VT iRepair - шаблон joomla Авто

Ze zbioru: Dziennik Snów

Siedzący naprzeciw mężczyzna wydmuchnął chmurę papierosowego dymu prosto w twarz. Palił te najtańsze, najbardziej cuchnące, choć na pewno stać go było na coś lepszego. Odruchowo zamknął oczy i podciągnął leżące na stole dłonie ku sobie. Tym razem drewniana linijka w dłoni śledczego pozostała nieruchoma. Do czasu.

Niewielkie pomieszczenie, byle jak odmalowane olejną farbą, która dawno temu była zielona, wypełniał duszący opar rozmazujący sylwetki. Stary, ciężki drewniany stół o podrapanej powierzchni i licznych ciemnych plamach, których pochodzenia nietrudno było się domyśleć. Dwa krzesła ustawione naprzeciwko siebie różniły się. Te, na którym siedział śledczy, było zdecydowanie solidniejsze i miało wygodne, wyściełane sztuczną, czerwoną skórą oparcie.  Jego – cóż, na pewno wiele przeszło i jeżeli miało posłużyć dłużej, powinien nim pilnie zająć się stolarz.

 

Był już mocno zmęczony, nie potrafił zapanować nad opadającą głową i nawet gryzący dym, który powodował silne łzawienie, przestawał go irytować.

- Dobrze – przerwał ciszę mężczyzna.  – Widzę, że ledwie się trzymasz. Twoja sprawa jest nietypowa, szczerze powiem, że trudno będzie postawić ci zarzuty, synku… - zawiesił głos. Siedzący naprzeciwko nastolatek nie poruszył się, ale doświadczony śledczy wiedział, że go pilnie słucha. Ta nuta współczucia po wrzaskach, lekkim biciu, groźbach i namowach miała rzucić kładkę porozumienia między siedzącymi w pokoju przesłuchań.

- Ale kapujesz, że skoro mamy aż tyle doniesień – dłoń z linijką stuknęła  o plik papierzysk – to musimy to sprawdzić. W końcu to my jesteśmy od bezpieczeństwa obywateli. Rozumiesz to? – pomimo spokojnego tonu głosu w chmurze dymu zawisła groźba.

Głowa młodego człowieka lekko drgnęła, po chwili uniosła się, odsłaniając twarz o regularnych rysach, nieco przydużym nosie, dość nieśmiałych jeszcze wąsach i puszczających się po szczękach bokobrodach – znak przynależności do zwolenników ostrej, rockowej muzyki. Załzawione oczy wpatrywały się w śledczego, jakby chłopak dopiero co się ocknął.

- Przecież wszystko mówiłem, nie zmyślam – głos zdradzał silne, z trudem hamowane zdenerwowanie. Zapewne chcąc uwiarygodnić słowa przesłuchiwany rozpiął koszulę i wyciągnął na światło zawieszony na srebrnym łańcuszku medalik.

- W porządku, zaczniemy raz jeszcze. Chcesz coś pić? – śledczy podniósł się z krzesła, gdy chłopak potwierdził skinięciem. Mężczyzna podszedł do pomalowanych na brudno beżowy kolor drzwi i nacisnął na wytartą, archaiczną klamkę. Rzucił kilka słów do kogoś, kto siedział w sąsiednim pomieszczeniu i wrócił na miejsce. Zerknął na zegarek:

- Przez ciebie synku, znowu się spóźnię na kolację – powiedział z przyganą. Sięgnął po otwartą paczkę papierosów i zapalił, rozciągając się na krześle.

- Życie byłoby jakże łatwiejsze, gdyby takim szczylom jak ty ojciec parę razy więcej dupę złoił.

Po chwili do pokoju wszedł niewysoki człowiek, jakby młodsza kopia śledczego, i postawił przed młodzieńcem wyszczerbiony kubek z kranówką. Przez chwilę siłował się z wysłużonym, szpulowym magnetofonem, zmieniając taśmę. Kilkakrotnie odliczył do stojącego na biurku magnetofonu, odsłuchał nagranie i mruknął zdartym od papierosów głosem:

- Gotowe szefie.

Śledczy pochylił się ku mikrofonowi, zdusił niedopałek i spojrzał w twarz młodemu. Przez moment milczał, zapewne zazdroszcząc chłopakowi młodej, zdrowej skóry i bujnej czupryny. Ciężko westchnął.

- Zacznijmy od początku. Nazywasz się Robert… - zawiesił głos. Chłopak podał nazwisko.

