VT iRepair - шаблон joomla Авто

Gaudete, Gaudete!2021.12

Christus est natus

Ex Maria Virgine, gaudete!

 

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, czyli kolejny rok za nami. Dlatego Drogim Czytelnikom moich książek przesyłam najlepsze życzenia:

  • Bożych, spokojnych i refleksyjnych Świąt (gdyż ostatnie miesiące dostarczyły nam więcej trosk niż wcześniejszy czas),
  • Pojednania się z najbliższymi i tymi dalszymi, a zwłaszcza z samymi sobie (oraz wybaczenia),
  • Wzmocnienia się radością z Narodzenia Pańskiego i podładowania „akumulatorów” (gdyż 2022 zapowiada się co najmniej tak „atrakcyjnie” jak obecny – nie tylko dla naszych kieszeni),
  • Realizacji przynajmniej części planów, zwłaszcza tych, które dadzą Wam najwięcej radości (i na które macie największy osobisty wpływ).

Przez media padają pytania o kolejne plany związane z literaturą.  Cóż, są one skromne. Obecnie pracuję nad kolejną (czwartą) częścią serii (Wojna bogów) z planem ukończenia jej w pierwszej połowie przyszłego roku. Niedługo powinna pojawić się (w serii książka za dychę) trzecia część powieści z czasów rzymskich, pt: „Wandale”.  Ze względu na ograniczenia wprowadzane przez rząd, musiałem odwołać plany spotkań autorskich w Braniewie, Gdańsku, Tczewie; co do pozostałych – uległy one zawieszeniu. Gdy pytacie Państwo o brak w księgarniach „Asa i damy” – proszę pytania i skargi kierować do wydawnictwa Novae Res, nie do mnie. Może to obudzi wydawnictwo.

Elblążanin Wiktor Hajdenrajch jest debiutantem na literackim rynku, w bieżącym, dwudziestym roku wydał swoją grubą powieść obyczajową (543 strony), która śmiało mogła startować w konkursie na elbląską książkę roku.

O powieści Wiktora Hajdenrajcha dowiedziałem się przypadkiem, przez moją żonę, miłośniczkę romansów, która wypatrzyła tytuł w katalogu naszej biblioteki.  Wreszcie, po kilku miesiącach grubaśny tom zawitał i pod naszą strzechę, a żona, po przeczytaniu i przetrawieniu treści przekazała mi wolumin.

Cóż, tytuł jest zbliżony do mojego „Elbinga 1945” a treść swoim zakresem obejmuje także podobny zakres do mojej trylogii – Trzy Armie.  

 

W budynku na ulicy Leszno w Elblągu mieszka polska rodzina. Są lata 1970-te, najstarszy syn Piotr, zwany Starszym jest uczniem liceum i ma problemy z językiem radzieckim (hm, ja też miałem w tej samej szkole, ciekawe czy z tą sama blond towarzyszką?). Pewnej niedzieli, rano do drzwi pukają dwie starsze osoby, kobieta i mężczyzna w wielu babci Starszego. Po niemiecku pytają czy mogą wejść, zaproszeni spotykają się z wstającymi członkami rodziny. Pani Annelore Heike i jej brat Hans Jurgen Stolzig przybyli do swojego rodzinnego miasta gdzie się wychowali i przeżyli znaczną część swego dorosłego, życia, aż  do zdobycia Elbinga przez Sowietów.  Przy stole, z udziałem Babci, która okazuje się że mówi doskonałą niemczyzną, nieznajomi wyjawiają swój sekret. Ojciec ze Starszym wyłamują deski podłogi i odkrywają ukryte bruliony pamiętnika oraz złoty sygnet SS. To intymny pamiętnik Annelore, pisany od czasów jej młodości.  Po długiej rozmowie Niemka zostawia rodzinie do przeczytania pamiętnik, by poznali jej zwykłą i niezwykłą historię.

Potem śledzimy Starszego i Babcię czytających i starających się zrozumieć rodzinę von Stolzig w ogarniętym narodowym socjalizmem mieście. Najbliżsi kobiety (ojciec, mąż, syn) szybko poddają się urokowi socjalistów, wstępując do SS. Annelore przyjmuje wielkoniemiecki światopogląd, aktywnie popierając Hitlera i herrenvolk. Zbliżająca się wojna rozdziela rodzinę, poprzez ślepe posłuszeństwo rozkazom, zdrady i wyroki losu. Zmienia się także spojrzenie polskiej rodziny na byłych mieszkańców ich domu. Nieubłagany czas zabiera kolejnych bohaterów....

To tyle na temat treści. Książka kończy się dość zaskakująco, choć w sumie trudno było oczekiwać innego końca. Charakterystyczne dla Wiktora Hajdenrajcha są bardzo długie i szczegółowe opisy zwłaszcza odzieży (skąd taka umiejętność u mężczyzny?), czasami  zajmujące sporą część każdego z rozdziałów. Jest sporo wyrażeń po niemiecku (tłumaczonych), bohaterowie poruszają się po tych samych ulicach co postacie z „Aptekarza” czy „Elbinga 1945”, czyniąc powieść szczególnie miłą oku Elblążan.  Pod koniec tekstu pojawiają się znaczne przeskoki czasowe, niezbyt zrozumiałe. Autor popełnia także kilka błędów rzeczowych związanych z historią, na szczęście widocznych jedynie dla osób dobrze znających dzieje tamtego okresu.

Jak na debiut literacki (wydawnictwo Novae Res) to jest to kawał solidnego dzieła.  Problemem jest jak zwykle zupełny brak reklamy. Urzędnicy od kultury w naszym grajdole zapewne nie zauważyli tego solidnego dzieła, odwołującego się do najnowszych dziejów miasta.  Ale przecież urzędnicy nie są od tego.

Z Wiktorem znamy się od szkoły, więc po koleżeńsku podpowiem, by pobębnił do lokalnych portali, bibliotek, TV, by pomogły mu zrobić promocję. Warto, by jak najwięcej osób nie tylko w Elblągu przeczytało jego książkę. A ja czekam na kolejne.