lub schrony betonowe.

Prócz wyżej wymienionych fortyfikacji w mieście znajdowały się innego rodzaju umocnienia polowe. Rowy strzeleckie i okopy o pełnym profilu ciągnęły się przez całe przedpiersie otaczając je półkolem z każdej strony do Narwi. Zasieki wysunięte nieco do przodu biegły równolegle do nich8.

Dowódcą przyczółka mostowego Różana został ppłk Czesław Rzedzicki dowódca 115 pułku piechoty, wchodzącego w skład 41 Rezerwowej Dywizji Piechoty. Dywizja ta została sformowana w końcu sierpnia 1939 roku, głównie przez Szkołę Podchorążych w Komorowie oraz Ośrodek Szkolenia Piechoty w Różanie. Dowództwo nad nią objął den. bryg. Wacław Piekarski, a ona sama została wcielona do G.O. "Wyszków". To w oparciu o nią została zorganizowana obrona przedmościa Różana oraz Narwi na linii od Kruszewa (7 km na północny wschód od Różana) do miejscowości Brzuze (10 km na południowy wschód od Różana). W skład dywizji wchodził 114 pp pod dowództwem podpułkownika Zygmunta Fili, 115 pp pod dowództwem podpułkownika Czesława Rzedzickiego, 116 pp pod dowództwem podpułkownika Mieczysława Chamerskiego, 61 pułk artylerii lekkiej pod dowództwem pułkownika Floriana Grabczyńskiego9.

115 pułk składał się jedynie z dwóch batalionów. Trzeci zmobilizowany przez 13 pp w Pułtusku nie dotarł na miejsce zgrupowania, biorąc czynny udział w obronie przedmościa pułtuskiego. Pułk piechoty podpułkownika Rzedzickiego został wysunięty na zachodnią stronę Narwi w celu zorganizowania obrony miasta w oparciu o stare fortyfikacje rosyjskie.

1 batalion 115 pp dowodzony przez mjr Karola Fanslaua mobilizował się w Różanie. W składa pułku 90% stanowili Polacy, 7% Białorusini, 2% Żydzi, 1% Niemcy. Polacy rekrutowali się głownie z województw warszawskiego i białostockiego. Oficerowie służby stałej wywodzili się głównie z batalionu manewrowego Ośrodka Wyszkolenia Rezerwy Piechoty, a oficerowie rezerwy (wśród których najwyższy procent stanowili nauczyciele) pochodzili z powiatu makowskiego i pułtuskiego. Należeli do nich m.in. podporucznicy: Stanisław Rakowski nauczyciel z Winnicy, Jan Grono z Gąsewa, Władysław Dąbrowski z Koziegłów, Ziemecki ze wsi Morgi, Antoni Wemer z pułtuskiego, Belecki z powiatu makowskiego10. Także i mieszkańcy Różana byli powoływani do wojska. W marcu kilku rezerwistów otrzymało indywidualne wezwania do stawienia się w ciągu 24 godzin w swych jednostkach wojskowych. Do końca sierpnia w ramach przeprowadzonej mobilizacji karty powołania otrzymało 60 rezerwistów11.

Oto jak pisze o ówczesnych nastrojach poborowych jeden z obrońców Różana, Wojciech Żukrowski w swoich "Dniach Klęski". "Śpieszą szosami gromady pierwszych rezerwistów, spieszyli z radością, byli trochę podpici, podśpiewywali zadzierżyście, chcieli tylko broń w rękę, hełm na czoło i można wojnę zaczynać".

Zadaniem 1 batalionu 115 pp. była obrona fortu nr I, szosy prowadzącej z Ostrołęki do Warszawy, cmentarza po jej drugiej stronie oraz udzielenie wsparcia w razie konieczności fortowi nr II. Fort I bronił północnego przedmościa. Prócz wyżej wymienionych wytycznych I kompania dowodzona przez porucznika Dionizego Wincentego Ruska otrzymała zadanie zorganizowania na północnym przedpolu placówek we wsiach Sieluń (6 km od Różana), Dyszobaba (4 km od Różana), skąd spodziewano się głównego natarcia. Obronę Sielunia przygotował I pluton kaprala pchor. Zbigniewa Szymańskiego. Pozostałe dwa plutony zalegały we wsi Dyszobaba, gdzie również miał swoje miejsce postoju dowódca kompanii. Jeden z plutonów posiadał działko przeciwpancerne. Dowódcą działań oraz celowniczym był kapral Michalak. Silną placówkę wystawiła również 2 kompania kapitana Zdzisława Uklei w miejscowości Załuzie-Szygi przy drodze z Makowa Mazowieckiego do Różana.

II batalion 115 pp zorganizował obronę fortów II i III. Jego dowódcą był mjr Andrzej Mika. Linia obrony dozorowana przez ów batalion przebiegała na południe od drogi na Maków Mazowiecki po Narew. Zadaniem obrońców fortu nr II będących pod rozkazami kapitana Jana Steczowicza była obrona szosy prowadzącej z Warszawy przez Różan do Ostrołęki oraz zachodniego przedpola. Fort nr III miał zadanie zabezpieczyć przedmoście od południa oraz udzielić ewentualnie wsparcia fortowi nr II. W oparciu o załogi tych fortów została wyznaczona placówka na wzgórzu przy szosie do Pułtuska (3 km za zachód od Różana) oraz w miejscowości Łaś12.

W skład załogi przedmościa wchodziła również I kompania cekaemów. Oto jak ppor. Jerzy Wawrzyniec przedstawił sytuację na przedmościu w swej relacji: I batalion otrzymał zadanie obrony przyczółka mostowego i m. Różan po prawej stronie rzeki. Linia stanowisk I baonu przebiegała przez m. Różan łukiem, którego oba końce opierały się o rzekę Narew i była podzielona na 5 pododcinków (dużych gniazd oporu), każdy w składzie: jeden pluton strzelecki + działko przeciwpancerne + 2CKM; w następujących rejonach: l) cmentarz katolicki nr l, 2) fort nr 2, 3) skrzyżowanie dróg z Makowa i Pułtuska, 4) fort nr 3; odwód baonu w forcie nr 4; punkt amunicyjny i opatrunkowy po lewej stronie rzeki; stanowiska baterii artylerii lekkiej działającej na korzyść baonu w rejonie koszar13.

Na wschodnim brzegu Narwi znajdowała się także 115 kompania saperów dowodzona przez mjr sap. inż. Dimitra Proszkowskiego oraz I kompania cekaemów plot. Wsparcie artyleryjskie przedmościu miał zapewnić I dywizjon 61 palu (bez dowódcy, który nie przybył z Zambrowa) oraz 3 działonowy pluton artylerii pozycyjnej pod dowództwem plutonowego pchor. Wojciecha Żukrowskiego. Stanowiska artylerii rozmieszczone były na wschodnim brzegu Narwi po obu stronach szosy z Różana do Ostrowi Mazowieckiej. Łącznie artyleria liczyła 12 dział kalibru 75 mm i 3 działa pozycyjne o kalibrze 3 cale. Załoga różańska podczas rozpoczęcia walk liczyła zaledwie 3300 żołnierzy14.



W PRZEDEDNIU WALK NA PRZEDMOŚCIU

Przebieg walk na przedmościach leżących na barierze rzek Wisły i Narwi w dużym stopniu uzależniony był od przebiegu działań militarnych, określonych przez historyków mianem bitw granicznych i odwrotowych do jednego z najbardziej tragicznych, a jednocześnie ciekawych epizodów wojny polskiej 1939 roku. Walki różańskie toczone od 5 do 7 września (wraz z pułtuskimi) należą do przełomowych wydarzeń, z którymi związane było przełamanie obrony na barierze Narwi. Decyzje podejmowane przez dowódców wielkich jednostek działających na tym obszarze, jak też dowódcy armii "Modlin" i Naczelnego Wodza do dziś zwracają uwagę historyków budząc różnorakie refleksje.

W dniu l września niemiecki I Korpus (11 i 61 dywizja piechoty, dywizja pancerna "Kempf") wchodzący w skład 3 Armii Polowej z Prus Wschodnich uderzył z rejonu Niborka na pozycje 20 DP płk Wilhelma Liszki-Lawicza rozciągającej się na długości 31 km (od Turzy Małej- Rzęgnowo-Błot Niemyje). Druga grupa uderzeniowa korpus "Wodrig" (l i 12 dywizja piechoty) przez Chorzele wykonała atak na pozycje Mazowieckiej Brygady Kawalerii pułkownika Jana Karcza, znajdującej się na północ od Przasnysza. W ciągu całego dnia l września artyleria niemiecka ostrzeliwała główną pozycję 20 DP w rejonie Mławy zmasowanym ogniem artylerii. Ogień ten okazał się mało skuteczny wobec solidnie zbudowanych tu umocnień. Straty były nieznaczne, również naloty przeprowadzone przez lotnictwo nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Natomiast artyleria 20 DP przejawiała skuteczną i energiczną działalność zadając wrogowi poważne straty. Walki jakie toczyły się na lewym skrzydle tejże dywizji dozorowanym przez Nowogródzką Brygadę Kawalerii gen. Władysława Andersa (odcinek od Lidzbarka Wolskiego do Turzy Małej) nie miał takiego natężenia jak pod Mławą. Część sił niemieckich oddziałów 217 DP została odrzucona z rejonu Działdowa11.

W dniu l września zaczęła się tworzyć G.O. "Wyszków" mająca stanowić północny odwód Naczelnego Wodza.

