VT iRepair - шаблон joomla Авто

 

Taka okazja nie zdarza się często. A raczej bardzo rzadko. Włączają Cię w tryby maszyny nazywającej się „wycieczka do Nowego Jorku”, pokrywają większość kosztów. To, co tam kiedyś kołatało się w głowie, że może wybrać się, by pojechać i zobaczyć, dotknąć i samemu przekonać się jak żyją ludzie na ziemi wciąż dla wielu obiecanej.

 Najpierw wiza, długaśny proces wypełniania formularza, gdzie pojawia się amerykański seksizm: kobiety nie muszą wypełniać co najmniej 1/3 pytań.  W obecnych czasach zatajenie informacji zapewne skutkować będzie brakiem wklejki w paszporcie, więc trzeba się nagimnastykować, gdyż oni MOGĄ cię dokładnie prześwietlić. Komuchy wysyłały wszystko do Moskwy, a obecni namiestnicy zapewne ślą dane do USlandii i Żydolandu. Albo nic nie robią, aby tamtym przeszkodzić.

Przypadł mi udział w planowaniu tras po Nowym Jorku. Pewne stałe punkty zabukował Dyrektor Regenta (Empire State Building, Liberty i Ellis Islands, Majestic Theatre, a także trasę do Waszyngtonu, Filadelfii i Baltimore.  Ma to swoje zalety, bo trochę zrobiłem pod siebie, ale spadł na mnie też obowiązek nawigowania grupą.  Niewiadomą było metro, wstępy, bezpieczeństwo, pogoda, fundusze.  Co gorsza, Polak strasznie dużo płaci za telefon i Internet z polskiej karty, więc jeżeli się wcześniej nie wzięło pakietu od operatora, może przyjść potężny rachunek (mam nadzieję, że mój nie zabije mnie).  Warto wgrać sobie do smartfona mapę metra i mapy offline. Googlas jest bardzo podobny w nawigacji po obcej ziemi.

2019.04.27 w arbuzie 340Problemem dla osób w średnim+ wieku jest długi lot. Rozczarował nas LOT, bo zamiast wygodniejszego Dreamlinera podstawili Arbuza 340 na 303 osoby (i 100% pokrycia w locie tam). 11 godzin, rwące nogi, ciasno, choć lotowska obsługa naprawdę się starała.  W drugą stronę LOT odwalił ten sam numer – nie dane było Polakowi sprawdzić zakupionego przez rodzimego przewodnika luksusu.  Dobrze, że choć z powrotem czas w powietrzu spadł do 8 godzin.

Czekanie w immigration office to kolejna przygoda na starcie. Wpuszczą?  Naklejka w paszporcie za ponad 600 zł może nie starczyć. Wreszcie bagaże i długotrwały dojazd do hotelu na Bronxie. Dlaczego tam?  Bo taniej. 

 

 

 

2019.04.27  w metrzeUSlandia lubi komplikować życie przyjezdnym, zwłaszcza świeżakom.  Jedna ‘metrocard’  nie wystarczy. Najpierw więc kup na Airtrain, potem tygodniówkę (bez gwarancji, że nie skończy się np. po 5 dniach). Sieć jest fajna, zwłaszcza na Manhattnie, gdzie jest klima, gdzie słychać zapowiadającego i są wyświetlacze.  W liniach pomarańczowych B oraz D jeżdżą obywatele gorszej klasy, więc luksusu nie ma. Są tu też pociągi ‘lokalne’ i ‘ekspresy’, czyli te, które nie staja na każdej stacji.  Ale nasza ulubiona linia D różnie stawała, zostawiając zawsze pewną dozę niepewności.  Atrakcyjność jazdy podnosi zamykanie niektórych stacji (jak na 42 ulicy) bez wcześniejszej informacji, a także „artyści”. Z jednym z nich miałem nieprzyjemność zaznajomienia się.  Trzech czarnych wsiadło na Columbus, rozpychając się rozstawiło samograja i poczęło nie zważając na pasażerów organizować „show”. Jeden z nich podszedł do mnie i zaterkotał coś w lokalnym narzeczu, niewiele przypominającym angielski, a nawet amerykański. Coś tam ćwiczyli na rurach, gibając się w rytm hip hopu.  Nie przyglądałem się zbytnio, podobnie jak większość wycieczki, bo kontakt wzrokowy jest zgodą na płacenie. Po występie ów młodzianek w bandamie podszedł do mnie, jako najbliższego i zaczął agresywnie „bro” i „bro”, ewidentnie szukając zaczepki.  Jeżeli ma się przy sobie dziatwę nie można pozwolić sobie na  poddanie się prowokatorowi, ale ten smarkacz mnie wkurzył.