- Lat dziewiętnaście.

Odpowiedziało mu skinięcie głową. Śledczy skrzywił się zirytowany.

- To się nagrywa, więc odpowiadaj!

- Tak, dziewiętnaście. I skończyłem szkołę średnią, będę studiował na…

- To się dopiero okaże. – Przerwał mu obcesowo śledczy, ale zaraz zmienił ton.

- Opowiedz od początku o tych wydarzeniach. Nie pomijaj żadnych szczegółów, nawet tych, które mogą ci wydawać się nieistotne.

Cierpliwie czekał, aż chłopak łyknie wody i odchrząknie.

- Sam nie pamiętam dokładnie, to było jakieś półtora roku temu… - chłopak podniósł głowę wpatrując się w wiszący nad śledczym portret w dawno niewycieranej ramie. Zapadła cisza, zakłócana jedynie cichym sykiem przesuwającej się taśmy magnetofonowej i popiskiwaniem zużytego silniczka.

- Chyba to po raz pierwszy stało się po urodzinach kolegi, jego osiemnastce. Byliśmy na koncercie, chłopaki ostro dawali – na moment młody zanurzył się we wspomnieniach – potem wiadomo, popiliśmy, były dziewczyny ze szkoły. Już dokładnie nie pamiętam o co, ale poprztykałem się ostro ze swoją dziewczyną… Byłem mocno wkurzony, wyszedłem z domu kumpla i powlokłem się nad wodę, żeby się uspokoić. Było ogólnie bardzo przyjemnie, ciepły jak na koniec zimy dzień, choć nad wodą mocno wiało. Pośliznąłem się i wpadłem… Niezbyt głęboko, tak do pasa, ale się cały zmoczyłem. Wie pan, panika, wrzeszczałem, ale nikt mnie nie słyszał. W końcu wylazłem na brzeg, zmarznięty cały, więc zacząłem biec w stronę domu, ale musiałem źle skręcić i znalazłem się na drodze, gdzie spotkał mnie wasz patrol. Pewnie by mnie zamknęli, ale trząsłem się cały i szczękałem zębami, więc zapakowali mnie do budy i zawieźli do szpitala. Tam już nic nie pamiętam, ponoć miałem drgawki, dali mi zastrzyki i kroplówkę. Dwa dni tak leżałem, nieprzytomny. Moi starsi bardzo się przejęli, ojciec nawet awanturę zrobił lekarzom...

Z tego co jak przez mgłę kojarzę, miałem wtedy takie sny, fale snów, kolorowych, dziwnych i chyba mi było z tym bardzo dobrze.

Zamilkł. Śledczy dyskretnie zerknął na zegarek i  zniechęcony zmrużył oczy. Piątkowy, wieczorny mecz w towarzystwie kumpli z firmy, wódeczka, obleśne dowcipy przepadną. Ale wreszcie jest szansa, że wypchnie tę sprawę, którą wcisnął mu Peterson. Fakt, spieprzył poprzednie śledztwo, na którym „stary” chciał zabłysnąć, ale w końcu inni też dali ciała, a tylko on oberwał. Źle się czuł w takich nijakich sprawach jak ta, w otoczeniu smarkaczy, którzy powinni dostać solidny wycisk i zostać wypuszczeni. Ale cóż, przyszło nowe: teraz stare, dobre metody były co najmniej źle widziane.

- I co dalej? – mruknął ponaglająco.

- Potem jedna siostra mi mówiła, że ludzie na oddziale zaczęli wariować. Spali, ale mieli koszmary, krzyczeli, rzucali się w łóżkach, zrywali kroplówki, opatrunki. Ktoś tam się nawet zesrał ze strachu… Lekarz dyżurny musiał ściągnąć pomoc z innych oddziałów szpitalnych, żeby ten horror opanować. Tylko ponoć ja spałem. Potem przez przypadek ktoś mnie też zaczął wybudzać i nagle wszystko się uciszyło. Ale tego nie pamiętam, to mi opowiadali. Nawet się dziwili, że byłem jedynym, który spokojnie spał. Było oczywiście śledztwo, wasi też rano przyjechali. Pobierano próbki powietrza, jedzenia, wody, bo myśleli, że to jakiś atak chemiczny albo biologiczny zrobiony przez tych zza żelaznej kurtyny, ale nic nie wykryli. Ja się tym nie bardzo przejmowałem, chyba więcej faktem, że musiałem w szkole nadganiać zaległości.