Na froncie SGO "Narew" l września doszło jedynie do walk o m. Myszyniec. W pobliżu rozgraniczenia z armią "Modlin". Batalion ON ze szwadronem 5 pułku ułanów wycofał się pod naporem części sił niemieckiej I Brygady Kawalerii2.

Następnego dnia nieprzyjaciel zwiększył nacisk na odcinek Mazowieckiej BK siłami 12 DP zmuszając ją do wycofania na następną pozycję obronną przebiegającą przez Przasnysz. Pozycja "mławska" przez cały dzień była bombardowana z ziemi "artylerią korpusu" oraz z powietrza. Artyleria polska natomiast oszczędzała amunicję na właściwy atak. Toteż gdy Niemcy uderzyli na wschodnie skrzydło, zostali mimo wsparcia czołgów odrzuceni. Na odcinku Nowogródzkiej BK po wycofaniu się 5 bat. strzelców z Działdowa nie doszło tego dnia do większych działań poza rozpoznaniem na przedpolu. 8 DP, która po nocnym marszu odpoczywała w rejonie m. Niedzburz, następnej nocy miała wejść w lukę jaka powstała między Mazowiecką BK, a 20 DP.

Liczono się również z możliwością wycofania 20 DP z pozycji rzęgnowskiej. Należy jednak zaznaczyć, że decyzje podjęte co do wykorzystania odwodowej 8 DP zostały wydane bez dokładnego rozpoznania. W ciągu całego dnia w sztabie armii nie posiadano dokładnych wiadomości o położeniu Mazowieckiej BK. Meldunki od niej dochodziły z opóźnieniem i nie znano aktualnej sytuacji na prawym skrzydle. Pomimo tego w dowództwie wyczuwano pogorszenie się sytuacji na tym obszarze i liczono się z możliwością użycia 8 DP3. W tym dniu Naczelne Dowództwo zawiadomiło dowódcę armii "Modlin", że wkrótce zostanie oddana mu do dyspozycji G.O. "Wyszków", w ten sposób armia miała otrzymać nowy dowód.

W nocy z 2 na 3 września 3 armia niemiecka rozpoczęła przegrupowanie. Po dwudniowych bojach granicznych armia gen. Kuchlera nie wykonała w pełni powierzonego jej zadania. Jej l Korpus zaległ pod Mławą po krwawych wyczerpujących walkach. Jedynie korpusowi "Wodrig" udało się "częściowo" przerwać obronę. W tej sytuacji gen Kuchler podjął decyzję o przegrupowaniu swych sił. Dywizja pancerna - dotychczas wspierająca częścią sił piechotę, a częścią osłaniająca jej skrzydło - została wycofana z frontu, drogą okólną przerzucona w rejon Chorzele-Myszyniec, skąd została skierowana na Przasnysz-Ciechanów. Gros sił niemieckiej armii z rejonu na pomoc od Przasnysza miał zwrócić się w kierunku południowo-wschodnim. Powyższe przegrupowanie miało na celu przesunięcie punktu ciężkości działań w kierunku wschodnim, aby obejść od tyłu umocnienia mławskie i zlikwidować ich obsadę.

W nocy 3 września po całodziennych walkach 20 DP, która przez trzy dni dzielnie stawiała opór nieprzyjacielowi otrzymała w godzinach nocnych rozkaz do opuszczenia bronionej pozycji. Tymczasem Mazowiecka BK po opuszczeniu m. Przasnysz w ciągu nocy z 3/4 września odeszła wobec naporu wroga na następną linię obrony Krzyżewo-Szczuki-Żbiki-Szwejski. Po walkach stoczonych 4 września z oddziałami 12 DP i l BK wspieranymi przez czołgi Dywizji Pancernej "Kempf, dowódca brygady płk Karcz otrzymał rozkaz opuszczenia zajmowanej pozycji i przejścia na lewy brzeg Narwi w rejonie Pułtuska, O świcie 5 września przeszła ona pod rozkazy dowódcy G.O. "Wyszków" gen. bryg. Wincentego Kowalskiego4. Również 8 DP, która miała przeprowadzić przeciwnatarcie w kierunku Przasnysza, po nieudanym ataku trwającym do zmroku wycofała się na barierę Wisły. Do nieudanego przeciwnatarcia przyczyniły się w dużym stopniu sprzeczne rozkazy w rezultacie, których dywizja czterokrotnie zmieniała już wydane zarządzenia. Na odcinku Nowogródzkiej BK panował spokój. W czasie bitwy o pozycję Mławy stała ona bezczynnie. Dopiero 4 września podjęła próbę natarcia częścią sił na kierunku wschodnim w celu osłony wycofującej się 20 D.P. W rejonie m. Petrykozy spotkała się z przeciwnatarciem zmuszającym ją do odwrotu5.

Dzień 4 września był krytycznym okresem dla oddziałów armii gen. Emila Przedrzymirskiego. Tego dnia armia "Modlin" przestała być dla sił niemieckich równorzędnym partnerem w walce. Główne jej siły (20 i 8 dywizja piechoty) były mocno nadwyrężone i wycofywały się za Wisłę, aby zorganizować się i przegrupować. W ogromnej wyrwie jaka powstała w ugrupowaniu obronnym spodziewano się w każdej chwili dywizji niemieckich. Oceniono przy tym, że główne uderzenie niemieckie pójdzie przez nie bronioną Wisłę w rejonie Modlina na Warszawę. W tej sytuacji rozpoczęto organizowanie improwizowanej obrony Wisły oraz przygotowano przeciwnatarcie G.O "Wyszków"6.

W dniu 3 września G.O "Wyszków" oddana została przez Naczelne Dowództwo do dyspozycji armii "Modlin". W nocy z 3/4 września w wyniku niekorzystnej sytuacji jaka zaistniała w zgrupowaniach armii został wysłany rozkaz do dowódcy G.O "Wyszków" gen. bryg. Kowalskiemu:

I. Grupę Pana Generała chcę użyć w całości do zwrotu zaczepnego na zachód od Narwi...

III. Zaczepny ruch Pańskiej Grupy przekroczy Narew w m. Różan i na południe po załom rzeki, po czym ogólnie przez Maków skieruje się na zachód lub południowy zachód - zależnie od aktualnego położenia wielkich jednostek opóźniających.

IV. Wobec czego Grupa "Krokodyl"7 osiągnie ze świtem 5 IX wschodni brzeg Narwi na kierunkach przewidzianych przejść przez rz. Narew. Należy zachować pełną gotowość do przejścia rz. Narwi już następnej nocy.

V. Zabezpieczyć natychmiast utrzymanie przedmości "Pułtusk" i "Różan" obsadą przewidzianą w mobilizacyjnym elaborcie obrony...8.

W związku z tym rozkazem gen. Kowalski w dniu 4 września i w nocy z 4 na 5 września podsunął w rejon na wschód i południe od Różana wszystkie oddziały, które były gotowe w G.O "Wyszków" tj. l DP Leg. zmobilizowane części 41 rezerwowej dywizji piechoty (115pp bez 3 baonu, l dywizjon 61 pułku artylerii lekkiej stanowiącego załogę m. Różan, 114 pp i 3 dywizjon 51 pułku artylerii lekkiej bez służb i taborów).

Rozkaz ten w niedługim czasie uległ modyfikacji. W związku z ogólną sytuacją postanowiono przyśpieszyć natarcie G.O "Wyszków", które miało się rozpocząć nie wieczorem 6 września jak zamierzano lecz o świcie 5-go. Z natarciem G.O "Wyszków" współdziałać miała SGO "Narew", na której odcinku nie odnotowano jak na razie większego nacisku nieprzyjaciela. W tym celu 33 DP rez. przeszła z rejonu Tamowa i w ciągu nocy przystąpiła do obsadzania linii Narwi na zachód od Lipianki i Kamionki (rejon na południe od Ostrołęki)9.

O godz. 19°° nastąpiła jednak zasadnicza zmiana decyzji. Po zapoznaniu się z meldunkiem lotniczym gen. Stachewicz zaniepokoił się wzmożonym ruchem długich kolumn nieprzyjaciela maszerujących z północy na Pułtusk. Dlatego skorygował plan użycia jednostki i zamiast przeciwuderzenia znad Narwi na Maków, ustalił dla niej nowe zadanie - obronę pozycji ryglowej nad Narwią między Pułtuskiem i Różanem. W tym celu nakazano:

1 DP przesunąć w nocy w rejon na wschód od Pułtuska w lasy od odwodu. 41 DP albo zostawić na wschód od m. Różan w lasach albo przesunąć w kierunku m. Długosiodło lub bardziej na południowy zachód, aby była bliżej 1DP. 33 DP Młota Fijałkowskiego dostanie rozkaz przesunięcia się na południe Ostrołęki, tak żeby mogła działać na kierunku Różan. W razie niemożności utrzymania mostów i pchania się (nieprzyjaciela) należy je zniszczyć10.

Los tak zrządził, że w tym czasie w sztabie armii "Modlin" zameldował się kurier Mazowieckiej BK i doręczył szefowi sztabu zdobytą pod Przasnyszem mapę sztabową 3 armii. Ustalono, że mapa przedstawia sytuację z nocy z 3 na 4 września. Opierając się o nią, pomijając treść ostatniego meldunku z rozpoznania lotniczego sygnalizującego koncentrację niemiecką na wschodnim skrzydle armii, wysunięto wniosek, że główne natarcie niemieckiej 3 armii kontynuowane będzie na Modlin i Warszawę. W rezultacie nie zmieniając treści swego rozkazu z godz. 19°° gen. Stachewicz uzupełnił go dodatkowo informacją dotyczącą zniszczenia mostów w Różanie, Pułtusku i Zegrzu11.