- Nie jestem twoim bratem. -  Powiedziałem mu prosto w twarz, szykując się na ciąg dalszy. Wyraźnie był zaskoczony, że się nie poddaję jego chamstwu.  Oko w oko, młody coś tam trajkocze, z czego tylko część można zrozumieć, ale wyraźnie grozi. Ludzie się przyglądają, stacja i szczeniak wychodzi.  I pytanie, co by się stało, gdym dał się sprowokować? Policja, adwokaci cwaniacy,  oskarżenie o rasizm. No chyba, że pierwszy by uderzył mnie lub kogoś z moich podopiecznych.  Po wszystkim gratulowano mi opanowania, ale niedosyt pozostał.  Jak zachować się, by nie stracić twarzy gdy prowokuje cię prymityw? Jak nie narazić ludzi, za których jesteś odpowiedzialny?

2019.04.27  Hotel i Webster AvePlusem wyjazdu były hotele. Rodeway Inn na Webster Ave miał tylko dwie gwiazdki, ale był zaskakująco dobrze wyposażony i co najważniejsze czysty.  Dwa wielkie, wygodne łóżka, szybkie WiFi, duża, wygodna łazienka. Podobnie trzygwiazdkowy hotel pod Waszyngtonem, gdzie po pokoju można by było jeździć rowerem.  Ale musi być jakiś problem. Śniadania w amerykańskich sieciówkach to pulpa jajeczna, odsmażany boczek i kiełbaski. Do tego tosty, jogurcik , płateczki, cieniutka kawa oraz.... nic więcej. Jeżeli chcesz najeść się na zapas, to musisz przygotować się na potworną monotonię.  Kolejny plus to autostrady, zwłaszcza dalej od Nowego Jorku. Cztery do sześciu pasm, gdzie nasze krajowe, czy choćby przereklamowane niemieckie autobahny  wyglądają więcej niż skromnie.  W miastach jest gorzej. Wracając z Van Cortlandt Park Golf Course nasz taksiarz (na Bronxie nie ma ‘yellow cabs’) wpadł kilka razy w potworne dziury, jakich nawet w Polsce trudno jest znaleźć na podrzędnych drogach. A ponoć w głębi kraju nie jest tak dobrze jak na wschodnim wybrzeżu.  Drugi plus, to to, że autobus może jechać 130 km/h jak czynił chiński kierowca Leo w niezbyt nowym autokarze, mijając wszystko, co się dało. Chwilami pojazd prawie frunął. A parkowanie na wcisk – nie wiem, czy u nas któryś kierowca by się odważył.  Auta są traktowane przez miejscowych po macoszemu – poobijane, poklejone taśmą lub połatane wkrętami. Europejczyka serce boli.

Pograłem w golfa. Pole Van Cortlandt Park na Bronxie (gdzie jest kilka innych pól, w tym Trumpa za 200 baksów). Pole typu parkland, czyli wśród drzew, zmęczona trawa ale dobrze utrzymane greeny. Ze względu na ilość miejsca, trzeba było cartami jeździć  mostkami i tunelami, by swoje zagrać. W sumie, jeden z największych plusów programu.