- Czy potrafisz określić, kiedy świadomie użyłeś…  - śledczy zawiesił głos szukając w myślach właściwego słowa  - tych swoich…, yy… umiejętności?

Chłopak sięgnął po kubek i krzywiąc się wziął łyk wody. Starał się unikać chlorowanej kranówy za wszelką cenę, ale tutaj nie miał wyboru.

- Pan się myli. To nie jest świadome, to się dzieje w czasie snu. Nikt nie potrafi kontrolować swoich snów! – spojrzał wyzywająco na śledczego. Piwne oczy mężczyzny, otoczone zmarszczkami i podbiegniętymi,  ciemnymi workami przyjęły beznamiętnie wyzwanie.

- Ale fakty świadczą inaczej… - śledczy sięgnął po kolejnego papierosa.

- Proszę, niech pan nie pali. Niedawno chorowałem, dym mnie dusi… - chłopak powstrzymał dłoń funkcjonariusza.

- To się streszczaj, synku. – Tym razy mężczyzna nie ukrywał zniecierpliwienia.

- Dobrze. Więc, pojechaliśmy po zakończeniu roku szkolnego pod namiot. Nasza paczka: czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Tylko ja byłem sam, zerwaliśmy z moją byłą jakiś miesiąc wcześniej. Wie pan, rozbiliśmy się nad jeziorem, wyskoczyliśmy do sklepu po piwko, a dziewczyny robiły żarcie. Potem łapaliśmy ryby, pływaliśmy, jak to nad wodą. Dziewczyna przyjaciela zaczęła do mnie robić oczy, jak nie widział, to przygadywała się, ocierała – no wie pan jak to jest. Ale to mój najlepszy przyjaciel, znamy się prawie od zawsze, więc udawałem, że nie kapuję. Przyjaźń to przyjaźń, świństw się nie robi. Zresztą nawet jest takie powiedzenie, że przyjacielowi nie pożycza się szczoteczki do zębów i dziewczyny. Później było ognisko, ja zapiłem i polazłem do swego namiotu spać. Budziłem się co jakiś czas, bo oni darli się albo kochali na cały głos. Chyba było dobrze po północy, kiedy wreszcie się uspokoili. Pamiętam, bo mnie strasznie suszyło. Wyszedłem, żeby zwymiotować i napić się. Poczułem dużą ulgę, oni spali, gdzieś tam w lesie niedaleko jakieś zwierzę się tłukło, nawet miałem trochę stracha. Wróciłem do namiotu i położyłem się. Od razu miałem sen, a właściwie to nie był sen, bo miałem uczucie, że unoszę się nad tym jeziorem. Wiedziałem, że jest noc ale było jakoś tak jasno i wszystko widziałem. Mój przyjaciel wyszedł z namiotu i zobaczył mnie. Tak jakoś dziwnie popatrzył, a potem powiedział, że ona czeka, żeby ze mną pogadać. To, to było takie realne, choć cały czas miałem świadomość, że tak naprawdę to śpię. Wlazłem tam, znaczy się do tego ich namiotu, ona na mnie patrzy i odkrywa koc. Nie podobała mi się specjalnie wcześniej, no wie pan, ładna, zgrabna, ale po prostu nie w moim typie. Nie trzeba mi więcej mówić, zwyczajnie  dałem ognia. Jeszcze nigdy wcześniej tak się nie czułem, wszystkie zmysły pracowały na maksymalnych obrotach, czułem każdą komórkę swojego ciała. Kiedy rano się obudziłem, byłem kompletnie wyczerpany, ale to nie z powodu kaca. Spocony i mokry, no rozumie pan od czego. Dobrze, że oni siedzieli jeszcze w namiotach, to zdążyłem wskoczyć do wody i wykąpać się. Gdy wreszcie wyleźli, zaczęły się dziwne pytania. Czemu ja i ona tak darliśmy się w tym samym czasie? Ja oczywiście na to, że nic nie pamiętam, że film mi się urwał. Ale wszystko pamiętałem. Gdy wreszcie wyszli z namiotu mój przyjaciel i jego dziewczyna, to ona, gdy na mnie spojrzała, zrobiła się czerwona jak burak i uciekła do wody. Kumple zaczęli podpytywać przyjaciela, tak go podpuszczali oczywiście, żeby zdradził jak posuwał swoją panią, że aż ich, pijanych pobudziła. On był ostro wkurzony, coś tam burknął, potem wydarł się na nich, żeby się odczepili. A ja wiedziałem o co chodzi. W końcu poszliśmy we dwóch do wsi po nowe piwo i nie wytrzymałem, i zapytałem go. No co, przyjacielowi możesz powiedzieć...