W dniu 5 września gdy G.O "Wyszków" wykonując rozkazy otrzymane od dowódcy armii "Modlin" dokonywała przegrupowania, kiedy l DP Legionów w marszu dziennym kierowała się do rejonu na wschód od Pułtuska, a 41 DP rez. (bez III baonu) organizowała obronę Narwi od Kruszewa


DZIEŃ 5 WRZEŚNIA

BÓJ O RÓŻAN
5 września

Wbrew przewidywaniom dowództwa polskiego Niemcy nie ścigali pobitej armii "Modlin". Ubezpieczając się od południa i południowego zachodu częścią sił w rejonie Ciechanowa i Dąbrowy, 3 armia dokonała zwrotu w kierunku południowo-wschodnim ku Narwi. Dywizja pancerna "Kempf" ześrodkowana w rejonie Przasnysza już nocą z 4 na 5 września miała przesunąć się do Krasnosielca i stąd rankiem ruszyć na Różan z zadaniem uchwycenia przez zaskoczenie mostu na Narwi. W ślad za dywizją pancerną miały postępować związki taktyczne korpusu "Wodrig" i we współdziałaniu z nią opanować lewy brzeg Narwi, a następnie rozwijać działania w kierunku Ostrowi Mazowieckiej i Broku. W skład korpusu wchodziły l DP (dow. gen. por. Joachim von Kortzfleisch), 12 DP (dow. gen. por. Ludwik von der Leyen), l BK (dow. płk Feld). Ogółem siły korpusu liczyły 49576 żołnierzy, 336 dział i moździerzy, 207 dział ppancemych oraz 120 czołgów i 92 transportery opancerzone. Natomiast 11 DP (dow. gen. mjr Max Bock) i 61 DP Rezerwowa (dow. gen. von Haenicke) wchodzące w skład l Korpusu pod dow. gen. por. Waltera Petzela miały nacierać na Pułtusk i po uchwyceniu przeprawy na Narwi dalej na Wyszków1.

Przeciw tak ogromnej sile jaką stanowił korpus "Wodrig" wraz z dywizją pancerną do obrony przedmościa Różana stanęły oddziały 41 Rezerwowej Dywizji Piechoty.

5 września ugrupowanie oddziałów 41 DP na przyczółku różańskim oraz obronie Narwi w tym rejonie było następujące:

- 2 bataliony 115 ppłk Czesława Rzedzickiego, który dowodził również przyczółkiem, obsadzały m. Różan,

- artyleria: l dywizjon 61 pal (bez dowódcy), dwie baterie na stanowisku na wschodnim brzegu Narwi w lesie przy szosie na Ostrów Mazowiecką, 3 działonowy pluton artylerii pozycyjnej zajmował również tę pozycję,

- mp. dowódcy przyczółka - koszary na zachodnim brzegu Narwi, tu także 115 kompania saperów i kompania cekaemów ptrzeciwlotniczych.

Ponadto gen. Piekarski, dow. 41 DP dla obrony odcinka Narwi od Kruszewa (7 km na północny wschód od Różana) do kolana Narwi na południe od Brzuze ugrupował resztę oddziałów 41 DP następująco:

- na północ od Różana 2 batalion kpt. Stanisława Jachnika 114 pp z 3 dywizjonem 61 pal organizował obronę odcinka Kruszewo-Chełsty, dowództwo nad odcinkiem północnym i środkowym sprawował płk. Marian Raganowicz - dowódca piechoty dywizyjnej, który w swej dyspozycji miał w odwodzie 3 batalion 114 pp, mjr Krajnika w Ludwinowie na wschodnim skraju lasu Szczawin,

- na południe od Różana do Kobylina wysunięty był I batalion mjr Emila Cimury 116 pp z czatami nad Narwią w miejscowości Dzbądz i Brzuze,

- odwody w dyspozycji: l batalion mjr Jana Świtałkowskiego 114 pp wraz z dowództwem pułku ppłk Zygmunt Fila w folwarku Czamowo, 116 pp ppłk Mieczysława Chamewskiego (bez l batalionu) oraz 3 dywizjon 51 palu na stacji kolejowej Pasieki,

- mp. kwatery sztabu 41 DP - m. Góry (15 km na południowy wschód od Różana).

Położenie sąsiadów:

- na północy - 33 DP (SGO "Narew") wysunęła 134 pp do lasu nad Narwią na zachód od Lipianki,

- na południu - 1 DP Leg. wysunęła swą kawalerię dywizyjną do Nowego Lubiela nad Narwią (około 20 km

 

na południe od Różana)2.

"Był już mrok, kiedy Pawlus przybiegł zdyszany.
Panie podchorąży, rakiety nad Sieluniem! Idą ścierwa!
Wyskoczyli za krzaków: daleko, za Narwią, powoli z nieba spływały czerwone gwiazdy i słychać było stukanie karabinowych wystrzałów, dwa razy erkaem się odezwał, jakby chłopak przebiegł ciągnąc kijem po parkanie.
-Mamy gości - zatarł ręce Górnicki - trzeba ich będzie z całego serca powitać
Dzwonił aparat telefoniczny.
- Tu "Jeż" - krzyknął Nowosad
- Tu "Jeż" - odezwał się Mulewicz - bądźcie gotowi do otwarcia ognia, gdy tylko się rozwidni. Weszliśmy w kontakt z Niemcami.
(......) Tej nocy nikt nie mógł zasnąć, kanonierzy bez rozkazu tkwili przy działach, rozmawiali półgłosem, niekiedy cichli i wsłuchiwali się, w głębokościach przewalało się mruczenie motorów. Na niebo jeszcze dwukrotnie wytrysnęły światła rakiet. Niemcy szli wszystkimi drogami, otaczali Różan"3
. Tak przedstawił sytuację w nocy 4 na 5 września jeden z obrońców Różana, Wojciech Żukrowski w swej książce "Dni klęski".

Już 4 września wieczorem uciekający cywile oraz patrole wysłane z poszczególnych placówek na dalekie rozpoznanie donosiły o zbliżaniu się do Różana od strony Makowa i Krasnosielca pancernych oddziałów nieprzyjaciela. W stronę przedmościa naciągały siły Dywizji Pancernej "Kempf" poprzedzane batalionem rozpoznawczym mjr Branda. Dywizja ta była groźnym przeciwnikiem dla 115 pp. Liczyła 7515 żołnierzy, 200 czołgów i transporterów opancerzonych, 52 działa i moździerze, 48 dział ppancemych i 12 armat przeciwlotniczych. W jej skład wchodził: 7 pułk czołgów, zmotoryzowany oddział rozpoznawczy i zmotoryzowany oddział przeciwpancerny4.

Tymczasem sztab armii "Modlin", a przede wszystkim Sztab Naczelnego Wodza zdradzał uzasadniony niepokój z powodu zaniku działań pościgowych nieprzyjaciela i jego tajemniczego zniknięcia z przedpola.

Pomimo usiłowań nie zdołano ustalić gdzie znajduje się dywizja pancerna. W rzeczywistości była ona już wtedy w rejonie Różana, lecz właśnie z tego obszaru nie było zupełnie meldunków lotniczych5. Pewnymi informacjami dysponował Sztab SGO "Narew". 4 września lotnictwo tj. grupy przeprowadziło rozpoznanie rejonu Myszyniec-Chorzele i zaobserwowało tam zgrupowanie broni pancernej. Ponadto na styku z armią "Modlin" zaobserwowano pod Różanem kolumnę czołgów na południe od Ostrołęki. Pomimo posiadania tych danych Sztab SGO "Narew" nie powiadomił o sytuacji ani Naczelnego Wodza, ani dowódcy armii "Modlin", co było karygodnym lekceważeniem reguł dowodzenia.

Podczas gdy trwały gorączkowe poszukiwania oddziałów niemieckich 5 września w godzinach rannych, rozpoczął się niemiecki atak na przedmoście.

Pierwszy kontakt z nieprzyjacielem nastąpił w m. Sieluń. Pluton kaprala pchor. Sypniewskiego ostrzelał przednią straż grupy rozpoznawczej majora Branda. Ogień był skuteczny, nieprzyjaciel nie spodziewał się zasadzki właśnie w tym miejscu - parę kilometrów od Różana. Zniszczono kilka motocykli i wóz terenowy. Po gwałtownej wymianie strzałów, nieprzyjaciel wycofał się w stronę Młynarzy. Tak kierując się zasadą terroru i zniszczenia, prócz spalenia wsi rozstrzelano ludność cywilną. Cisza pod Sieluniem trwała krótko. W kilkanaście minut po potyczce, niemiecka artyleria otworzyła ogień z rejonu Młynarzy na pozycję l plutonu oraz Różan. Nawała artyleryjska prowadzona była przez baterię haubic 105 mm trwała około 15 minut. Po jej zakończeniu do ataku przystąpiły czołgi. To natarcie również odparto m. in. dzięki celnym strzałom działonu przeciwpancernego pod dowództwem kaprala Michalaka. Został zniszczony jeden czołg. Podczas odparcia ataku na placówkę w Sieluniu wzięła również udział artyleria przedmościa, jednakże ku zdziwieniu żołnierzy wkrótce umilkła. Po odparciu tego atakul pluton wycofał się do wsi Dyszobaba. Również i następna przeszkoda na drodze do Różana została zaatakowana bronią pancerną. Po wstępnym ostrzale artylerii, od którego cała wieś stanęła w płomieniach oraz nalocie bombowym prowadzonym przez sześć bombowców typu He-111 rozpoczął się atak wozów pancernych wspieranych piechotą. Mimo, iż nieprzyjacielska piechota była skutecznie ostrzeliwana, kompanii porucznika Ruska groziła zagłada -nieprzyjaciel był zbyt silny. Została ona ocalona przez fort nr I, który ostrzelał nieprzyjaciela umożliwiając ewakuację kompanii. Na polu walki prócz żołnierzy niemieckich pozostały dwa niemieckie czołgi, z czego jeden został zniszczony przez człowieka, który rzucił w jego stronę naczynie z benzyną.

