VT iRepair - шаблон joomla Авто

A-10 Warthog na okładce z szachownicami plujący ogniem z działka na pewno przyciąga. Rozpoczynając recenzję trzeciej części Armagedonu chcę zdecydowanie pochwalić okładki Jana Jasińskiego, które na pewno przyciągną wzrok męskich czytelników (w morzu ckliwych czytadeł i biografii celebrytów). Otwieramy książkę, jak zwykle czterysta stron lecz drukowanych większą czcionką. Hm?

Minęło kilka tygodni od amerykańskiego zamachu stanu i Polska powoli powraca do normalności. Zacieśniają się więzi z powiększoną Grupą Wyszehradzką tym bardziej, że nasze brygady strzegą pokoju na Węgrzech. Rumunia robi intensywne zakupy uzbrojenia w naszym kraju w sposób mniej lub bardziej oficjalny, a transporty wojskowe i „cywilne” ruszają na południe. Jeden z takowych zostaje przechwycony przez nieznaną grupę zbrojnych. Przeżywa tylko jeden z kierowców ciężarówki.

Czyta się Wolffa szybko, choć nie zawsze z przyjemnością. Dlaczego? A czy ktoś z nas lubi obrywać od tych, którzy winni nam dozgonną wdzięczność?

Akcja HYDRY rozgrywa się w Warszawie i w jej okolicy. W Metalowej burzy, gwoli przypomnienia, stajemy się praktycznie z dnia na dzień krajem aspirującym do bycia mocarstwem.  Wojsko Polskie wchłania nie tylko najnowsze amerykańskie technologie, lecz także dziesiątki tysięcy żołnierzy – także na najwyższych stanowiskach. Amerykańskie technologie i procedury zlewają się z naszymi, dając przewagę nad sąsiadami.

To już piąta książka Wolffowego cyklu Armagedon. I pierwsza, którą przeczytałem. Na półkach mam sporo książek tego tajemniczego autora, podobnie jak innych osób piszących dla Warbooka.

Po przeczytaniu części piątej Armagedonu należy oczywiście przeczytać część… pierwszą.  Od razu przyciąga wzrok świetna okładka z F-35 z polskimi szachownicami.  A przecież dopiero co Andrzej Duda oglądał dwa takie nad Białym Domem….

Piękny debiut: Awakened (Obudzeni) autorstwa Jamesa S. Murraya z udziałem Darrena Wearmoutha.

Osoby, który przeczytały moje sprawozdanie z USlandii może pamiętają, że część tekstu poświęciłem nowojorskiemu metru. Dreptając po mieście, szukałem jakiegoś czytadła na długie godziny w samolocie. Coś tam miałem już wybranego, ale szukałem alternatywy. Generalnie Nowy Jork zaskoczył mnie brakiem księgarni w widocznych miejscach czy centrach handlowych. Są jedynie odpowiedniki „Inmedia” i na coś takiego trafiłem na lotnisku JFK. To nie to, co choćby w Monachium czy Frankfurcie, gdzie są spore działy anglojęzyczne, ale zawsze. Kryteria wyboru były proste: odpadała politgramota, która w lewackim NYC jest wyznawana przez większość, przewodniki, książki dla kobiet, wreszcie te powyżej 10 baksów. Czyli wybór skurczył się znacznie. $ 9,99 (bez taksu) i przede wszystkim w opisie:  otwarcie nowej linii metra, światła reflektorów, prezydent i burmistrz, wielka gala. Do podziemnego pawilonu (mającego być jednocześnie nową atrakcją turystyczną) wjeżdża pierwszy, lśniący pociąg. Oklaski nagle milkną, bo pierwszy wagon jest rozbity i pełen ludzkich szczątków. Potem dochodzą płomienie, wybuchy i wreszcie możliwość zlania nowej linii łączącej Jersey City z Manhattanem.  I pojawiają się obudzeni.

Losy Mieczysława Garsztki w100 roczn. jego śmierci