Było mu głupio, ale też tym się mocno gryzł. Powiedział, że chciał ją przelecieć, ale była pijana i zła, więc zasnął. Potem obudziły go jej wrzaski. Zapalił latarkę, bo przestraszył się, że coś złego się z nią dzieje. A ona przez sen miała orgazm. Szarpał ją, ale nie mógł dobudzić. Wyskoczył na zewnątrz po wodę i wracając, przechodząc koło mojego namiotu usłyszał sapanie… Powiedział mi, że pomyślał, że to ja obracałem jego dziewczynę, ale było to oczywiście niemożliwe.

Szybko odparłem, że musiałem się chyba struć tymi rybami, że wymiotowałem i tak dalej, więc pewnie słyszał jak jęczałem z bólu. Zgodził się i nie wracaliśmy potem do tematu. Wróciliśmy z piwkiem, chłopaki załatwili kajaki, więc popłynęliśmy aż na koniec jeziora. Wracając był silny wiatr i duża fala, najedliśmy się strachu, potem zaczęło padać i noc upłynęła nam na trzeźwo i spokojnie.

- Ale to wtedy – śledczy sięgnął do pliku papierów i wyciągnął jeden z nich – wtedy zdarzył się ten dziwny zbieg okoliczności… dwudziestoletni mężczyzna spadł w nocy ze schodów a jego starszy kolega także w nocy wbił sobie nóż w dłoń. A to było zaraz po awanturze nad jeziorem. To twoja sprawka?

Nastolatek opuścił oczy i zagryzł wargę.

- Jeżeli nie chcesz abyśmy powtarzali przesłuchanie nie kłam! – śledczy podniósł się na krześle i odruchowo sięgnął po papierosy. Czując na sobie wzrok chłopaka, z  cichym przekleństwem powstrzymał się i sapiąc rozsiadł się na krześle.

- To oni na nas napadli. Jak byliśmy we wsi, chcieli, aby im kupić piwo w sklepie, ale sprzedawczyni ich pogoniła. Potem, jak kąpaliśmy się, to napadli na nas, to znaczy na obozowisko i okradli. Jeden z nich stał na brzegu z takim drągiem, a drugi przetrząsał namioty. Zagrozili, że ściągną kumpli i nas spalą…  Przyjaciel wyskoczył z boku ale jeden z nich dziabnął go nożem właśnie w łapę. Potem zwiali. Zabrali nasze pieniądze, mi zegarek i lornetkę od ojca. Bałem się, że ojciec się wścieknie, jest wojskowym i to była lornetka z wojska.

- Do rzeczy chłopie, do rzeczy!

Nastolatek zacisnął dłonie w pięści. Śledczy uniósł się na krześle.

- Jak nie będziesz się streszczał, to ci własny ojciec wpieprzy!

Chłopak chciał odpowiedzieć, ale tylko zacisnął usta. Ojciec był zawodowym żołnierzem, ale tylko podoficerem. Jedyne, co by zrobił w obronie syna, gdyby zrobił, to mógłby obić śledczemu gębę.

- Postanowiliśmy, że wyjedziemy następnego dnia. I tak nie zdążylibyśmy na ostatni autobus. Mieliśmy trzymać warty, wycięliśmy sobie takie grube lagi, a dziewczyny spały z nożami. Ja miałem pierwszą wartę, pamiętam, że coś łaziło po lesie, ale latarka nic nie wyłapała. Byłem zdenerwowany, kiedy kładłem się spać, wciąż widziałem tych dwóch, jak kradną, jak wyzywają. A najgorzej bałem się wściekłości ojca.  W końcu zasnąłem, to znaczy nie zasnąłem, położyłem się i zamknąłem oczy. Słyszałem jak następna para gada do siebie i wtedy mnie złapało. Czułem się z jednej strony ciężki, taki bardzo zmęczony, dosłownie nogi jak z ołowiu. Ale jednocześnie jakby część mojej osoby zrobiła się bardzo lekka i uniosła się nad namiot i poleciała. Coś mnie ciągnęło w kierunku do wsi, czułem się coraz bardziej wkurzony, bo tam byli ci dwaj. Nie pamiętam jak, ale znalazłem się na poddaszu w jakimś domu. Było ciemno, ale ja widziałem takie antyczne, pewnie jeszcze przedwojenne papierowe tapety na ścianach w dziwne kwiatki, rozdeptane buty, czułem smród starego brudu i pleśni.