Również żołnierze placówek znajdujących się w miejscowości Załuzie przy szosie ostrołęckiej stoczyli krótki bój i odskoczyli od swych kompanii w fortach6.

Dowódca przedmościa różańskiego, pułkownik Czesław Rzedzicki relacjonował: O świcie 5 września, szosą Krasnosielc-Sieluń-Różan pojawiła się na przedmościu Różan 7 brygada pancerna, w sile 60 czołgów różnych typów i około baonu piechoty. Przy poparciu dyonu artylerii kalibru około 100 m/m i baterii około 155 m/m 7 brygada pancerna prowadziła cały dzień natarcie bezskutecznie, nigdzie nie przekraczając drutów kolczastych7.

Należy dodać, że informacje jakimi dysponował płk Rzedzicki były niezbyt ścisłe, a siły wroga dużo potężniejsze. O tragizmie sytuacji obrońców świadczyło m. in. to, iż nie zdawali sobie w pełni sprawy z zagrożenia. W sztabie Naczelnego Wodza zakładano, że na Różan naciera baon wsparty dyonem artylerii. Zidentyfikowano 3 pułk kawalerii z l brygady kawalerii. Prawdopodobnie taki wniosek został wyciągnięty z meldunku jaki przesłał dowódca SGO "Narew" o godzinie 9°° do Naczelnego Wodza, podając w nim, że "oddział zmotoryzowany z artylerią strzelał na Różan". Tak więc o walce 115 pp wiedzieli w dniu 5 wrześni tylko dow. 41 DP i sąsiadująca od północy 33 DP8. Odgłosy walki odchodzące z Różana słyszała również l DPLeg., która 5 września przebywała w m. Lubiel, ponadto kapitan z wyżej wymienionej jednostki w Różanie biorąc czynny udział w jego obronie9. Obrońcy przedmościa zostali więc skazani na siebie, natomiast siły przeciwnika w ciągu dnia rosły. W godzinach przedpołudniowych podeszły w rejon przedmościa oddziały niemieckiej l Brygady Kawalerii oraz 12 dywizji piechoty liczące około 13 tysięcy żołnierzy i 98 dział. Razem więc siły nieprzyjacielskie biorące udział w forsowaniu Narwi w rejonie Różana liczyły około 30 tysięcy żołnierzy (załoga przedmościa około 3300 żołnierzy). Mimo dziesięciokrotnej przewagi w ludziach i jeszcze większej w uzbrojeniu, nieprzyjaciel nie zdołał opanować przedmościa10.

O godzinie 10°° nieprzyjaciel rozpoczął artyleryjsko-lotnicze przygotowanie natarcia. Ogień prowadziło 8 dywizjonów artylerii, a z powietrza liczne grupy samolotów zrzucały bomby burzące i zapalające.

Pociski artyleryjskie i bomby lotnicze gęsto padały na forty i miasto, które stanęło w płomieniach. W wyniku ostrzału w dużym stopniu została zniszczona sieć telefoniczna. Żołnierze kryli się w rowach strzeleckich i kazamatach fortów czekając aż ucichnie huraganowy ogień. Ostrzał artylerii nieprzyjaciela dosłownie wgniatał załogę przedmościa w ziemię.

"Wydawało mi się, że z fortów została tylko góra zrytego piachu, gruzu, pokruszony beton, nikt nie przetrwał pod tym rumowiskiem. Kanonierzy sięgnęli po karabiny, kładli się w krzakach. Wróg lada chwila wysunie się zza wzgórz i potoczy się za most. (......) skupieni kierowali lufy armatnie ku drodze wiodącej do mostu"11.

Jak tylko ogień artylerii ucichł, obrońcy fortów wybiegali z kazamatów i po zajęciu rowów strzeleckich otworzyli ogień z broni ręcznej i maszynowej do nacierającej piechoty oraz obrzucali ją granatami. Niemcy zalegali tuż przed fortami. Skutecznie rażeni ogniem broni maszynowej mimo wsparcia czołgów nie mogli wedrzeć się na forty. Należy wspomnieć, że obrońcy Różana nie otrzymali w tym czasie wsparcia własnej artylerii, gdyż nie miał kto pokierować jej ogniem. Dowódca l dywizjonu 61 pal mjr Zdzisław Wilanowicz ze Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii był jeszcze w drodze do Różana. Ponadto od wybuchów bomb lotniczych i pocisków artyleryjskich została przerwana sieć łączności telefonicznej pomiędzy bateriami, a punktami obserwacyjnymi. Z tego powodu dowódcy baterii nawet na własną odpowiedzialność nie mogli skutecznie otworzyć ognia. Jedynie podchorąży Wojciech Żukrowski, który znał teren Różana z czasów ćwiczeń przed wybuchem wojny, uruchomił ogień swego trzydziałowego plutonu na podstawie mapy, w momencie gdy załoga fortu była w krytycznej sytuacji, ratując ją tym samym od zagłady12. Oto jak doszło do interwencji:
"Już opuszczali działa, biegli drogą w stronę koszar. Jeśli armaty milczały, chcieli bodaj karabinem wesprzeć towarzyszy (.....)
- Bateria do dział - krzyknął jasnym głosem.
- Strzelamy! - Podawał komendę, pamiętał przecież niebezpieczne miejsca, miał ponotowane współrzędne, tysięczne kątów i odległości. Ale strzelać musiał ślepo.
(.....) Czołgi sunęły szybko, osiągnęły pierwszą wyniosłość, zakolebały się w lejach, powlokły zasieki.
Żołnierze przywarli do okopu, strzelali pośpiesznie. Nieprzyjacielska piechota posuwała się skokami, kilku padło, ale natarcie -wsparte ogniem działek czołgowych parło coraz bliżej pierwszego zygzaka słabo obsadzonych rowów. (.....) Najbliższy czołg był kilkaset kroków od okopu. Wieżyczką kręcił czujnie, ryj działka zwracał się ku trzeszczącej niecierpliwie linii i błyskał raz po raz ogniem. (.....) Pierwszy czołg wyjeżdża nagle zza fortu, strzela obrońcom w plecy. Strasz,y hukaniem działka, chrzęstem żelaza. Ogień karabinów maszynowych zamiata piaszczystą krawędź okopu. Strzelcy, którzy przerazili się, spróbowali ucieczki, padając przeszyci kulami. Czołg przestaj e, bije w gniazda karabinów maszynowych, cement i deski pryskają na boki. (.....)
Jakiś zgarbiony plutonowy prowadzi dwie drużynki do zatkania luki. Zabiegają drogę atakującym. Z bliska, prawie twarzą w twarz, strzela do Niemców. Rozstępują się, jeden pada, ale zaraz Polaka dosięga seria z automatu. Walka zamienia się w szereg starć, grupami zderzają się, rozpryskują na boki, kłują bagnetem i zdradliwie strzelają z biodra, ale nad wszystkim góruje zwycięska wrzawa wdzierających się napastników.
Wybuch pierwszego granatu pada jak sygnał przełomu. Pocisk kończy lot na skraju naszych pozycji, eksploduje w gromadzie Niemców. Natychmiast wwierca się w niebo biała rakieta i pęka deszczem oślepiających gwiazd. Niemcy żądają wydłużenia ognia, ale to nie jest pomyłka, granaty rwą się coraz gęściej. Babickiemu trudno było uwierzyć, żeby nasza artyleria wyczekiwała tak długo i dopiero teraz wkraczała ze wsparciem. Gdy bliska chmura kurzawy przywalała czterech Niemców i zmiatała ich ze szczytu wzgórza, a hełm brzęczy odbity od ściany fortu, podchorąży czuje ogarniającą go wdzięczność.
Słysząc ogień własnej artylerii żołnierze zrywają się na rozkaz, spadają ze wszystkich stron na niemiecką piechotę. Grenadierzy, którzy wpadli między forty, zatrzymują się ogarnięci strachem, nie wiedzą, w którą stronę 'Wchodzić, z tyłu biegł przecież drugi rzut natarcia, a teraz -wyrosło pełno Polaków. Zanim podnieśli ręce, już padli skłuci bagnetami, zatupotały nogi w owijaczach, przechrypiało -hura i okopy znów znalazły się w naszym ręku"13
.

