Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski Śladami niezwykłej ucieczki

Śladami niezwykłej ucieczki

Około 28 września 1939 roku resztki 116 pp/41 DP skapitulowały, pod naporem 2 niemieckich i  sowieckiej dywizji. Bolesław Nieczuja - Ostrowski i jego żołnierze dostali się do niewoli. Ale poszli z fasonem, śmiało patrząc w oczy niemieckim oficerom i żołnierzom.

Przez dwa dni kolumna oficerska prowadzona była na zachód, aż dotarła do Biłgoraja. Żołnierzy umieszczono w prowizorycznym obozie w szkole podstawowej. Tutaj też Niemcy wyraźnie zmienili stosunek w stosunku do jeńców - szacunek a nawet pewna doza podziwu zmieniły się w złośliwą pogardę. Szybko zapomnieli, że jeszcze kilka dni temu Ci bezbronni jeńcy zadawali im ciężkie straty i napawali przerażeniem.

W Biłgoraju udało się skontaktować porucznikowi z kobietą, matką innego oficera, która obiecała mu przynieść cywilne odzienie. Już wtedy Bolesław podjął decyzję o ucieczce i w tej decyzji umacniał się. Czekał go wielodniowy przemarsz gdzieś do oflagu, skąd szanse ucieczki byłyby znacznie mniejsze.

Po noclegu ruszyli poprzez zburzony przez bezsensowne naloty Frampol w kierunku na Janów Lubelski. Kolumna posuwała się kilkukilometrowym, prostym traktem, mając po swoje prawej stronie płaskie wzniesienie okryte polami ze stojącymi na nich stogami. Gdzieś na szczycie owego wzniesienia Ostrowski musiał dostrzec nieliczne chaty ( obecnie zasłaniają je zarośla) i szansę swojej ucieczki.

Mógł rzucić się biegiem w kierunku wzniesienia bądź na południe, w kierunku zabudowań wsi Kocudza. Wynik  był oczywisty. Mógł próbować ukryć się gdzieś, ale teren był zbyt otwarty, a konwojenci zauważyliby szybki ruch. Pozostawał fortel. Czoło kolumny zbliżało się powoli do wsi Dzwola.

Bolesław po prostu wyszedł z kolumny i wolnym krokiem ruszył w kierunku zabudowań Kocudzy Górnej. Po chwili doszedł do mendla i ukrył się za nim na chwilę, czekając na przejście kolumny. Na jego nieszczęście ta stanęła na popas na skraju Dzwoli. Porucznik ruszył więc dalej spokojnym krokiem, dobrze widziany przez swoich współtowarzyszy niewoli, którzy wiedząc o rozstrzeliwaniach uciekinierów musieli obawiać się najgorszego.

pliki/2011/su/a/640_1.jpg

Bolesław cały czas modlił się do Matki Boskiej. Przeżył chwilę strachu, kiedy usłyszał tętent konia za sobą. Na szczęście był to polski kapitan, któremu na słowo honoru zezwolono na zakupienie żywności.

Porucznik Ostrowski w końcu znikł z pola widzenia Niemców i wszedł pomiędzy zabudowania Kocudzy Górnej. Tu ponownie prowadziła go Boża Opatrzność, bo już w pierwszej chacie otrzymał opiekę i przewodnika w drodze do Sanu.

Tego lata udało mi się dojechać do Kocudzy Górnej i zrobić kilka zdjęć. Jest jeszcze kilka starych, drewnianych domów pamiętających zapewne czasy wojenne. Pytałem kilka starszych pań o ucieczkę, ale żadna nie pamiętała. Ci, którzy coś wiedzieli pomarli parę lat temu. Czyli zwyczajnie spóźniłem się.

Dopiero na miejscu, z drogi z Frampola do Janowa mogłem zobaczyć trasę ucieczki z niewoli, ten potwornie odkryty, ciągnący się lekko pod gorę teren. I wtedy uzmysłowiłem sobie, jak twardy i zdesperowany musiał być mój Dziadek, że zdobył się na coś tak niesamowitego.

pliki/2011/su//640_2.jpgpliki/2011/su//640_3.jpg

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 91 gości 

Site Language


Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski Śladami niezwykłej ucieczki