Chłopak przerwał i spojrzał śledczemu w oczy.

- Pan mi nie wierzy! – zapytał z wyrzutem.

W odpowiedzi śledczy wzruszył ramionami i ruchem głowy wskazał magnetofon.

- No więc znalazłem się przy łóżku tego, co to z tym kijem nie pozwalał nam wyjść z wody. Stanąłem przy jego łóżku, widziałem, jak z otwartych ust spływa mu ślina. Obok łóżka leżała lornetka… Nagle się obudził i mnie zobaczył. Coś krzyknął, schwycił za kubek, który miał przy łóżku i rzucił we mnie. Czułem, jak on przelatywał przez moje ciało, potem rozbił się na ścianie. Chłopak się poderwał, był w samych gaciach i miał brudne nogi. Fuj. Wyskoczył z łóżka, wybiegł z pokoju, ale najpierw walnął łbem w drzwi, aż zadudniło. Ruszyłem za nim: on stał przy schodach i trzymał się za łeb. Kiedy mnie ponownie zobaczył to zaczął krzyczeć jak opętany. Wrzasnąłem na niego, żeby się zamknął, po czym znalazłem się przy nim, żeby mu po prostu zamknąć jadaczkę. Poczułem, tak fizycznie poczułem, że go dotykam, a on po prostu zleciał z tych cholernych schodów. Zanim zemdlał, kazałem mu raniutko oddać wszystkie rzeczy, bo go wykastruję.

Chłopak uśmiechnął się lekko.

- A co było z tym drugim?

- Przypomniałem sobie o tamtym z nożem, który rąbnął nam pieniądze. Momentalnie znalazłem się u niego. Spał w jakiejś takiej komórce, ktoś tam zresztą jeszcze był. Powiedziałem mu, żeby się obudził. Musiałem powtórzyć, bo był pijany. Kiedy się ocknął wreszcie, wybałuszył oczy i zaczął coś gulgotać, tak po pijacku. Kazałem mu wziąć ten nóż, a kiedy opierał się, po prostu go znalazłem pod jego brudnymi łachami i wbiłem mu w łapę. Dopiero się rozwrzeszczał! A mnie jakby wywiało i przeniosłem się do namiotu. Rano, kiedy wstałem, znajomi powiedzieli, że darłem się przez sen i rzucałem. Ja się wykąpałem, potem powiedziałem przy śniadaniu, że założę się, że tamci dwaj zaraz wszystko odniosą. Moi znajomi wyśmiali mnie, ale kiedy pakowaliśmy się obaj, przyszli i rzucili nam ukradzione rzeczy. Kiedy wystawiłem głowę z namiotu, to na mój widok zaczęli krzyczeć i zwiali. Pewnie potem poskarżyli się na posterunku. No, ale nas już nie było, bo złapaliśmy autobus i wróciliśmy do miasta.

- I co, nie masz wyrzutów sumienia? – śledczy sięgnął po papierosa i zapalił. Opowieść smarkacza wkurzała go. Potwierdzały ją zeznania, ale jego, ateistę całym sercem, wkurzały takie bajdurzenia. Nagle zdał sobie sprawę, że smarkacz dobrze się bawi, że Peterson pewnie dał mu specjalnie tę sprawę, aby go do końca wydymać i upokorzyć. O, niedoczekanie! Ze starym wilkiem nawet największy basior nie będzie się tak bawił. Zaciągnął się głęboko, aż poczuł, że dym szczelnie wypełnia płuca. Nikotyna przynosiła ukojenie. Śledczy uśmiechnął się lekko i pokiwał głową.

- I mówisz, że nie możesz tego kontrolować?

- Nie, nie potrafię.

- A może nie chcesz? Ale to dobrze, wyślemy cię do psychiatryka, tam cię fachowcy zbadają.

Odchylił się na krześle i zaczął kiwać. Po chwili oświadczył.

- Może, jeżeli się to okaże prawdą, w co nie wierzę, to zostaniesz naszym człowiekiem. Takie jednoosobowe komando wywiadowcze. I będziesz likwidował wrogów państwa. Ale ty tylko zmyślasz, prawda?