Tak więc pierwsze silne niemieckie natarcie na Różan zostało załamane. Około południa po przegrupowaniu swoich sił, rozpoczęło się generalne natarcie. Poprzedziło je silne przygotowanie artyleryjskie. Obok artylerii Dywizji Pancernej "Kempf", wykonywała ogień również artyleria 12 DP. Do akcji włączyło się również lotnictwo bombowe. Ostrzeliwane i bombardowane były forty, miasto i przeciwległy brzeg Narwi. Nieprzyjacielska piechota pod osłoną czołgów przeszła do generalnego szturmu. Atakowała Różan z trzech kierunków od północy, zachodu i południa. Główne uderzenie wyszło jednak z kierunku północnego. Kolumna niemieckich czołgów wspierana silnymi pododdziałami piechoty, zaczęła się posuwać szosą na Różan ze zniszczonej Dyszobaby. Minąwszy osiedle Ołda, nieprzyjaciel znalazł się w strefie ognia fortu nr I. Czołgi w tym miejscu mogły poruszać się wyłącznie po szosie. Od Różana aż do przepływającej przez Ołdę rzeczki Różanica szosa biegła jarem między dość stromym wzgórzem. Tym bardziej rzeczka miała bagniste brzegi i czołgi mogły ją przebyć tylko po moście. Z fortu otworzyły ogień dwa działony przeciwpancerne: kaprala Michalaka oraz plutonowego Józefa Bienia. Ogień był celny. Po kilku pociskach czołowy czołg został uszkodzony, w następnym rozerwano gąsienice. Piechota niemiecka skutecznie ostrzeliwana zaległa pod miasteczkiem, oczekując na czołgi. Te jednak wciąż ostrzeliwane, nie przejawiały zbytniej ochoty na wystawienie się pod bezpośredni ogień.

Pojawiły się natomiast czołgi i piechota na polnej drodze biegnącej od wsi Prycanowo i przysiółka Różanek. Zastopowanie natarcia głównego z Dyszobaby umożliwiło obu działonom skierować ogień na nowego nieprzyjaciela. Ogień był skuteczny - każdy z działonów miał na swym koncie jeden czołg wroga. Zniszczenie czołgów spowodowało wycofanie się piechoty14.

Oto jeszcze jeden fragment bitwy w relacji podchorążego Wincentego Kruszyńskiego, zastępcy dowódcy plutonu cekaemów, przydzielonego do I batalionu o walczącego w obsadzie fortu nr I.
"Od godziny 600 zajmowałem stanowisko obserwacyjne na przedpolu fortu z lewej strony, patrząc w stronę szosy ostrołęckiej, obok mnie goniec. Stanowiska dla ckm i punkty obserwacyjne byty przygotowywane już przed naszym przybyciem. W dniu 5 września artyleria niemiecka ostrzeliwała fort od godziny 6 i5 (tak było na moim zegarku). Ogień był huraganowy z małymi przerwami (.....) Około godziny 16°° słońce świeciło przez dymy, Różan płonął już dawno. Rozpoczęło się duże natarcie czołgów, wsparte piechotą. Otworzyliśmy silny ogień, który złamał natarcie z dala od fortu, ale przyszło nowe i nowe natarcie, które ostatecznie załamały się. Jeden czołg podszedł na odległość 100 metrów od miejsca, gdzie miałem rano stanowisko obserwacyjne. Tenże czołg otrzymał dwie średnie serie i zaczął płonąć. Drugi został trafiony z odległości 300 metrów. Tylko dwóch czołgistów wyszło czołgistów wyszło z płonącego pudła. Do czołgów strzelały również karabiny przeciwpancerne. Kto trafił trudno stwierdzić. Inne czołgi niemieckie schowały się za wzniesienie od strony północnej i południowo-wschodniej. Powoli nastawała cisza. Przychodził wieczór, tylko rakietami Niemcy ostrzeliwali forty"15.

Twarda walka trwała także na fortach nr II i III. Atakowały je zarówno czołgi jak i piechota nadciągające szosami z Makowa i Pułtuska, jak też zbliżające się szeroką ławą polami od południowego zachodu. Polskich stanowisk broniły cztery armaty przeciwpancerne, którymi dowodził osobiście dowódca kompanii, kapitan Feliks Piorun. W kilka minut po otwarciu ognia zostało trafionych kilka czołgów. W tej sytuacji Niemcy wycofali się na pozycje wyjściowe.

Po załamaniu się wyżej opisanego natarcia nad przedmościem pojawił się samolot zwiadowczy typu Henschel. Wkrótce na Różan otwarła ogień artyleria nieprzyjacielska precyzyjnie wstrzeliwując się w forty. Po silnej nawale ognia, dział wielkich kalibrów trwającej kilkanaście minut pojawiło się kilka Stukasów, które zrzuciły kilkadziesiąt bomb, z których wiele spadło na forty. Potężne mury nie zostały jednak uszkodzone. Straty wśród obrońców były niewielkie.

Intensywne bombardowanie lotnicze pozwoliło nieprzyjacielowi przeprowadzić skuteczne natarcie w kierunku cmentarza. Opanowanie jego dawało nieprzyjacielowi wgląd na starorzecze, a przede wszystkim na most. W akcji zorganizowanej w celu wyrzucenia Niemców z cmentarza brała udział l kompania strzelecka porucznika Ruska. Po zaciętej walce udało się wyprzeć Niemców, których resztki żołnierze l kompanii pędzili aż do osiedla Ołda. Tam zostali jednak zatrzymani silnym ogniem z broni maszynowej z miejscowości Chrzczonki16.

Podczas odparcia wyżej opisanego natarcia czynny i skuteczny udział choć krótkotrwały, wzięła artyleria przedmościa. Przypadek zdarzył, że tuż po odparciu pierwszego ataku nieprzyjaciela, przybył do Różana kapitan Stanisław Truszkowski, dowódca 3 baterii l dywizjonu artylerii l DP Legionów. Podczas postoju dywizji w m. Lubiel, mjr Jan Pietrzak dowódca tegoż dywizjonu wysłał swego adiutanta kapitana Kobylińskiego wraz z kapitanem Truszkowskim, w stronę przedmościa skąd słychać było odgłosy walki w celu nawiązania bezpośredniej łączności z dowódcą tego przedmościa. Na prośbę pułkownika Rzedzickiego objął on doraźne dowództwo nad l dywizjonem 61 pal i zorganizował punkty obserwacyjne oraz uruchomił sieć łączności.

Punkty obserwacyjne artylerii zostały umieszczone na fortach po drugiej stronie Narwi z tego też względu łączność każdorazowo była uszkodzona, po ostrzale przedmościa. Kapitan Truszkowski wspólnie z podchorążym Żukrowskim punkt obserwacyjny umieścili na dachu koszar skąd zostały podciągnięte druty telefoniczne do baterii. Kiedy kolumna piechoty nieprzyjacielskiej na samochodach pod osłoną czołgów i transporterów opancerzonych zbliżała się do miasta została ostrzelana ogniem artylerii l dywizjonu 61 pal i plutonu podchorążego Żukrowskiego. Ogień był celny, kilka samochodów stanęło w płomieniach. Wśród Niemców powstało chwilowe zamieszanie.

Jednakże ogień artylerii nie trwał zbyt długo. Artyleria niemiecka przeniosła swój ogień w stronę koszar powodując przerwanie łączności oraz zmuszając obserwatorów do wycofania się. Podczas ostrzału został zniszczone działo podchorążego Żukrowskiego17.

Późnym popołudniem Niemcy usiłowali sforsować siłami 2 kompanii batalionu rozpoznawczego dywizji pancernej majora Branda, Narew i uchwycić przyczółek pod Chełstami. Nie mogli jednak przełamać oporu 2 batalionu 114 pp i o zmroku na rozkaz dywizji wycofali się na zachodni brzeg, a następnie z całym batalionem majora Branda dojechali do odwodu w Sławkowie (8 km na północny zachód od Różana)18.

Według większości źródeł natarcie na przedmoście zostało przerwane około godziny 18°°. Nieprzyjaciel poniósł znaczne straty w ludziach i w sprzęcie. Dowódca przedmościa pułkownik Rzedzicki ocenił jego straty na 14-18 czołgów (według meldunków, jakie otrzymał z poszczególnych odcinków obrony), sam zaś stwierdził, że zostało zniszczonych 9 czołgów. Straty własne w ludziach ocenił na 20 zabitych i 50 rannych. Kapitan Stefan Parfiniewicz, adiutant 115 pp straty nieprzyjaciela określił na 12 czołgów, natomiast w stosunku do strat wroga podaje, że są one proporcjonalnie niewielkie w stosunku do strat wroga. Należy podkreślić, że nieprzyjaciel nie uzyskał również żadnych zysków terenowych. Mimo zaangażowania całości sił Dywizji Pancernej "Kempf i znacznych sił 12 DP, nieprzyjaciel nie zdołał uchwycić przeprawy na Narwi w Różanie i wyjść na wschodni brzeg rzeki. Tym samym zostało opóźnione natarcie całego Korpusu "Wodrig" w kierunku Ostrowi Mazowieckiej i Broku.

W komunikacie nr 5 Oberkommando der Wehrmacht (OKW) z 6 września o położeniu na froncie w dniu poprzednim, m.in. czytamy:
3 armia w dniu 5 września kontynuowała marsz w kierunku Narwi. J Korpus armijny wyruszył z kierunku Ciechanów-Wola Wierzbowska w kierunku szosy Gołymin Stary-Maków Mazowiecki. Korpus Wodriga osiągnął rejon Makowa, a jego jednostki walczyły w miejscowości Różem o utworzenie przyczółka. Dotychczasowa zdobycz - o ile można było ją ustalić, wynosi 10000 jeńców i 60 dział19.

Wzmianki o jeńcach i zdobytych działach wydają się aż nadto przesadzone, zważywszy na stan armii "Modlin", które przedostały się za Wisłę i Narew.

