Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski "Porucznicy 1939". Część druga.

"Porucznicy 1939". Część druga.

Drugi fragment "Poruczników 1939"

 

- Panie poruczniku, sierżant Morawski i dwóch podchorążych meldują się na rozkaz!

- Dajcie spocznij, sierżancie.

Porucznik Nieczuja-Ostrowski wstał zza biurka i powoli podszedł do stojących przed nim wyprężonych strzelców. Od dwóch tygodni był dowódcą kompanii unitarnej, z którą żaden z jego poprzedników nie mógł sobie poradzić. Ci dwaj, stojący przed nim, chyba znaleźli się tu przez przypadek i zapewne rozpaczliwie chcieli wydostać się ze szkolenia, ale z drugiej strony pewnie nie mogą zawieść oczekiwań ojców. Ten nieco wyższy miał charakterystyczny haczykowaty nos i ciemno obramowane oczy. Był chudy, ale żylasty, co zdradzało ukrytą w nim niewykorzystaną siłę. Kleches, niższy, nie wyglądał na Żyda, ale oczy zdradzały wrodzony spryt i zapewne niezły pomyślunek.

Oficer, nie odzywając się, wpatrywał się w swoich podkomendnych, których twarze przestały powoli zdradzać upór i udaną obojętność na to, co nieuchronnie ich czeka. Stojący nieco z boku sierżant słyszał uderzenia wiatru i deszczu o szybę okna, sam zaskoczony dziwnym zachowaniem, a zwłaszcza milczeniem oficera. Wyzwiska powinny sypać się jak grad, miażdżąc tych dwóch Żydków, a tu cisza! Jak długo służył, jeszcze żaden przełożony tak się nie zachowywał.

- Masz dziewczynę?

Zaskoczony Tewe zamrugał oczyma. Przez cały obiad i chwilę poobiedniego wypoczynku przygotowywał sobie w myślach odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania dowódcy, ale tego nie przewidział.

- Ta…, tak jest, panie poruczniku!

- A wy, Jonkisch, wyglądacie na takiego, za którymi dziewczyny się oglądają. To jak ma wasza panna na imię?

Nogi Hersza prawie ugięły się. Skąd on do licha wie, że od roku ukradkiem spotykał się z Sarą? Porucznik stał przed nim, lekko uśmiechając się. Oczy oficera też się uśmiechały, czyli chyba nic złego mu nie grozi.

-Ma na imię Sara, panie poruczniku!

Tewe usłyszał słowa przyjaciela wyrzucane z siłą i prędkością karabinu maszynowego. Oficer znacząco spojrzał na niego.

- Moja ma na imię Lilah, panie poruczniku!

Boże, ale dał się podejść.

- A kiedy ostatni raz widzieliście się ze swoimi pannami?

Oba czoła pochyliły się, a usta zacisnęły posępnie. Oficer kiwnął ze zrozumieniem głową.

- Z tego co czytałem o was, to macie niezły rejestr przewinień.  Opieszałość, oskarżenie o kradzież, brudna broń, niewykonanie rozkazu przełożonego, niebezpieczne zachowanie się na strzelnicy i ten dzisiejszy wyczyn z granatem. Hersz, czy zostaliście przeszkoleni w rzucaniu granatem bojowym?

- Tak jest, panie poruczniku!

- Ale dzisiaj mało nie zabiliście nie tylko siebie, ale też innych podchorążych! Nie wiem, jak powinniście dziękować sierżantowi, że uratował wam wasze tyłki i dał ostatnią szansę zobaczenia waszych dziewczyn.

Oczy podchorążych i sierżanta Morawskiego z napięciem śledziły przechadzającego się po pokoju oficera.  Czegoś takiego nie oczekiwali.

- Jaka jest wasza narodowość, podchorąży Kleches?

- Jestem Żydem, panie po….

- A ja wątpię, czy wy jesteście prawdziwym Żydem! Podobnie jak mam wątpliwości co do Jonkischa!

Głos porucznika zrobił  się nieprzyjemny i ostry. Obie twarze stojących żołnierzy zaczerwieniły się, gdy  zmieszane umysły starały się zrozumieć, o co chodzi. Nazwanie kogoś Żydem często było obraźliwe, ale to?!

- Ja jestem Żydem, panie poruczniku.

Głos Tewiego zadrżał. Zaczynał się pocić i szybko oddychać, nie mogąc uspokoić bieganiny myśli.

- Żyd to ma kiepełe[1], ale u was są tylko podstawki pod hełmy. Wyszkoliłem wielu Żydów, którzy byli cherlawi i mniej zdolni od was, ale mieli kiepełe! I chodzili na przepustki, i dostawali awanse. Jeden z nich nawet przysłał mi ostatnio zaproszenie na swój ślub.

Porucznik Ostrowski przerywał tyradę i ponownie spojrzał na stojących przed nim podchorążych. Ich poprzednia pewność siebie i upór znikły, stali teraz przybici, bliscy płaczu.

- Słuchajcie, chcę wam obu dać po trzy dni urlopu. Co wy na to?

Teraz nawet sierżant Morawski otworzył szeroko usta, ukazując swój zaniedbany garnitur zębów.

- Ale nie od razu. Najpierw coś ustalimy. Czy jesteście w stanie nauczyć się musztry i wykonać ćwiczenia fizyczne?

Słabe „Tak jest” wydobyło się z zaciśniętych ust.

- Nie słyszałem!

- Tajest panie poruczniku!

- Jonkisch, wy pierwsze strzelanie zaliczyliście bez problemu, więc strzelać potraficie lepiej niż inni podchorążowie. Pewnie w lunaparku już jakieś kwiaty swojej pannie wystrzelaliście?

- Wystrzelałem, panie poruczniku.

- A wy, Kleches, jako syn krawca jesteście w stanie utrzymać czystość wokół was?

- Jestem, panie poruczniku.

Porucznik znów uśmiechnął się.

- Teraz mówicie jak Żydzi. Wolicie spędzić wojsko w kolejnych aresztach i zwykłym pułku gdzieś na kresach,  gdzie z życia uczynią wam piekło, czy może weźmiecie się w garść i za miesiąc dostaniecie przepustki? Ale to sierżant Morawski musi do mnie przyjść i zameldować, że na nie zasługujecie. A sierżantowi bardzo zaleźliście za skórę!

Obaj żołnierze zerknęli na siebie.

- Nie będzie miał pan z nami więcej problemów, panie poruczniku!

- Zobaczymy. A teraz za dzisiejsze wasze zachowanie karzę was trzema dniami aresztu i służbą poza kolejnością!

- Kara, panie poruczniku!

- Odmaszerować!

Obaj żołnierze,  na miękkich nogach  wyszli z pokoju i oszołomieni ruszyli w kierunku swojej izby. Cholera, udało się uniknąć większej kary, ale - co najważniejsze - życie w wojsku zaczęło chyba ponownie mieć sens.

 

- Sierżancie Morawski, zostańcie.

Sierżant zawrócił od drzwi.

- Macie przewidziany urlop w przyszłym tygodniu. Myślę, że z tymi dwoma ancymonkami nie będzie już żadnego problemu, dlatego proszę, abyście im trochę odpuścili. Ten urlop się wam bardzo przyda, a po nim będziecie mieli na nich baczenie. A teraz odmaszerować!

 


[1]  W gwarze żydowskiej: głowa

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski "Porucznicy 1939". Część druga.