Nie doczekawszy się odpowiedzi, wyłączył magnetofon i wyszedł. W sąsiednim pokoju, przez weneckie lustro przesłuchanie obserwował łysiejący mężczyzna w brązowym garniturze, zbyt małym, by ukryć potężne mięśnie i szybko rozrastający się brzuch.

- O szef tutaj? – skinął głową śledczy. – Może damy sobie spokój do poniedziałku? Mecz jest dzisiaj…

Potężnie zbudowany funkcjonariusz pokręcił przecząco głową.

- Trzeba to skończyć. Dobrze, że go postraszyłeś psychiatrą. Zobacz, teraz się gryzie. Nie możemy odpuścić, bo wiesz, kto się interesuje tą sprawą. Już i tak jesteśmy pod kreską.

- To świr, przecież to widać. Naczytał się książek, inteligencik jeden i durnia tnie. Ja bym mu parę solidnych pał na dupę spuścił i posłał do tatusia z ostrzeżeniem. Ojciec to trep, z tych najbardziej tępych, więc gnoja przemagluje.

- Nie, to zawsze możemy zrobić. Wyjaśnij, co było z córką no wiesz, kogo. Ale napij się kawy albo walnij sobie coś, bo z formy wychodzisz.

Petersen klepnął go w ramię i wyszedł. Śledczy sięgnął do podniszczonej, skórzanej teczki i wyjął papierową torebkę. Otworzył ją i zbliżywszy do światła przez chwilę krytycznie oglądał zawartość. W końcu westchnął i wsunął do ust wyschnięty ułomek wczorajszej kanapki.

- Znowu nie zrobiłem zakupów… - mruknął ni to do siebie, ni to do swojej „młodszej kopii”.

- Został jeszcze nocny sklep – odburknął tamten, podnosząc wzrok znad sterty kartotek. Śledczy wzruszył ramionami i wszedł do pokoju przesłuchań. Ssanie w żołądku sprawiło, że nagle stracił swój zawodowy spokój, nad wyrobieniem którego pracował tyle lat. Przez takich gówniarzy jak ten, zatrzymała się jego kariera. Przez takich pacanów jego przełożeni nim pomiatali. Z powodu takich szczylów odeszła od niego żona zostawiając go z alimentami, kobiety go unikały, zaczął staczać się w alkoholizm. Błyskawicznym ruchem chwycił leżącą na brzegu stołu drewnianą linijkę i trzepnął nią po zewnętrznej części dłoni chłopaka. Ten krzyknął z bólu, a w jego oczach pojawiły się łzy.

- To żebyś pamiętał cwaniaczku, kim tu jesteś i że masz prawdę mówić. – Usiadł na krześle i sięgnął po papierosa. Przypalił i dmuchnął tamtemu w twarz. Przez chwilę przyglądał się z nieukrywaną nienawiścią młodemu, który wyraźnie się rozkleił. Śledczy sięgnął po jedna z kartek i przez chwilę odczytywał treść maszynopisu, mimowolnie poruszając ustami. Odłożył kartkę i włączył magnetofon.

- Zostawmy pierdoły na jutro. Teraz powiesz mi jak było z panną Wiktorią Smek. Uprzedzam ponownie – pochylił się do mikrofonu – że składanie fałszywych zeznań jest karalne. Czy zatrzymany zrozumiał? – pokazał chłopakowi zaciśniętą pięść.

- Ta…, tak! – odparł nastolatek drżącym głosem.

- Dobrze. Proszę powiedzieć, skąd zatrzymany zna pannę Smek?

- No, ze szkoły. Chodziła do równoległej klasy, wszyscy ją znali.

- Jak to rozumieć?

- No cóż, to najfajniejsza dziewczyna w szkole, znaczy się najładniejsza, zawsze miała ekstra ciuchy, kupę forsy od tatusia. Pan wie zresztą, kim jest jej ojciec.

- Wiem. Szanowanym obywatelem miasta. A ty próbowałeś ją zgwałcić! – śledczy podniósł głos.

- Nie! – zapadła cisza. Śledczy wiedział, że siedzący za szybą mężczyzna teraz bacznie ich obserwuje. Może i sam szef wrócił do pokoju obok.

- To jak z wami było? Tylko nie ściemniaj! – popatrzył znacząco na linijkę. Chłopak nabrał powietrza i zakaszlał. Po chwili uspokoił się, ale głos mu drżał.

