Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski "Porucznicy 1939" Część trzecia.

"Porucznicy 1939" Część trzecia.

1938

Else okręciła się wokół raz jeszcze i pytająco zerknęła na przyjaciółkę. Ta chwilę namyślała się, po czym poprawiła  jedną ze spinek w bujnych blond włosach koleżanki. Berta odsunęła się w stronę plamy słonecznego światła, która jakimś cudem wpadła na studzienne podwórko i wykonała podobny taniec jak Else.

- No dobrze, chodźmy już, bo nam co lepszych chłopców wybiorą.

Stukając pantofelkami o betonową podłogę, wybiegły ciemnym korytarzem na rozświetloną południowym słońcem ulicę i widząc idących po przeciwnej stronie żołnierzy, natychmiast zwolniły do dystyngowanego kroku godnego panien z lepszych domów. Od razu spostrzegły, że proces długotrwałych przygotowań został natychmiast uwieńczony sukcesem, bo męski szyk złamał się, a panowie  w swoich wyjściowych mundurach zaczęli  coś do siebie mówić.

 

Można by jeszcze poprawić bucik, ale zgrzyt tramwaju zmusił je do porzucenia godnej postawy i znacznego przyśpieszenia.  Pojazd był  prawie pusty, ale trzech panów z galanterią odpowiadającą kilku piwom ustąpiło im miejsca na siedzeniach  i zaczęło komplementować urodę. Znienawidzony przez dziewczęta pąs oblał ich policzki , więc zmieszane  ulokowały się na tylnym pomoście, tuż obok bileterki. Głośne fuknięcie umundurowanej konduktorki  przywołało podchmielonych gentelmanów do porządku, ponownie opadli na krzesełka, poświęcając się komentowaniu ostatniego meczu lokalnej Concordii.

- Nie należy wskakiwać do ruszającego pojazdu, panowie oficerowie!

Potężny głos bileterki dobitnie wskazywał, która osoba w mundurze dowodzi w pojeździe. Czterech młodych mężczyzn, którzy w biegu dostali się do wagonu, głośno dysząc, starało się udobruchać bileterkę. Dumnie  sapnąwszy po skasowaniu należności, obfita pracownica tramwajów z godnością ulokowała się na swoim miejscu. Tramwaj wjechał na ciąg rozjazdów, szarpiąc ciałami pasażerów.

- Może by pan bardziej uważał!

Dociśnięta do szyby Else usłyszała wysoki, zdenerwowany głos Berty, który natychmiast ustanowił hierarchię ważności wśród tłumku na tylnym pomoście. Else doskonale rozumiała przyjaciółkę - nawet nie to, że ciężki but przybrudził jej pantofelek - ale sam fakt, że potencjalne ofiary łowów nie zauważyły ich piękności. To było  wystarczająco oburzające i należało dać to tym mundurowym odczuć. Zaskoczeni odwrócili się ku pannom, wyduszając z siebie przeprosiny.

Else z wyrzutem uniosła stopę, pokazując biały pantofelek ozdobiony brudną smugą pozostawioną przez wojskowy but. Tramwaj ponownie zadrżał na nierównym torze.

Nim okrzyk przestrachu spowodowany nagłym szarpnięciem pojazdu wydobył się z ust dziewczyny, mocne ramię „winowajcy” usłużnie podtrzymało ją przed upadkiem. Ponownie rumieniec rozlał się na jej twarzy, a cała odwaga, na którą się przy Bercie zebrała,  przepadła.

Berta uważnie taksowała mundurowych. Jeden podporucznik, dwóch podchorążych i SA-man: wypucowani, ale zbici z pantałyku. Zapewne też jechali do Vogelsang poderwać jakieś panny. Wzajemne oględziny przerwał kolejny zakręt i cała szóstka wstrząśnięta ruchem tramwaju poczuła pewną wzajemną bliskość.

- A panie może do Vogelsang?[1]

Pytanie zadane przez niższego z podchorążych miało na celu podjęcie konwersacji, bo wszyscy zauważyli, że tramwaj minął restaurację Waldschlösschen[2] i właśnie tam zmierzał.