Wydaje się, że sztaby główne obu walczących stron miały wieczorem 5 września dalekie od rzeczywistości informacje o przeciwniku. Podczas gdy dowódca armii "Modlin" wydawał rozkaz operacyjny, nakazujący przejście do obrony na całym froncie armii, Naczelne Dowództwo, nie orientując się widocznie w sytuacji, powróciło raz jeszcze do koncepcji działania zaczepnego poprzez Narew w kierunku zachodnim. Decyzję tę podjęto jedynie na podstawie znalezionej przy zabitym oficerze niemieckim mapy, na której wyrysowane były kierunki natarcia nieprzyjaciela z rejonu Przasnysza i Gruduska przez Ciechanów na południowy zachód. Na tak kruchej podstawie, nie sprawdzonej żadnym rozpoznaniem, zostały wydane rozkazy, tym samym rozpoczynając nową fazę operacyjną .na północnym froncie, która zakończyła się nieprzewidzianą katastrofą.

O godzinie 1815 Naczelne Dowództwo wydało następujący rozkaz dla dowódcy grupy operacyjnej "Wyszków":
"Zadanie: Grupa generała Kowalskiego w składzie:
I Dywizja Piechoty,
41 Dywizja Piechoty bez dowództwa 115 pp i 2 baonów (pozostających w Różanie),
Mazowiecka Brygada Kawalerii,
ma przygotować się skrycie do uderzenia z rejonu Pułtusk w kierunku zachodnim. Wykonanie uderzenia - na rozkaz pana Generała (oddawca objaśni o intencji N.W.).
O ile uderzenie będzie prowadzone dzisiaj w nocy, należy użyć: 1 dywizję piechoty i Mazowiecką BK, a 41 dywizję piechoty podciągnąć do odwodu. Gdyby natarcie było prowadzone w dniu 6 września - należy uderzyć l 41 dywizją piechoty oraz Mazowiecką BK. Uderzenie ma mieć charakter wypadu na skrzydło wojsk, idących na Modlin, po czym należy przewidzieć wycofanie się jego na Pułtusk względnie Zegrze...
W związku z tym:
41 dywizję piechoty skierować bezzwłocznie do rejonu lasów na wschód od Pułtuska,
115 pp bez baonu pozostanie w Różanie, gdzie przechodzi pod rozkazy dowódcy SGO "Narew",
33 dywizja piechoty bez 135 pp i 11/32 pal oraz Podlaska Brygada Kawalerii ze składu SGO "Narew" otrzymały rozkaz pospiesznego przemarszu do rejonu lasów na północ od Wyszkowa, gdzie przechodzą pod rozkazy dowódcy armii "Modlin". Jednostki te otrzymały rozkaz nawiązania łączności z generałem Kowalskim w kierunku na Pułtusk.

Należy dodać, że rozkaz Naczelnego Dowództwa doręczony został przez majora Harlanda generałowi Kowalskiemu dopiero 6 września o godzinie 6°°. Nie obowiązywał go zatem pierwszy wariant, wypad w nocy z 5 na 6 września.

Równoległego rozkazu pisemnego dla generała Młota-Fijałkowskiego, dowódcy SGO "Narew" nie udało się wysłać dalekopisem, gdyż łączność przewodowa była przerwana. Wysłano więc drogą radiową niefortunnie zredagowany skrót rozkazu:
"Skierować natychmiast 33 DP bez pułku i Podlaską BK w lasy północny Wyszków pod rozkazy armii "Modlin", m.p. Legionowo. Suwalska BK do odwodu Łomża. Różan przechodzi pod rozkazy grupy "Narew".

Depesza ta, wywołała fatalne nieporozumienie w dowództwie SGO "Narew" na temat przynależności 41 DP. Młot-Fijałkowski zrozumiał, że prócz odcinka różańskiego otrzymuje również pod rozkazy 41 DP z armii "Modlin"20.

Po całodziennej walce zwycięska załoga miała nadzieję, iż nazajutrz pomyślnie wykona zadanie. Generał Piekarski jej sytuację ocenił inaczej. Przypuszczał, że Niemcy wykorzystają swą przewagę, zwiążą przyczółek z zachodu, a natarciem wzdłuż wschodniego brzegu osaczą załogę i uniemożliwią jej dołączenie do głównych sił dywizji. Dlatego, na mocy udzielonego mu przez generała Kowalskiego pełnomocnictwa, wieczorem dał podpułkownikowi Rzedzickiemu rozkaz, by nocą opuścił z załogą przyczółek i wycofał się na wschodni brzeg Narwi, gdzie na skraju koszar i lasku różańskiego miał zorganizować się obronnie w ramach odcinka obrony 41 D Rez. na Narwi.

Wydaje się, że decyzja generała Piekarskiego była przedwczesna, tym bardziej, że podjął ją po pomyślnej całodziennej walce załogi. Toteż nie trafiła ona do przekonania dowódcy piechoty dywizyjnej pułkownikowi Raganowiczowi, sprawującemu dowództwo nad północnym odcinkiem obrony dywizyjnej, który uważał, iż wywoła ona "rozgoryczenie wśród załogi przedmościa".

Wycofanie załogi odbyło się nocą bez przeszkód ze strony nieprzyjaciela, jednakże nie zniszczono przedtem mostu na Narwi, rzekomo z braku materiałów wybuchowych, które można było jednak przygotować. Ułatwiło to Niemcom w późniejszym czasie przeprawę przez Narew. Jeszcze gorszym zaniedbaniem, tym razem ze strony dowódcy 41 DP, było niezameldowanie przełożonym o opuszczeniu przyczółka różańskiego, wskutek czego przez dłuższy czas nie wiedział o tym ani dowódca, ani Naczelny Wódz21.

 

BRONIĆ ZA WSZELKĄ CENĘ
tragiczny 6 września

Przedmoście zostało opuszczone przed północą 5 września. Nieprzyjaciel był wyraźnie zmęczony. Z nadejściem nocy jego oddziały wycofały się na pozycje wyjściowe i dlatego nie zauważono przygotowań do opuszczenia przedmościa. W celu wprowadzenia w błąd nieprzyjaciela pozorowano ruch na stanowiskach polskich. Pozostawiona specjalnie l kompania porucznika Ruska ostrzeliwała Niemców. Porucznik Rusek na rozkaz podpułkownika Rzedzickiego poszedł na wypad z plutonem podchorążego Sypniewskiego. Pluton dotarł do Sielunia i tam zaatakował granatami i bronią ręczną stojącą na drodze niemiecką kolumnę zmotoryzowaną. Korzystając z popłochu wśród żołnierzy nie spodziewających się, że Polacy dotrą tak daleko, żołnierze wycofali się bez przeszkód przez most na Narwi i zajęli stanowisko obok pozostałych plutonów swojej kompanii w rejonie Kaszewiec. Na skraju zaś lasu szczawińskiego zajęły stanowiska dwie baterie 61 pal oraz pluton artylerii pozycyjnej. Odcinek ten pod dowództwem podpułkownika Rzedzickiego sąsiadował na północy z 2 batalionem 114 pp z 3 baterią 61 pal w rejonie Chełst, a na południu z czatą w sile kompanii 116 pp w Dzbędzu1.

Około godziny 10 - na odcinku obrony, a właściwie dozorowania 41 DP, wynoszącym 25 km rozpoczęły się ciężkie walki.

Forsowanie Narwi poprzedziła artyleria niemiecka, która o godzinie 6°° otworzył ogień na wschodni brzeg rzeki, nadbrzeżne lasy pod Kamionką-Kruszewem i Chełstami oraz las różański i szczawiński. Ogień artylerii kierowany był przez obserwatora z balonu na uwięzi.

Historyk Adam Krukowski opisuje ciekawą relację kaprala Edwarda Janika (z 217 eskadry bombowej), wykonującego lat rozpoznawczy połączony z bombardowaniem w tym właśnie czasie:
W godzinach popołudniowych wysłano jedynie naszą załogę na ponowne rozpoznanie - bombami - w okolice Różana.
W oddaleniu około 3 km od lasu widoczny był balon [w rejonie przeprawy pod Sieluniem] na uwięzi wypuszczony na wysokość 400 m. Byliśmy naiwni, podlatując do balonu, ażeby go zestrzelić.
Oddałem do balonu 2 krótkie serie, który natychmiast stanął w płomieniach, ale w tej samej chwili dostaliśmy bardzo silny ogień z dobrze zamaskowanych i niewidocznych dla oka działek przeciwlotniczych.
Po powrocie z tego lotu z przygodami okazało się, że nasz "Łoś" został poważnie podziurawiony przez działka przeciwlotnicze i nie był zdatny do dalszego lotu2
.

Wkrótce do działań artyleryjskich włączyło się lotnictwo niemieckie. W ciągu godziny zrzuciło na las różański i szczawiński 4000 bomb zapalających, od których zapaliło się 10 km2 lasu. Od bomb i pocisków zapaliły się też zabudowania okolicznych wsi.

Główne natarcie nieprzyjaciela wyszło z Sielunia na wieś Chełsty, leżącą poza Narwią. Przerzucane pod Sieluń oddziały l DP rozpoczęły atak na północne skrzydło polskiej obrony dozorowanej przez dwa bataliony 114 pp z baterią 61 pal.

Słabsze natarcie nieprzyjaciela zostało wymierzone w Różan, gdzie walczył i trwał wczorajszy bohater 115 pp. Tym razem uderzenie na stanowisko pułku miało charakter wiążący, nieprzyjacielowi chodziło o to, aby w wyniku uderzeń wymierzonych na Chełsty i Brzuze odciąć pułkowi drogi odwrotu i zniszczyć go. 6 września przeciwnikiem pułku była w dalszym ciągu dywizja pancerna generała Kempfa oraz wspomagająca ją 12 DP.