- Tak jak każdy, chciałem z nią chodzić. Dobrze się uczę, a ona miała problemy z historią. Na przerwie kiedyś podszedłem jak stała z książką, zagadnąłem i coś tam jej wyjaśniłem. Po kilku dniach podeszła do mnie i podziękowała przy wszystkich. Zapytała, czy nie chciałbym jej paru tematów pomóc, to jasne, że się zgodziłem. Wszyscy mi zazdrościli, że się taka sztuka ze mną chce spotkać, choćby na korepetycje.

- Gdzie się uczyliście?

- Jej starzy nie zgodzili się, żeby do mnie przyszła, więc poszedłem do niej. Mamuśka mi na tę okazję nową koszulę kupiła. Więc poszedłem, było strasznie drętwo, bo drzwi od pokoju wciąż były otwarte, a my siedzieliśmy naprzeciwko przy wielgachnym stole. Ale jak wychodziłem, to mnie za dłoń złapała i ścisnęła. Za drugim razem mogliśmy siedzieć koło siebie, nie powiem, kleiłem się do niej a i ona do mnie! Ale wszystko delikatnie, stopa do stopy. Później chyba jej stary uznał, że jestem nieszkodliwy – tak mi Wiktoria powiedziała w szkole, a i zaczęła wreszcie z histy dostawać dobre oceny. Byłem jeszcze dwa lub trzy razy… Ostatni raz, kiedy tylko jej młodszy brat był. To zamknęliśmy drzwi od jej pokoju no i wie pan, zaczęliśmy się całować. Ona to robiła jakby to było pierwszy raz, a była naprawdę napalona. Pewnie ją starzy bardzo krótko trzymali. Oczywiście, na całowaniu się skończyło, bo ten smarkacz nas podglądał i potem musiał nas podkablować. Wiktorii nie było przez trzy dni w szkole, potem jak się pojawiła udawała, że mnie nie widzi. A przed wuefem przyszedł taki wielki gościu, wykręcił mi rękę i postraszył, że jak choć na nią spojrzę, to zostanę kaleką. To się od niej odczepiłem. Niedługo mieliśmy mieć egzaminy końcowe, a jej starzy chcieli ją wysłać na studia gdzieś za granicę, więc i sensu to nie miało. Ale po jakimś tygodniu dostałem od niej liścik, że mnie kocha, tęskni i chce być tylko ze mną. I mnie trzasnęło, zrobiło mi się głupio, że ją tak opuściłem. I po prostu w nocy przeniosłem się do niej, no i…

- Jej matka twierdzi, że byłeś w jej pokoju, że słyszała twój głos!

- Ale jak wasi przyjechali zaraz, to ja spałem w domu. A mój stary z kolegami mecz oglądali, więc jak otworzyli drzwi do pokoju to ja leżałem w łóżku i nie mogli mnie dobudzić.

- Twój stary i jego kolesie po prostu cię kryli, synku. Ale ja cię rozgryzłem. Jesteś bandytą, który w jakiś sposób dokonuje przestępstw i myślę, że już jutro – śledczy rzucił okiem na zegarek – wyśpiewasz, w jaki sposób to robisz. Na dzisiaj to koniec. Spędzisz noc na dołku, a jutro pogadamy.

Śledczy wstał z krzesła i wyłączył magnetofon. Przez chwilę składał papiery na kupkę, potem włożył je do szarej, zmęczonej tekturowej teczki.

- Wstawaj, wychodzisz! – rzucił krótko.

Chłopak podniósł się powoli, podejrzliwie zerkając na mężczyznę, który wsuwał długopis do kieszeni.

- No ruszaj do cholery! – warknął śledczy i dłonią wskazał na drzwi. Młody starając się wyjść z zasięgu ramion śledczego ruszył ku drzwiom. Kiedy położył dłoń na klamce, poczuł potworny ból w okolicach prawej nerki. Seria brutalnych ciosów wydusiła z niego powietrze i posłała na betonową podłogę.

- Wstawaj gnido! – śledczy szarpnął młodego za bluzę i pomógł wstać. Otworzył drzwi i pchnął do pomieszczenia, gdzie siedział jego „kopia”.

- Wezwij transport, niech go zawiozą do psychiatryka i zapną na łóżku. Przestanie sobie z władzy robić jaja. Dasz znać doktorowi, że ma mu jedynkę załatwić, ale na razie bez kłucia. Idę do domu, bo pewno już po meczu. Nie, nie mów jaki wynik, na innym kanale będzie później powtórka, to sobie obejrzę. To na razie.