- A tak, chociaż swoim zachowaniem panowie zepsuli nam cały nastrój. Obie będziemy musiały spędzić sporo czasu, aby doprowadzić się do porządku!

Berta spojrzała karcącym wzrokiem na żołnierzy, którzy uśmiechali się przepraszająco. Wszystko to, czego dowiedziała się od starszych koleżanek na temat podrywania, doskonale działało. Zarzuciła sieć, w którą złapały się aż cztery ryby. No, może trzy, bo będzie musiała podzielić się zdobyczą z Else.

- Aby przeprosić, pozwolę sobie zaprosić panie na lody i lemoniadę - najstarszy rangą, podporucznik artylerii przejął inicjatywę - mam nadzieję, że pozwolą panie sobie towarzyszyć.

- Cóż pan sobie wyobraża, panie oficerze?! Krzywdzi pan nieznajomą kobietę,  a potem jeszcze narzuca się pan ze swoim towarzystwem!

Else  coraz bardziej zdziwiona zerkała na przyjaciółkę, nie będąc pewną, czy to, co mówi,  nadal było próbą usidlenia jednego z tych chłopców czy może ona tak naprawdę się obraziła?

Mężczyźni wyraźnie zmieszali się. Z łowców stali się nawet nie ofiarami podrywu, ale byli wgniatani w deski tramwajowej podłogi przez pulchną, ładną, ale pyskatą  pannę, która brutalnie niszczyła ich nawet nierozpoczętą przygodę z płcią piękną. Młody leutnant i jeden z podchorążych wyraźnie zaczęli zerkać na drzwi. Else zdała sobie sprawę, że Berta przeholowała. Instynktownie uśmiechnęła się do skonfundowanych chłopców:

- Berto, panowie chyba nie mieli aż takich złych zamiarów!

Ten z podchorążych, którego sobie w myślach zaklepała, puścił poręcz i strzelił obcasami:

- Panie pozwolą, że się przedstawię!  Podchorąży szkoły oficerów rezerwy, Willi…

Tramwaj ze zgrzytem zahamował, a ciało biednego Willego z impetem wpadło na stojącego przed nim SA - mana, który jak klocek domina przycisnął Bertę do jednej z poręczy. Zgnieciona dziewczyna żałośnie jęknęła, na szczęście jeden z młodzieńców otworzył drzwi, a dwaj inni podali jej dłonie, które machinalnie chwyciła i została prawie wyniesiona na bruk przystanku. Jeszcze jedna dłoń wysunęła się w kierunku Else i pomogła  jej wyjść z pojazdu.

Wszyscy czterej zaczęli jeden przez drugiego głośno przepraszać dziewczyny za swoją nieostrożność, wywołując jeszcze większe zamieszanie wokół i przyciągając zaciekawione spojrzenia.  Chociaż cała czwórka była od nich starsza, byli to tacy sami chłopcy jak ci z jej ulicy, którzy nieraz niezdarnie się do niej zalecali. Otoczenie ludzi podziałało trzeźwiąco na żołnierzy. Przystojny leutnant nagle rzucił komendę i mężczyźni stanęli obok siebie na baczność.

- Panie pozwolą, że przedstawimy się. Podporucznik  Otto Wendig!

- Podchorąży Willi Stumpff!

- Podchorąży Alfred Brosowski!

- SA-rottenführer  Georg Breitfeld!

Twarze przybrały marsowy wygląd, a  sylwetki zdradzały odzyskaną pewność siebie. Ściągnięta twarz Berty nagle rozpogodziła się. Łaskawie wyciągnęła przed siebie dłoń.

- Jestem Berta, a to moja przyjaciółka Else Preuß.

 


[1] Obecnie las miejski „Bażantarnia”.

[2] „Leśny Zameczek” - nieistniejąca restauracja przy zbiegu ulic Królewieckiej i Marymonckiej.

 

Komentarze  

 
0 #1 adam 2011-11-16 18:30
Bardzo fajna książka. Dobry pomysł. Pokazanie trzech stron konfliktu jest rewelacyjne i uzmysławia straszne położenie w jakim znalazł się nasz kraj w 1939 roku...
Zacytuj
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 50 gości 

Site Language


Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski "Porucznicy 1939" Część trzecia.