Po ośmiogodzinnej walce 115 pp zdołał pomyślnie odeprzeć kolejne natarcie Niemców. Bardzo skutecznej pomocy. udzielał pułkowi l dywizjon 61 pal oraz 11 pluton artylerii pozycyjnej, który przede wszystkim bronił swoim ogniem drogi prowadzonej na most3.

Podczas gdy Niemcy poważnie zagrozili pozycjom zajmowanym przez 115 pp i 2 batalion 114 pp, co groziło załamaniem się frontu obrony Narwi, około godziny 1030 dowódca 41 DP gen. bryg. Wacław Piekarski otrzymał od generała Kowalskiego następujący rozkaz:
41 DP zgrupować w rejonie Pułtuska. Marsz odbyć wieczorem. W rejonie m. Różan zostawić 115 pp. Dowódca ma się meldować w Pniewie4.

Dowódca 41 DP, generał Piekarski, polecił przygotowanie rozkazów i awizowanie oddziałom odmarszu, po czym odjechał do Pniewa (miejsce postoju generała Kowalskiego). Gdy około godziny 15°° powrócił do swego miejsca postoju w m. Góry, sytuacja na froncie dywizji była już znacznie inna. Na prawym skrzydle pod Chełstami włamały się w obronę i utworzyły przyczółek, oddziały 1DP, na lewym skrzydle w miejscowości Dzbądz i Brzuze usadowił się na wschodnim brzegu Narwi l pułk kawalerii nieprzyjaciela, zaś w centrum nadal bronił się nieustannie atakowany przez Dywizję Pancerną "Kempf" 115pp.

Chociaż gen. Piekarski był zobowiązany rozkazem generała Kowalskiego do odmarszu pod Pułtusk, nie zlekceważył jednakże toczącego się tu boju i przed odmarszem dywizji podjął decyzję kontrataku na Chełsty, aby wyprzeć nieprzyjaciela za Narew. Pułkownik Raganowicz otrzymał do przeciwuderzenia cały 114 pp5.

Polskie przeciwnatarcie w kierunku Chełst prowadzone o zmierzchu przez płonący las bez należytego wsparcia artylerii własnej utknęło. Nacierały dwa bataliony, l batalion majora Jana Światłowskiego z rejonu Czamowa oraz 3 batalion majora Mikołaja Krajnika z rejonu na północ od Ludwinowa. Jedynie 2 kompania 115 pp, włączona do kontrataku, wyrzuciła Niemców w walce na bagnety z Chełst i miejscowość tę utrzymała aż do odwołania (godz. 2000)6. O tejże godzinie gen. Piekarski otrzymał meldunek od Naczelnego Wodza, aby zaniechał przegrupowania dywizji pod Pułtuskiem i bronił Narwi w rejonie Różana "za wszelką cenę". W tym samym czasie na południe od Różana, przez dozorowaną plutonem 116 pp rzekę pod m. Brzuze, przeprawiła się l BK, która utworzyła przyczółek na wschodnim brzegu Narwi. Około godziny 22°° niemiecki pułk kawalerii osiągnął miejscowość Kunin. W tej sytuacji obecny na miejscu pułkownik Raganowicz nie mogąc odnaleźć dowódcy dywizji, wydał samodzielnie rozkaz do odwrotu na wschód. 115 pp miał odejść do rejonu m. Góry, a o 114 pp przez Goworowo-Brudki do rejonu Plewki, gdzie miał otrzymać dalsze rozkazy7.

 

OBSADA DOWÓDCZA PRZEDMOŚCIA RÓŻAN

115 pułk piechoty 41 dywizji rezerwowej:
(bez batalionu walczącego na przedmościu pułtuskim)

dca pułku i przedmościa

płk. Czesław Rzedzicki

I adiutant

kpt. Stefan Parafiniewicz

II adiutant

ppor. Tadeusz Jan Rybak
(poległ 7.09.1939 w Czarnowie)

oficer informacyjny

kpt. Wit Jan Bydliński
(poległ 7.09.1939 w Kuninie)

oficer łączności

por. Stefan Aleksander Świstacki

kwatermistrz

kpt. Władysław Marmurowicz
(poległ 10.09)

dca kompanii gosp.

kpt. tab. Adam Bednarczyk

zca dcy komp.

ppor. rez. Kazimierz Stanisław Dziewnowski

oficer płatnik

kpt. int. Leon Praczkowski

oficer żywnościowy

ppor. rez. Zbigniew Wojciech Gawlikowski

nacz. lekarz

kpt. dr Aleksander Poncz

dca kompanii zwiadu

kpt. Józef Lucjan Leśniewski
(poległ 9.09.1939 w Zalesiu k/Broku)

dca plutonu konnego

ppor. rez. Pawliszewski

dca (?) plutonu

ppor. rez. Stefan Belka
poległ 10.09.1939, cm. Węgrów

dca plut. pionierów

kpt. Franciszek Miziniak

dca plutonu pgaz.

por. Tadeusz Ciałowicz lub
por. Edward Dolski

I batalion


dca baonu

mjr Karol Fanzlau  Fanzlau Karol (12 I 1895) - ppor. piech.
od 7.09 dca pułku

dca 1 kompanii

por. Dionizy Wincenty Rusek

dca 2 kompanii

kpt. Zdzisław Mikołaj Ukleja
poległ 7.09 w Czarnowie

dca II plutonu

ppor. rez. Jan Grono

dca 3 kompanii

kpt. Jan Steczkowicz
od 7.09 dca baonu

dca I plutonu

ppor. rez. Sefan Marceli Żółkiewski

dca 1 kompanii ckm

kpt. Bohdan Stefan Łożyński

dca I plutonu

por. Marian Kłosiński

dca II plutonu

ppor. rez. Władysław Dąbrowski
poległ 10.09.1939, cm. w Węgrowie

dca III plutonu

ppor. rez. Jerzy Wawrzyniec Lewenty

II batalion


dca batalionu

kpt. Tomasz Mika

adiutant

por. rez. Stanisław Antoni Ślesicki

dca 4 kompanii

kpt. Ryszard Roman

dca I plutonu

ppor. rez. Aleksander Borczyński

dca II plutonu

ppor. rez. Longinus Wiktor Łapiński

dca III plutonu

ppor. rez. Stanisław Rakowski

dca 5 kompanii

por. Bolesław Michał  Nieczuja-Ostrowski

dca 6 kompanii

kpt. Zbigniew Stanisław Stańczewski

dca 2 kompanii ckm

kpt. Wiktor Janiszewski

Oficerowie o nie ustalonych przydziałach:

kpt. Krzyżański

kpt. Kamiński

kpt. Wincenty Zarembski

por. Różański

por. Wypychło

ppor. Mieczysław Kuśmierczyk

I dywizjon 51 pal. rez.:

dca dyonu

mjr Zdzisław Wilanowicz

adiutant

kpt. Józef Zdzisław Otfinowski

dca 1 baterii

kpr. Tadeusz Bonawentura Kuczyński

oficer zwiadowczy

ppor. rez. Sadowski

oficer ogniowy

ppor. rez. Ramotowski

dca 2 baterii

kpt. Stanisław Jastrzębski
poległ 10.09.1939 w Galicynowie k/Stoczka

oficer zwiadowczy

ppor. rez. Franciszek Zydel

oficer ogniowy

ppor. rez. Antoni Zwolski

dca 3 baterii

por. Antoni Teodor Dąbrowski

oficer zwiadowczy

ppor. rez. Władysław Ryciniak

dca I plutonu

ppor. rez. Janusz Kazimierz Siewierski

11 pluton art. pozycyjnej

kapr. pchor. rez. Wojciech Żukrowski

115 rezerwowa kompania saperów:

dca kompanii

mjr sap. inż. Dymitr Proszkowski

1 kompania ckm plot.

NN

2 kompania


dca I plutonu

ppor. rez. Wojtulewicz

dca II plutonu

ppor. rez. Jan Grono

dca III plutonu

ppor. rez. Stanisław Żółkiewski

 

 

 

 

Tymczasem do sztabu SGO "Narew" nadeszły meldunki o 15°° o natarciu na 41 DP w rejonie Chełst. W związku z tym dowódca SGO "Narew" polecił dowódcy 33 DP, aby była gotowa od rana 7 września do przeciwnatarcia w kierunku południowym. Zupełną natomiast niespodzianką dla generała Młota-Fijałkowskiego była wiadomość telefoniczna od dowódcy 41 DP (otrzymana w tym samym czasie), że jego dywizja z rozkazu generała Kowalskiego, dowódcy G. O. "Wyszków", ma odejść wieczorem do rejonu Pułtuska. Była to sprawa wręcz nie do wiary, że 41 DP, podlegająca SGO " Narew" była ścigana bez jego wiedzy z najbardziej zagrożonego odcinka, w toku rozpoczętego już przez nieprzyjaciela natarcia. Należy tu jednak dodać, że rozkaz podporządkowania 41 DP, SGO "Narew" wydany przez Naczelnego Wodza został wręczony szefowi sztabu dywizji mjr dypl. Józefowi Blińskiemu po tym jak gen. Kowalski dowódca G.O. "Wyszków" zgodnie z rozkazem od Naczelnego Wodza kierował tą decyją pod Pułtusk8.