*

Chłopak poluzował nieco paski przy dłoniach i odprężył się. Brudna, słaba żarówka oświetlała pomalowane na biało pomieszczenie z zakratowanym oknem i stalowymi drzwiami. Obok na sąsiednim łóżku leżał jakiś starzec, z zaschniętą pianą na ustach, ciężko oddychając. Jego ciało co jakiś czas przebiegały ni to dreszcze, ni to skurcze, które wyraźnie męczyły człowieka. Nikt w sąsiednim pomieszczeniu, za drzwiami nie reagował na cierpiącego. Tym bardziej nikt się nim nie zainteresował. Po prostu rzucili go na przykryte brudnym prześcieradłem twarde łóżko na metalowym stelażu i przypięli go pasami. A on nie protestował, zamknął oczy i zasnął. Gdy wyszli, opuścił ciało i ruszył w drogę. Najpierw poleciał do Wiktorii. Leżała na łóżku czytając jakąś książkę. Teraz, w świetle nocnej lampki, bez makijażu nie wyglądała tak atrakcyjnie. Przez chwilę przyglądał się jej, nie ujawniając swojej obecności. Potem przywołał w pamięci twarz śledczego i przeniósł się do jego mieszkania. Facet mieszkał w dużym czteropokojowym mieszkaniu w bloku bez windy, na trzecim piętrze. W porównaniu do mieszkania zajmowanego przez zawodowego podoficera, w którym panował sterylny wręcz porządek, tu był prawdziwy chlew. Brudne naczynia, porozrzucane łachy, stare gazety i opakowania; wreszcie walające się wszędzie butelki. Typ siedział rozwalony w fotelu, w samych gatkach i dawno niezmienianym podkoszulku i gapił się w telewizor, gdzie nadawali mecz. Obok, na zawalonym stoliku stała butelka ruskiej wódy i pęto taniej, tłustej kiełbasy. Nad wszystkim unosił się opar papierosowego dymu. 

Chłopak pojawił się nagle, tuż przed telewizorem. Facet wypił już z pół flaszki, więc nie od razu go dostrzegł. Zesztywniał, po czym zaczął gwałtownie mrugać oczami i machać rękoma, trafiając przy okazji butelkę, która z brzękiem spadła na kleisty dywan.

- Co ty… - wreszcie wydusił z siebie sensownie.

Chłopak zbliżył się do siedzącego i nagłym ruchem trzasnął go otwartą dłonią w twarz. Głowa mężczyzny odskoczyła do tyłu, po czym wróciła, a twarz poczerwieniała wściekłością. Śledczy poderwał się i rzucił się z pięściami. Jego ciosy przechodziły przez widmowe ciało, nie czyniąc mu żadnej szkody.

Kolejne uderzenie chłopaka rozkwasiło śledczemu nos. Wściekle zaklął i skoczył ku szafie, skąd wyszarpnął pistolet. Prawie nie celując nacisnął spust, ponownie zaklął szpetnie, odbezpieczył i przeładował broń.

- Koniec z tobą gnoju! – ryknął na całe gardło i wystrzelił. Chybił, bo ciało chłopaka wykonało błyskawiczny unik. Broń zagrzmiała jeszcze trzykrotnie.

- Gdzie jesteś! Pokaż się! – syknął śledczy przewracając stojące mu na drodze krzesła. Nagle zakrztusił się, czując silne dłonie na swoim gardle. Jego lewa pięść cepem grzmotnęła przeciwnika, którego twarz nagle znalazła się przy jego.

- Synku, po tobie! – wykrztusił z siebie mężczyzna i kolejny raz nacisnął na spust. Pocisk przebił mu kość czołową czaszki, zmielił na miazgę tkankę nerwową i wyrywając spory kawał potylicy grzmotnął w ścianę.

Chłopak jeszcze przez chwilę unosił się nad trupem, po czym lekko uśmiechając się zniknął.

Czekała go niezbyt komfortowa noc, dlatego postanowił nieco poluzować pasy. Dwa ciała zlały się w jedno, zamknął oczy i spokojnie zasnął.

 

Tomasz Stężała

Prowincja  nr 24 2016.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Książka za dychę

Książka w formacie pdf za 10 zł

  • Kliknij w link lub czytaj w Książki=>Książka za dychę
  • Najnowszą książkę "As i Dama" można również kupić za dychę, (przed wydaniem wersji papierowej)
  • Nowa książka "Łaska i gniew bogów" - III część sagi o rodzinie Odona,11 str. do przeczytania, a całość do kupienia