USlandia płci swoją cenę za toczone liczne wojenki. Muzea, galerie, niektóre domy, stadiony, nie mówiąc o lotniskach to twierdze, gdzie kręcą się mundurowi i zapewne ci po cywilnemu, gdzie najmniej musisz okazać zawartość torby, nie mówiąc o wyjęciu komórki, ściągnięciu całego paska  lub butów. Dobrze, że miałem nowe skarpetki!  Gliniarze jeżdżą uzbrojeni po zęby, widzieliśmy kilkakrotnie gliniarzy w akcji, także z wyciągnięta bronią skierowaną w stronę kierowcy auta.  W centralnych punktach stoi także armia z maszynkami, choć bez hełmów.  Do tego psy i roboty.  Zapewne też rozpracowują każdego przyjezdnego, więc mogą policzyć, ile razy dłubałem w nosie, ile krzywiłem się czy skląłem.

  • 2019.04.28  kościół św Stanisława
  • 2019.04.28 Jersey city - pomnik katyński
  • 2019.04.29 Philadelphia  Liberty bell
  • 2019.05.01 Times Suare
  • 2019.05.01 Van Cortland Park Golf Course
  • 2019.05.04. USS Intrepid
  • kawa JFK

Simple Image Gallery Extended

A można się wkurzyć. Każdego z blisko czterdziestu uczestników wyjazdu zaskoczył system podatkowy. Dlaczego nie można podać w USlandii ceny brutto?  W księgarni wybieram książkę za $9.99, kładę dychę, a pancia przy kasie woła kolejnego baksa.  W restauracji  zaszalałem za 13, ale podatek to ponad 4 dolary, a do tego tip, czyli w łapkę za obsługę.  I tak bez końca.  Dziatwa kupowała buty sportowe za 500, płacąc ponad 650. Za wypasione trampki?  Więc drogi konsumencie, USlandia oskubie cię w zaskakująco skuteczny sposób.  Jeżeli mówimy o jedzeniu, to warto zrezygnować ze ‘sztandarowych’ USlandzkich  sieciówek.  Chińczyk, Japończyk, Włoch, a nawet Meksykanin napełnią twój żołądek zapewne szybciej, pełniej, smaczniej i taniej.

Znacie pojęcie ‘american coffee? I u nas się przyjmuje. Tak jak {nie}sławny Starbucks.  Wycieczkowe dzieci najchętniej chodziłyby między Starbucksem a McDonaldsem, co świadczy o ewidentnym, upadku rodzinnego żywienia. Za rzadko odwiedzają własne babcie?

Tak czy inaczej, takiej lury nigdzie nie piłem. Ostatnia kawa w USlandii na lotnisku JFK – blisko $5,00 za coś przypominającego kolorem niezbyt dobrze zaparzoną herbatę.  U nas na lotnisku zapłacisz podobnie, ale to będzie KAWA.  Nawet na stacji benzynowej w Polsce serwuje się płyn, smaczniejszy niż w słynnej amerykańskiej sieci. 

Ale ludzie w ogromnej większości są sympatyczni.  Oferują pomoc, interesują się, w większości wypadków nie olewają przyjezdnych. To jeden z największych plusów USlandii. Wyraźnie też kochają ten swój nie do końca cywilizowany kraj, pełen kontrastów, jakich Polak dawno nie doświadczył. Są dumni, słysząc hymn przystają kładąc dłoń na sercu. I tego im zazdroszczę, bo moi rodacy zbytnio się zunioeuropeizowali, mając na odległym miejscu w katalogu osobistych wartości swoją Ojczyznę.

Czy pojechałbym ponownie do USlandii? Trudne pytanie. Nowy Jork mnie przytłacza, choć oferuje wiele do obejrzenia. Może środkowe stany, może południe, gdzie żyją ‘rednecki’, gdzie nie ma tego blichtru przeplatanego biedą.  Na pewno muszę nabrać dystansu do tego co zobaczyłem. Czas pokaże.

WOJNA BOGÓW - W gronie najlepszych książek 2018 r