Zwrócono się natychmiast do Naczelnego Dowództwa o interwencję, ale łączność można było nawiązać dopiero o godzinie 18. Wówczas Naczelny Wódz wyjaśnił, że 41 DP należy do SGO "Narew" i że linia Narwi ma być za wszelką cenę utrzymana. Bezzwłocznie wysłano przez oficera rozkaz do 41 DP. Około godziny 20-tej nawiązano łączność z tą dywizją i przekazano jej treść wysłanego rozkazu. Podczas tej rozmowy dowódca SGO "Narew" autorytatywnie stwierdził, że 41 DP nie podlega już generałowi Kowalskiemu na mocy rozkazu Naczelnego Wodza i otrzymuje zadanie obrony wschodniego brzegu Narwi. W odpowiedzi gen. Piekarski zameldował, że Niemcy sforsowali już Narew po obu stronach Różana (o przekroczeniu Narwi przez l BK gen. Piekarski został poinformowany o godzinie 20°°. Przeciwnatarcie pułkownika Raganowicza jest już w toku na północnym odcinku w rejonie m. Chełsty, a na przyczółek niemiecki w Dzbędzu będzie wkrótce zorganizowane.

Z meldunku generała Piekarskiego wywnioskował, że odmarsz pod Pułtusk jest nieaktualny i musi być jak najszybciej odwołany. Z braku jednakże łączności przewodowej nie tylko nie odmeldował się u generała Kowalskiego, lecz co gorsze, nie mógł zapoznać pułkownika Raganowicza ze zmianą zadania dla 41 DP. Płk Raganowicz nie wiedząc o rozkazie Naczelnego Wodza obrony Narwi "za wszelką cenę" wydał rozkaz o wycofaniu się 114 i 115 pp z przedmościa.

Generał Piekarski zasugerowany zagrożeniem ze strony kawalerii niemieckiej, natychmiast pośpieszył do dowódcy 116 pp podpułkownika Mieczysława Chamerskiego, aby pokierować kontratakiem, który wyparł by ją za Narew. Okazało się jednak, że pułku nie było już na miejscu, zgodnie bowiem z telefoniczną zapowiedzią odmaszerował pod Pułtusk. Dowódca 116 pp zapowiedź tę błędnie zrozumiał jako rozkaz do odmarszu i przedwcześnie wyruszył. Trzeba było go więc zawracać z drogi, co znacznie opóźniło przeciwuderzenie na Kunin-Dzbądz. Jednakże akcja ta prowadzona przy świetle licznych pożarów, wśród ostrzałów, podjazdów kawalerii nieprzyjacielskiej, w atmosferze panicznej ucieczki taborów 33 i 41 dywizji piechoty i jak się wydaje bez wiary w zwycięstwo zakończyła się niepowodzeniem9.

Po dwudniowych niezwykle ciężkich walkach 41 DP w nocy z 6 na 7 września odchodziła spod Różana. Mimo znacznych strat zachowała zdolność bojową. Tym bardziej, że na północ od Różana w rejonie lasów Kamionka-Lipianka-Borowe-Cisk skoncentrowana była 33 Rezerwowa Dywizja Piechoty ze składu SGO "Narew" pod rozkazami pułkownika Tadeusza Zieleniewskiego, która mogła wejść w każdej chwili do działań w kierunku Różana. Niestety, również płk Zieleniewski zobowiązany był wspomnianym już rozkazem Naczelnego Dowództwa z 5 września do przegrupowania dywizji na północ od Wyszkowa. Nowy rozkaz wysłany przez Młota-Fijałkowskiego mający na celu zatrzymanie tj. dywizji i współdziałanie jej z 41 DP w rejonie Różana dotarł do pułkownika Zieleniewskiego dopiero nad ranem 7 września10.

Odmarsz 33 Dp znad Narwi do nakazanego rejonu nastąpił 6 września o godzinie 22. Po osiągnięciu około godziny 23 Goworowa płk Zieleniewski podzielił dywizję na dwie kolumny marszowe, które od tej pory kontynuowały marsz po dwóch odrębnych trasach: 133 pułk piechoty trasą przez Wólkę Brzezińską - Brzezinko - Wąsewo -Brudki - Przedświt - Plewki na Pacynę Starą, a 134 pułk piechoty przez Ponikiew Małą - Pasieki na Długosiodło. Gdy 134 pp z 33 DP zbliżał się od strony Goworowa do szosy różańskiej pod Ponikiew, jednocześnie szosą tą od zachodu zbliżała się kolumna 115 pp z 41 DP złożona z taborów i artylerii 61 pułku artylerii lekkiej. W tym czasie patrole kawaleńi niemieckiej urządziły zasadzkę w pobliżu wspomnianego skrzyżowania. Niemcy oświetlili obydwie polskie kolumny przez podpalenie stogów słomy i stodół w Ponikwi Dużej i Grodzisku, a następnie otworzyli ogień z broni maszynowej. Zaskoczenie to dało druzgocący wynik. Piechota przypadła do ziemi, natomiast tabory i artyleria pognały galopem szosą różańską ku wschodowi. Baterie 33 i 41 dywizji ochłonęły najwcześniej, ale pod ogniem niemieckiej zasadzki utraciły wiele ludzi i koni, a nawet działa.

Minęło około godziny, zanim na skrzyżowaniu zdołano uporządkować pododdziały 134 pp. Około godziny 2, dnia 7 września przybył tu płk Raganowicz z 114 pp z 41 DP, który wspólnie z majorem Taeuszem Hordtem zorganizował natarcie na niemieckich kawalerzystów, wspierając ich nad rzekę Orz. Po czym 134 pułk piechoty kontynuował marsz na Długosiodło.

Musiał także stoczyć ciężkie walki odwrotowe 115 pp cofając się spod Różana. Około godziny 2, dnia7 września l batalion pod dowództwem majora Fansalaua natknął się na zasadzkę spieszonych kawalerzystów niemieckich przed mostem na rzece Orz pod Czamowem. Na rozkaz pułkownika Rzedzickiego batalion ruszył do ataku na bagnety i po krótkiej lecz zdecydowanej walce opanował most, otwierając sobie drogę przez Pasieki na Góry. Podczas tego starcia ranny został płk Rzedzicki. Jednocześnie 2 batalion pod dowództwem majora Miki wykonał pościg za wycofującym się nieprzyjacielem wzdłuż wschodniego brzegu Orz w kierunku Kunina. Jednakże został on zaatakowany przez pododdziały niemieckiej 12 DP, które pośpieszyły na pomoc kawalerzystom. Zacięty bój trwał około dwóch godzin. Batalion zagrożony okrążeniem wycofał się w stronę m. Góry.

O świcie 7 września rozproszone i zdezorganizowane oddziały 33 i 34 DP znalazły się na olbrzymiej przestrzeni Puszczy Białej, brać po piaszczystych drogach w kierunku Wyszkowa11.

Marszałek Rydz-Śmigły był zaskoczony szybkością działań armii Kiichlera, ale odkrywszy wreszcie jego zamiary nie znając rozmiarów klęski, miał nadzieję na przywrócenie zdolności obronnej nad Narwią. Wyrzucić za rzekę nieprzyjaciela miała SGO "Narew" generała Młota-Fijałkowskiego. Jednakże generał nie uzyskał łączności z 33 DP, ani z 41 DP. Wobec tego po przekazaniu dowództwa grupy generałowi Kmicicowi-Skrzyńskiemu wyruszył z oficerem swego sztabu kapitanem dyplomowanym F. Hermanem na poszukiwanie jednostek tj. 33 i 41 DP12.

Ale w tym czasie wyszedł ogólny rozkaz Naczelnego Dowództwa o odwrocie wszystkich sił na nową linię obronną wzdłuż Bugu - Wisły - Sanu.

Cofając się do przeżyć dowódców i żołnierzy, którzy musieli odchodzić z zajmowanych pozycji, nie będąc pobitymi przez nieprzyjaciela. Chcąc skomentować po części rozkazy dowódców wielkich jednostek, słusznym wydaje się odwołanie raz jeszcze do opisu bezpośredniego uczestnika tych walk i jednocześnie literackiego dokumentu, który tak relacjonował przeżycia swoich kolegów, obrońców Różana:
Pułkownik siedział zgaszony [chodzi tu o pułkownika Czesława Rzedzickiego] - Oni powariowali (.....) Wczoraj nakazali nam odwrót -mruczał - choć mogliśmy dalej bronić w przeprawie (.....) - Dziś rano rozkaz - "Trzymajcie za -wszelką cenę!" - A teraz znów popędzają. -"Rzucić wszystko i wycofać się..." Chcą mnie zupełnie pogrążyć, jakże ja będę wyglądał (.....) Obłęd, kompletny obłęd! (.....) -Na szczęście nie u nas - tryumfował major - tylko w sztabie dywizji (.....) Albo jeszcze wyżej dostali kręćka (.....) i dalej: Powoli ściągały gromadki żołnierzy, zbierali się w dymnym mroku przesieki. Parował z nich nieostygły trud całodziennej walki. Ranni opierali się na karabinach, chrapliwie żebrali pić. Ciasno stały wozy taborowe, szóstki w zaprzężonych działach tłukły głucho kopytami. Kolumna milczała. Gniewnie zaciskano zęby, pomimo zaciekłego oporu, który tyle ofiar kosztował, zostali pokonam. Hitlerowcy sforsowali Narew13.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 23 gości 

Site Language


Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski Bitwa o Różan. Praca licencjacka pana Roberta Olbrysia.