Elbing 1945 - Odnalezione wspomnienia

Tomasz Stężała

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski "Porucznicy 1939" Fragment czwarty.

"Porucznicy 1939" Fragment czwarty.

- Towarzyszu Majorze, młodszy lejtnant Owczarskij melduje się na rozkaz!

Zastępca dowódcy pułku do spraw politycznych podniósł się zza biurka i podszedł do wyprostowanego jak struna młodego oficera, który od kilku dni wraz z innymi rezerwistami był na corocznych ćwiczeniach.

- Kim jesteście z zawodu?

- Inżynierem kolejnictwa  ze specjalnością silnikową, towarzyszu majorze!

- Czyli na parowozach się znacie?

Oczy młodszego lejtnanta rozszerzyły się ze zdumienia. Od rana, od otrzymania informacji, że ma po obiedzie stawić się u komisarza pułku, głowił się, cóż to może oznaczać. Jego koledzy  rezerwiści po usłyszeniu na zbiórce batalionu o spotkaniu z majorem jakoś odsunęli się od niego: wiadomo, były tylko dwie możliwości. Albo kontrwywiad rozpracował kolejnego szpiega, albo mieli do czynienia z kandydatem na kapusia. W przerwie między zajęciami Edwin Giermanowicz odczyścił jak się tylko dało mundur wraz z oporządzeniem i czekał na wyrok. Cienki wojskowy obiad nie chciał mu przejść przez gardło, ale zmusił się do jedzenia,  gdyż wiedział, że aresztowany, może dostać jeść dopiero po kilku dniach śledztwa.

- A powiedzcie, jak tam u was z językami?

- Melduję, że znam ukraiński i niemiecki. Moja matka jest z Ukrainy.

- A wasz ojciec jest, to znaczy był, Niemcem?

Edwin Giermanowicz Owczarskij poczuł, jak ślina zaczyna uciskać mu krtań, a  nogi robią się miękkie. Dłonie odruchowo docisnęły się do spodni, aby nie dopuścić do zmiany pozycji ciała. Z trudem przełknął, udrażniając gardło.

- Tak jest, Towarzyszu Majorze. Ale jeszcze w latach dwudziestych zajęły się nim organy bezpieczeństwa, a my z matką i rodzeństwem wróciliśmy do nazwiska Owczarskij.

- Znaczy macie czarną plamę w życiorysie młodszy lejtnancie… - major zawiesił głos i rozpoczął przechadzkę po pokoju. Skrzypienie podłogi brzmiało jak skrzypienie starej, zasłużonej szubienicy.

Edwin wyrzucił z mózgu wszystkie myśli poza jedną: wytrzymaj, nie upadnij na ziemię!

Skrzypienie za plecami zatrzymało się, słychać jakieś szuranie…,  po czym buty majora podjęły ponownie marsz.

- Usiądźcie przy biurku, towarzyszu lejtnancie. Macie tu książkę, otwórzcie na stronie 139 i zacznijcie głośno czytać.

Młodszy lejtnant na drewnianych nogach podszedł i przysiadł na brzegu krzesła.

„Zaraz mi je wyrwie spod tyłka, ale się nie dam!”

Jego ciało praktycznie wisiało o milimetry nad siedziskiem, gotowe w każdej chwili na błyskawiczne poderwanie się. W kręgu światła biurkowej lampy pojawiła się otwarta książka, a  zaskoczony lejtnant opadł na krzesło. Tekst był po niemiecku. Chrząknął i zaczął  czytać opis budowy wymiennika ciepła oraz konstrukcji zaworów bezpieczeństwa.

- Dość, teraz tłumaczcie dalej ten tekst!

Owczarskij odetchnął głęboko, a potem zaczął nieskładnie tworzyć zdania.  Z każdą jednak chwilą tok jego słów stawał się coraz płynniejszy, czasami tylko przystawał nad jakimś terminem, starając się znaleźć odpowiedni rosyjski zamiennik.

- Starczy, Towarzyszu Lejtnancie. Widzę, że wasz niemiecki nie jest najgorszy. Sam uczyłem się kiedyś tego języka, ale wasz akcent jest jakiś dziwny. Gdzie go nabyliście?

- Melduję, że to chyba akcent prusacki. Mój ojciec był z pochodzenia….

- Hm, wasze pochodzenie czyni was Edwinie Giermanowiczu elementem potencjalnie podejrzanym. No, cóż, ale myślę, że ojczyzna może dać wam szansę udowodnienia, że jesteście jednostką wartościową pomimo grzechów waszego ojca. Rozumiecie mnie towarzyszu lejtnancie? - ton głosu majora z miłego stał się zgrzytliwy jak ostrze zardzewiałej piły, którą skazani za drobne przewinienia czerwonoarmiści piłują na czas wielkie kloce drewna.

- Zrobię wszystko, czego będzie ode mnie wymagać Związek Sowiecki, towarzyszu majorze!

-To dobrze, dostaniecie od nas szansę, jedyną szansę, która będzie mogła pomóc także waszej matce i rodzeństwu.

Szept za plecami wywołał u Edwina nerwowy dreszcz: odruchowo, niezgodnie z regulaminem odwrócił się w stronę głosu. Ukryty w cieniu, za drewnianym wieszakiem stał niewysoki mężczyzna w mundurze. Edwin nie mógł dostrzec szczegółów wyglądu mundurowego, ale głos zdradzał osobowość obdarzoną wielką władzą.

- Młodszy Lejtnancie Owczarskij!

Edwin natychmiast wykonał zwrot w kierunku nieznajomego.

- Zostajecie z chwilą obecną przeniesieni do tajnej jednostki. Udacie się teraz do swojej izby i spakujecie rzeczy osobiste oraz oddacie wszelkie dokumenty służbowe. Przyjdzie po was dwóch konwojentów i wyprowadzi was z izby, po czym wsiądziecie do samochodu. Ma to wyglądać tak, jakbyście zostali aresztowani. I wy macie tak wyglądać, jakbyście o aresztowaniu nic nie wiedzieli, jasne? Od tego zależy życie wasze i waszych bliskich!

- Rozumiem, towarzyszu!

- To odmaszerować. Konwojenci będą u was za dziesięć minut.

Edwin wykonał zwrot i strzelając obcasami, wyszedł  z izby politruka.

- I jak towarzyszu, będzie się dla was nadawał?

- Taak, jest świetnie przygotowany technicznie i językowo. Kilka tygodni szkolenia w naszym ośrodku i wyślemy go z misją. Tak go zmotywujemy, że szybko stanie się świetnym oficerem wywiadu i bezpieczeństwa.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież


Strona główna Bolesław Nieczuja-Ostrowski "Porucznicy 1939" Fragment czwarty.